Wygrała walkę z ciężką chorobą, przeszła przeszczep szpiku i chemioterapię. Dziś, zamiast cieszyć się odzyskanym życiem i spokojem, mieszkanka Pułtuska mierzy się z plagą gryzoni i upokorzeniami ze strony pułtuskich urzędników.
- Po 8 - 9 martwych myszy wyrzucam codziennie! Codziennie! Na początku były trzy rano. Dzisiaj o godzinie 14:00 (11 marca 2026 r.) jest ich już pięć! – mówi, płacząc, młoda mama, pokazując zdjęcie ze stadem martwych gryzoni w jednym z domowych pomieszczeń. - Moje dziecko nie chce załatwiać się w łazience, bo boi się, bo tam myszy też wchodzą! Za pralkę! On nie może normalnie chodzić do przedszkola i się uczyć! Nie chce mieszkać w tym mieszkaniu, pokazuje na okno, żeby wyjść. Boi się siedzieć w domu! 3-letnie dziecko! A ja od godziny 3 czy 4 w nocy nie śpię, już czuwam nad nim, żeby myszy nie weszły na łóżko. One wchodzą i do szafy, ubrania są pogryzione, wieszaki, wszystko. …to początek dramatycznej historii mamy i jej 3-letniego dziecka…
Mieszkanie na poddaszu przy Placu Teatralnym miało być nowym początkiem. Stało się pułapką. Najpierw słychać było tylko drapanie w ścianach. Potem pojawiły się myszy! Na początku sporadycznie, z czasem coraz częściej. Dziś sytuacja całkowicie wymknęła się spod kontroli, choć młoda mama zrobiła wszystko, aby nie dopuścić do eskalacji problemu. Kiedy zauważyła gryzonie w mieszkaniu, własnoręcznie naprawiła ścianę sąsiadującą ze strychem, skąd mogły przechodzić. Nie pomogło. Zgłosiła problem do TBS-ów.
- Pani prezes z TBS śmiała się z nas! Wyśmiała moją mamę! Powiedziała jej, że ona też ma myszy, bo mieszka blisko lasu! – wspomina…
Poczuła się zlekceważona po raz pierwszy. Załamała się, gdy zrobiono to po raz drugi – kiedy pracownicy spółki rozsypali trutkę w mieszkaniu (nie osłoniętą!), nie bacząc na fakt, że w domu przebywa trzyletnie dziecko. Kiedy zwróciła na to uwagę usłyszała od nich:
– A co? – zapytali. – Zje trutkę?
Co by było, gdyby maluch zachęcony różowym kolorem trucizny wziął ją do buzi? Czy pojawiła się w głowach urzędników i wysłanych przez nich pracowników spółki taka refleksja? Czy zdają sobie sprawę, że mogli doprowadzić do tragedii!
Od kilku dni myszy wychodzą stadami – po 8-9 sztuk naraz. Są młode, nie boją się światła ani ludzi. Zostawiają odchody w szufladach, szafach i szafkach kuchennych. Niszczą przewody i sprzęty, doprowadzając m.in. do awarii kuchenki gazowej. Za chwilę, biorąc pod uwagę szybkość ich rozmnażania, będzie ich z pewnością jeszcze więcej.
- Myszy przegryzają wszystko. Zepsuły u mnie kuchenkę gazową. Wszystkie kable były w niej przegryzione. Nie miałam na czym gotować dziecku. Musiałam wszystko odłączyć. Chodzą wszędzie. Nawet na lodówkę – opowiada młoda mama. – Ja już nie mam siły!
Po czym pokazała zdjęcie, na którym tuż przy łóżeczku dziecka złapała się w pułapkę mysz! Sytuacja stała się dramatyczna. Trzyletni chłopiec żyje w ciągłym strachu, mam spędza noce na czuwaniu.
– Budzę się o 3, 4 nad ranem i pilnuję syna – opowiada ze łzami w oczach.
Kolejne upokorzenie spotkało kobietę dziś (11 marca 2026 r.) w Urzędzie Miejskim. Zamiast oczekiwanej empatii, usłyszała gorzkie słowa. - Urzędniczka powiedziała, że „to całkiem ładne mieszkanie” i żebyśmy lepiej wzięły się za sprzątanie!
Taka odpowiedź to policzek dla osoby, która własnymi siłami stara się utrzymać dom w godnym stanie, remontować na miarę finansowych możliwości samotnej mamy, by zapewnić dziecku jak najlepsze warunki życia.
Mieszkanie, mimo pracy włożonej w remonty, jest w bardzo złym stanie technicznym. Obecność młodych gryzoni świadczy o tym, że gniazda znajdują się w strukturze całego budynku. To nie kwestia „lepszego sprzątania”, ale poważnego zaniedbania technicznego kamienicy. Jeśli natychmiast nie zostanie przeprowadzona profesjonalna i bezpieczna dla ludzi deratyzacja, budynek zostanie całkowicie opanowany przez szkodniki.
- Ja jestem samotną mamą… Nie jestem w stanie kupić sobie mieszkania. Ta sytuacja trwa już długo. Myszy teraz wychodzą już w dzień i niczego się nie boją. Niczego! - mówi naszej redakcji.
Pani (imię znane redakcji) złożyła już wniosek o zamianę mieszkania na takie, które nie będzie wymagało wnoszenia opału na poddasze, bez myszy, karaluchów czy szczurów, w którym jej dziecko będzie bezpieczne i wreszcie przestanie żyć w strachu.
Sytuacja jest dramatyczna. Będziemy monitorować kolejne etapy losów mamy i jej 3-letniego dziecka. Oczekujemy, że tym razem wniosek zostanie rozpatrzony pozytywnie i z należytą empatią, troską i wrażliwością. Będziemy Was o tym informować na łamach Pułtuskiej Gazety Powiatowej pultusk24.pl oraz redakcyjnym FB.
Anna Morwska, Anna Jadaś
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze