Powracamy do tematu młodej mamy, mieszkanki Pułtuska, która zmaga się z plagą myszy, ale i lekceważącym podejściem instytucji, do których zwróciła się o pomoc w tej sprawie.
Przypomnijmy: młoda kobieta, po ciężkich doświadczeniach z chorobą nowotworową, z 3-letnim synkiem oraz mamą mieszka na poddaszu budynku na Placu Teatralnym. Jest to mieszkanie komunalne, administrowane przez TBS. Od ponad miesiąca zmaga się z prawdziwą plagą myszy. Problem w ostatnich dniach eskalował, kiedy w mieszkaniu pojawiły się młode osobniki.
Do naszej redakcji zwróciła się, kiedy zawiodły instytucje, które poprosiła o pomoc. Dodatkowo spotkała się z kompletnym brakiem empatii i niepotrzebnymi,upokarzającymi komentarzami. Prezes TBS miała wyśmiać sytuację, a pracownicy spółki zostawili w domu niezabezpieczoną trutkę przy małym dziecku. Z kolei w Urzędzie Miejskim kobiecie sugerowano, że powinna się „lepiej wziąć za sprzątanie”.
Wczoraj (czwartek 12 marca) towarzyszyliśmy rodzinie w części wizyty w Urzędzie Miejskim, gdzie młoda mama nie tylko złożyła resztę wymaganych dokumentów, ale i poruszyła deratyzacji. Podczas wypełniania dokumentów kobiecie puściły nerwy, czemu trudno się dziwić, biorąc pod uwagę poprzednie doświadczenia. Atmosfera zrobiła się nerwowa. Na szczęście, mimo to, udało się przyśpieszyć wizytę pracownika TBS w mieszkaniu opanowanym przez myszy.
Dziś rano pracownik załatał dziurę w ścianie, która powstała podczas usuwania awarii jednej z rur. Do godzin popołudniowych w mieszkaniu nie pojawiła się ani jedna mysz. Trutki i pułapki zostały rozsypane na strychu i innych pomieszczeniach budynku. Mamy nadzieję, że problem nie powróci.
Mamy także nadzieję, że poruszenie tego tematu nie wpłynie na proces decyzyjny przy rozpatrywaniu wniosku o zamianę mieszkania.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze