O sytuacji mieszkańców bloków komunalnych przy ul. Traugutta piszemy od ponad 20 lat. Choć zmieniają się kadencje i obietnice, czas w tym miejscu jakby stanął w miejscu. Dla wielu lokatorów „mieszkanie” to wciąż 14 metrów kwadratowych, brak własnej łazienki i przenikliwe zimno. Wśród nich jest pani Helena – kobieta, która całe życie ciężko pracowała, a dziś przegrywa starcie z czynszem i własnym zdrowiem.
Miejsce, o którym zapomniał świat
Kto nie był w budynkach przy ul. Traugutta, ten nie zrozumie definicji „warunków urągających godności ludzkiej”. To nie są zwykłe mieszkania socjalne o niskim standardzie. To dekady zaniedbań, które mszczą się na najsłabszych. Choć stereotypowo przypina się lokatorom takich miejsc łatkę osób „trudnych”, rzeczywistość ma twarz pani Heleny (imię zmienione, dane do wiadomości redakcji): schludnej, dbającej o czystość i desperacko walczącej o namiastkę normalności.
Pani Danuta od 15 lat mieszka w czternastometrowym pokoju w budynku przy ul. Traugutta 23. To pomieszczenie musi być wszystkim: sypialnią, kuchnią, pralnią i suszarnią. Jest trochę lepiej, odkąd TBS-y wymieniły jedno okno (drugie jest wciąż stare), to przy łóżku, na którym śpi kobieta oraz elektrykę. Zarządca kupił również elektryczny grzejnik, który wspomaga ogrzewanie piecowe. Mimo to w mieszkaniu, nawet w upalne lata, jest przeraźliwie zimno.
Łazienka? Jest wspólna. Przez półtorej dekady to głównie ona dbała o jej czystość, mimo że korzystają z niej inni. Czy jednak można nazwać łazienką pomieszczenie, w którym znajduje się jedynie sedes bez deski i stara umywalka?
Zdrowie zostawione w cudzych domach i na polach
Choroba nie przyszła bez powodu. Pani Helena od urodzenia zmagała się ze zwichnięciem biodra. Dziś ma 18 centymetrów wytartej kości. – Od 28 lat na to choruję – przyznaje ze smutkiem.
Kiedy renta wynosiła zaledwie 530 złotych, a po śmierci mamy została sama, chwytała się każdej pracy. Opiekowała się chorymi w Nowym Dworze i Legionowie. Za 800 złotych miesięcznie potrafiła być na nogach przez 5 dni i nocy z rzędu. Do tego prace sezonowe: ogórki, truskawki.
– Łapałyśmy się z sąsiadką każdej pracy. Ona pracowała do ostatniej chwili, mimo torbieli na kręgosłupie. Dwa i pół miesiąca i było po kobiecie – wspomina pani Helena. Ta ciężka harówka zostawiła ślad: zrujnowane krążenie, problemy z poruszaniem się i pogłębiającą się chorobę biodra.
Pułapka „nowego życia”
Nadzieja pojawiła się w kadencji burmistrza Wojciecha Gregorczyka. Pani Helena była wysoko na liście osób do przydziału lokalu – na 5. lub 6. pozycji. Wreszcie zaproponowano jej mieszkanie w wyremontowanych koszarach przy ul. Tysiąclecia 2. To miał być ratunek. Okazał się jednak barierą nie do przejścia ze względów finansowych. Jak policzyła, za 33 m², które jej zaproponowano, musiałaby płacić ponad 1000 zł czynszu, do tego światło i jednorazowa kaucja.
Przy obecnym zadłużeniu komorniczym, które regularnie spłaca, i niskich dochodach, przeprowadzka do „luksusu” oznaczałaby finansową pętlę na szyi. Pani Helena złożyła rezygnację z tego lokalu. Rezygnacja została przyjęta.
Kolejną propozycję był lokal z ogrzewaniem piecowym. – Gdzie ja się do palenia nadaję? – pyta retorycznie, wskazując na swoje niesprawne nogi.
Co dalej?
Obecnie pani Helena otrzymuje 80 zł dodatku, a do czynszu dopłaca 150 zł. Mimo ogromnych starań, wciąż tkwi w miejscu, które ją niszczy. Jej historia to bolesny dowód na to, że system pomocy mieszkaniowej w Pułtusku wciąż nie potrafi wypracować rozwiązania dla osób, które są „pomiędzy” – zbyt biedne na nowe lokale komunalne, a zbyt schorowane i porządne, by wegetować w ruinie przy Traugutta.
Pani Helena nie prosi o pałace. – Proszę Boga, bym mogła chociaż parę godzin pomieszkać w cieple – mówi. Prosi o skromne mieszkanie, ale ciepłe, do którego nie musi przynosić węgla i drewna, o własną łazienkę.
W dniu wydania gazety wysłaliśmy do Urzędu Miejskiego pytania w sprawie pani Heleny. Do tematu będziemy wracać.
A. Morawska
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze