Prof. Robert Gajda potwierdza, że od blisko roku prowadzi rozmowy z władzami powiatu w sprawie pełnego przejęcia Szpitala Powiatowego w Pułtusku. Jak podkreśla, bez zmiany struktury właścicielskiej dalsze inwestowanie w placówkę traci ekonomiczny sens, co – w jego ocenie – może oznaczać stopniowe wygaszanie jej działalności.
Czy prawdą jest, że prowadzi Pan rozmowy z powiatem w sprawie odkupienia budynków szpitala, czyli przejęcia w 100% Szpitala Powiatowego?
Panie Redaktorze. Od roku prowadzę rozmowy i wyrażam chęć zakupu nieruchomości Szpitala Powiatowego w Pułtusku, będącej własnością Starostwa oraz odkupienia udziałów w spółce Szpital Powiatowy Gajda-Med sp. z o.o. W praktyce chodzi więc o przejęcie budynku szpitala oraz udziałów w spółce.
Czy powiat jest zainteresowany takim rozwiązaniem?
Uważam, że zarówno nowy Starosta, pan Robert Czyżewski, jak i cała Rada Powiatu są przede wszystkim zainteresowani tym, aby szpital funkcjonował stabilnie i świadczył usługi medyczne na poziomie właściwym dla szpitala powiatowego – czyli w praktyce tak, jak robi to obecnie.
Kwestią wtórną pozostaje „zainteresowanie” samą formą rozwiązania. Entuzjazmu zapewne nie ma, ale – o ile dobrze odczytuję stanowisko radnych – dominuje troska o mieszkańców powiatu pułtuskiego.
W 2015 roku radni wykazali się dużą odwagą i dobrym wyczuciem, decydując się na prywatyzację. Szpital nie został zamknięty, a powiat mógł skupić się na rozwoju zamiast na ratowaniu jednostki, która w 2014 roku była w bardzo trudnej sytuacji finansowej.
Odpowiadając wprost: powiat (Starosta, Zarząd i większość radnych) został przeze mnie poproszony o jednoznaczne stanowisko w tej sprawie poprzez złożone dokumenty. Równolegle od dawna prowadzę rozmowy z radnymi, przedstawiając aktualną sytuację i jasno komunikując, że nie zamierzam dalej inwestować bez ograniczeń w podmiot, który nie jest moją własnością. Skala potrzeb inwestycyjnych przekracza dziś 40 mln zł, a w dalszej perspektywie do 2041 roku trudno przewidzieć jej poziom. Krótko mówiąc – nie można inwestować bez końca w nie swoje.
Jeśli szpital zostanie sprywatyzowany – co to oznacza dla pacjenta w zakresie dostępu do usług medycznych? Czy pacjenci zyskają na takiej operacji?
Faktyczna prywatyzacja nastąpiła już 1 sierpnia 2015 roku. Posiadając 40% udziałów i tzw. „złoty głos” (liczony podwójnie), dysponowałem w praktyce 80% głosów przy 60% po stronie szpitala powiatowego. A jak wiadomo – decyduje większość.
Czy planuje Pan rozszerzenie działalności o nowe świadczenia?
Zakup nieruchomości i pełna kontrola właścicielska umożliwiłyby podejmowanie odważnych decyzji inwestycyjnych, które dziś są ograniczone zapisami umowy spółki i obecnością udziałowca publicznego. To również czynnik zniechęcający potencjalnych partnerów biznesowych.
Rozważam zapraszanie do współpracy innych świadczeniodawców – np. Medicover, Lux Med czy Enel-Med.
Jednak kluczowe jest co innego: brak takiej zmiany oznacza, że dalsze inwestowanie traci sens ekonomiczny. W takiej sytuacji nie będę kontynuował prowadzenia szpitala w obecnej formule, co w praktyce oznacza jego stopniowe wygaszanie.
Dodatkowym problemem są działania współudziałowca, czyli obecnego prezesa szpitala powiatowego, który – choć formalnie o niczym nie decydujące – może utrudniać funkcjonowanie jednostki. To pokazuje, że obecna struktura nie jest optymalna.
Jak wygląda obecnie sytuacja szpitala?
Szpital nie jest zadłużony. Od 11 lat utrzymujemy wynik na poziomie około 0+. Nie mamy zaległości, wynagrodzenia wypłacane są terminowo, pozyskujemy także srodki finansowe na inwestycję z zewnątrz, w tym z Krajowego Planu Odbudowy.
Kontrakt z NFZ wzrósł z 18 mln zł w 2015 roku do ponad 80 mln zł obecnie. Jednocześnie sytuacja systemowa staje się bardzo trudna – nadwykonania są finansowane tylko częściowo, a wyceny świadczeń pozostają zaniżone. W efekcie nawet 1/3 szpitali powiatowych w Polsce może zniknąć z rynku.
Nas to nie dotyczy – dzięki stabilnym finansom. Podkreślam jednak: stabilność ta wynika z prywatnego zarządzania od 2015 roku.
Dalsze zmiany właścicielskie dla pacjentów nic nie zmienią – świadczenia pozostaną w 100% finansowane przez NFZ, czyli bezpłatne.
Na marginesie: podstawowa opieka zdrowotna w Polsce została sprywatyzowana już dawno. Czy to pogorszyło dostępność usług? Raczej przeciwnie.
Czy są podobne szpitale w Polsce?
Niewiele. Pułtusk jest przykładem placówki de facto zarządzanej prywatnie. W innych przypadkach, gdzie samorządy sprzedawały szpitale „za długi”, efekty bywają różne. Kluczowe jest zarządzanie.
W Pułtusku przed 2015 rokiem zawiódł system – zadłużenie sięgnęło 28 mln zł. Po przejęciu zarządzania szpitalem spłaciłem zobowiązania wymagalne w wysokości 3 mln zł i zainwestowałem ponad 40 mln zł przy wymaganych inwestycjach 17 mln do 2041 roku.
Efekty są widoczne – nasz szpital nie jest zadłużony, w przeciwieństwie do ponad 90% podobnych placówek.
Jaki wpływ będzie miał powiat na funkcjonowanie szpitala po ewentualnych zmianach?
W praktyce taki sam jak dziś – bardzo ograniczony. Samorząd odpowiada za opiekę zdrowotną, ale nie ma obowiązku prowadzenia szpitala. Przykładem jest Legionowo.
Gdybym był szaleńcem i zamknął szpital jutro – nikt by tego nie zatrzymał. Ale nie jestem i nie dopuszczam takiego scenariusza. Prowadzenie szpitala to moje największe zawodowe osiągnięcie. W sytuacji, gdy inne placówki zamykają oddziały i mają problemy finansowe, my rozwijamy się i osiągniemy ponad 500 porodów w tym roku.
Można rozważyć rozwiązania prawne gwarantujące świadczenie usług w obecnej infrastrukturze – jestem na to otwarty.
Jedno jest pewne: nie ma powrotu do starego modelu. NFZ nie kontraktuje nowych szpitali, a wręcz finansuje ich wygaszanie.
Chcę dalej rozwijać tę placówkę, ale nie będę inwestował w struktury, które nie są moją własnością i które po 2040 roku i tak utracą kontrakt wraz z zakończeniem funkcjonowania obecnej spółki.
Tak jak powiedziałem wcześniej – najważniejsze jest to, kto zarządza szpitalem. Czy ma o tym pojęcie, czy chce zrobić eksperyment na żywym organizmie. Fatalną zasadą w przeszłości w Polsce było nagradzanie nieudaczników – dyrektorów szpitali, którzy po doprowadzeniu jednej placówki do upadłości byli obsadzani jako „doświadczeni menedżerowie” w innych.
Jestem w Pułtusku 37 lat. Mam tu dom, mieszka tu cała moja rodzina. Jestem honorowym obywatelem Pułtuska od 2017 roku. Tu zdobyłem 7 specjalizacji medycznych, co jest rekordem Polski. Tu zrobiłem doktorat, habilitację i uzyskałem tytuł profesora – co również jest ewenementem w skali kraju.
Tu prowadzę jedną z większych prywatnych sieci medycznych w Polsce (jeśli mówimy o jednoosobowym zarządzaniu) – Grupę Gajda-Med. Tutaj chciałbym pozostać do końca życia. Chciałbym też zawsze chodzić z podniesioną głową po rynku pułtuskim, witając się z tysiącami znajomych ludzi, w tym moich pacjentów.
Nie jestem „gościem”, który chce ,,przeprać” pieniądze za pomocą szpitala, a potem go zamknąć – co bywa realnym zagrożeniem przy procesach przekształceniowych.
Jak już wspominałem, od 2015 roku – kiedy 100% radnych powiatowych głosowało za taką zmianą – szpital jest de facto zarządzany prywatnie, bez realnego wpływu starostwa na jego funkcjonowanie i chyba i Szpital i Starostwo mają się dobrze.
Dziękuję za rozmowę
Dziękuję
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze