Reklama

Krzepiąc twardzieli… oczyma – Dzieje Pułtuskiego Kolarstwa (część IV, finałowa)

„Czułe zwierciadło epoki…” – co przychodzi Wam na myśl, gdy słyszycie te słowa? Nam - przedwojenne kolarstwo i Propagandowy Bieg do Granicy Niemieckiej. Wydarzenie, podczas którego hart ciała i ducha polskich kolarzy splatał się z patriotyzmem, a na horyzoncie widać już było mroczny cień III Rzeszy. Wyobraźcie sobie… Przejeżdżacie pod bramą triumfalną niesieni falą ogłuszającego dopingu. Na postojach dziewczęta czarują uśmiechem, krzepiąc Was „nie tylko kawą i przekąskami, ale też swoimi oczyma”. Na ciężkich rowerach bez przerzutek – których używanie uznawano zresztą za niemęskie – podejmujecie morderczą walkę z wiatrem. Wreszcie dojeżdżacie do strażniczych budek na dawnej granicy polsko-niemieckiej, w ramach protestu dotykacie przednim kołem szlabanu i krzyczycie w stronę niemiecką „Niech żyje Polska!”… Zapraszamy na czwartą i ostatnią już opowieść dr. Krzysztofa Wiśniewskiego – historyka, prezesa Pułtuskiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego – o „Dziejach Pułtuskiego Kolarstwa”.

To historia, którą warto poznać, szczególnie przed sierpniowym Rajdem do Bram Mazur!

 

Krzepienie oczyma…, czyli o gościnności Przasnysza…

Na całej trasie wyścigu stały tłumy kibiców, w mniejszych i większych miejscowościach. Kolarzy witano szczególnie gorąco w miastach, w których swoją siedzibę miały oddziały Związku Strzeleckiego, czyli w Makowie Mazowieckim, Przasnyszu i Chorzelach. W naszej podróży dotarliśmy do dawnego Ratusza w Przasnyszu, które to miasto organizowało również punkt żywnościowy podczas wyścigów. Reporterzy „Ekspresu Mazowieckiego” byli wprost zachwyceni serdecznością przyjęcia kolarzy przez burmistrza Feliksa Wiecińskiego z małżonką, komendanta policji miejscowej, starostę powiatowego. …a przede wszystkim byli zachwyceni serdecznością dziewcząt, które pracowały w punkcie żywnościowym.  Jak to zapisano „krzepiły nie tylko kawą i przekąskami, ale też swoimi oczyma”.  Z relacji uczestników współczesnego Rajdu do Bram Mazur wiem, że sytuacja wcale się nie zmieniła…

Reklama

Krzynowłoga Mała…, ale mordercza

Nasz kolejny przystanek to Krzynowłoga Mała, w okolicach której znajdują się największe na trasie wyścigu wzniesienia.  Dlatego też były one często miejscem, gdzie zawodnicy podejmowali ataki.  Były też miejscem cierpienia wielu zawodników, gdyż przy bardzo silnym wietrze, tak jak dzisiaj i przy błędnym założeniu zbyt małego trybu, wysiłek kolarza był niemalże morderczy.

Rzecz mało męska…

Proszę pamiętać, że wówczas kolarze nie używali przerzutek, które - chociaż już znane - były uważane za rzecz mało męską. W związku z tym jeżdżono na podwójnych trybach albo na pojedynczych. Znany już nam Antoni Sienkiewicz w trakcie jednego wyścigu musiał trzykrotnie zmieniać tryby na lżejsze właśnie z powodu silnego wiatru. Na pocieszenie na mecie dostał w nagrodę tryb podwójny…

Reklama

Tylko dla twardzieli…

Pamiętajmy też, że wyścig nie odbywał się po drogach asfaltowych, jak to dzieje się obecnie.  Były to, w najlepszym wypadku, bruki.  Możemy w tym momencie przypomnieć sobie widok z telewizora, jak przebiega wyścig Paryż-Roubaix. Bieg do granicy niemieckiej wyglądał tak samo lub przebiegał po trasie utwardzonej w jakiś inny sposób, a czasami nieutwardzonej. Był to naprawdę wyścig dla twardzieli. Z tego powodu do mety dojeżdżała mniej więcej połowa zawodników, a różnica czasowa między pierwszym a ostatnim wynosiła często ponad dwie godziny.  Z tego powodu w biegu do granicy niemieckiej nie startowały kobiety, dla których było to zbyt obciążające.

Reklama

Witajcie nam u bram Mazur! Chorzele inspiracją do odrodzonego biegu propagandowego

Z równą serdecznością, jak w Przasnyszu, witano kolarzy w Chorzelach. Tutaj całością dowodził szef Komitetu Organizacyjnego Władysław Ryczkowski ze Związku Strzeleckiego, wspomagany przez burmistrza miasta, komendanta miejscowej Straży Granicznej, komendanta Policji. Podkreślano też, że w organizację wyścigu bardzo angażowały się chorzelskie środowiska żydowskie.  Jesteśmy w miejscu, w którym stała niegdyś brama triumfalna witająca kolarzy.  W 1932 roku miała ona z jednej strony napis „Witajcie u wrót Mazurów”, z drugiej „Pozdrowienia dla macierzy”. Z kolei w 1933 roku kolarzy witał napis „Witajcie nam u bram Mazurów”. Tenże napis zainspirował mnie do wymyślenia nazwy dla odrodzonego biegu propagandowego, który od zeszłego roku odbywa się pod nazwą „Rajd do Bram Mazur”.

Reklama

Na półmetku wyścigu

Dotarliśmy do miejsca upamiętniającego dawną polsko-niemiecką granicę państwową, w którym Towarzystwo Przyjaciół Chorzel wystawiło budki strażnicze i informacje o szlaku rowerowym.  Nasz współczesny Rajd do Bram Mazur tu właśnie ma swój półmetek. W rzeczywistości prawdziwa granica nie znajdowała się w tym miejscu. Do prawdziwej za chwilę dotrzemy…

„Niech żyje Polska!” wołano w stronę niemieckiej granicy

Jesteśmy w miejscu, gdzie przed II Wojną Światową znajdowała się granica polsko-niemiecka. Właśnie tu docierali kolarze i zawracając albo dotykali przednim kołem szlabanu granicznego, albo krzyczeli w stronę niemiecką „Niech żyje Polska!”, albo też, w końcowej fazie, kiedy już stosunki z hitlerowską Rzeszą były fatalne, spluwali w stronę granicy niemieckiej. Za moimi plecami zaczynała się granica Rzeszy…Według relacji z 1933 roku strażnicy niemieccy pochowali się na czas wyścigu i wyłonili dopiero wtedy, kiedy odjechały prawie wszystkie samochody i przejechał ostatni kolarz.  Wtedy podeszli do dowódcy posterunku polskiego i przekazali mu, że będą musieli powiadomić o propagandowym biegu swoich zwierzchników.

Reklama

Abonament na filmy i żyletki…

Sukces sportowy i organizacyjny wyścigu spowodował również sukces komercyjny. Coraz więcej firm z Pułtuska, z terenu całej Polski, m.in. z Warszawy, Poznania, Łodzi, Bydgoszczy, Górnego Śląska było sponsorami i fundatorami nagród. Trzeba tu przede wszystkim wymienić dwóch znanych warszawskich producentów rowerów, czyli firmę Antoniego Rybowskiego i firmę Jana i Adama Kamińskich, a także Warszawskie Państwowe Zakłady Tele i Radiotechniczne, które były fundatorami odbiorników radiowych binofon.

Reklama

Pułtuskie firmy, głównie usługowe, nie pozostawały w tyle. Na przykład właściciele kin fundowali roczny abonament na wszystkie filmy, resursa rzemieślnicza ufundowała dla najlepszego pułtuskiego kolarza-rzemieślnika żyletkę, a inni nagrody w postaci obrazu Marszałka J. Piłsudskiego czy też aparatów fotograficznych lub maszynek do golenia.

Strzyżenie i golenie u Stanisława Cioka

W kamienicy numer 9 na pułtuskim rynku do niedawna, przez ponad 100 lat, znajdował się Zakład Fryzjerski. W latach 30. XX w. jego właścicielem był mistrz fryzjerski Stanisław Ciok, który w 1938 roku ufundował nagrodę w postaci kwartalnego abonamentu na golenie i strzyżenie.

Reklama

W 2026 roku uczestnicy Rajdu do Bram Mazur nie mogą liczyć (jeszcze!) na tego typu nagrody, ale jestem przekonany, że medale i pakiety startowe z pewnością zadowolą każdego kolarza, który zdecyduje się ruszyć trasą legendarnego wyścigu sprzed niemal stu lat…

 

Dziękuję za niezwykłą lekcję historii.

Anna Jadaś

 

PS. …, a jeśli chodzi o te wspomniane wcześniej dziewczęta…  z relacji uczestników współczesnego Rajdu do Bram Mazur wynika, że sytuacja wcale się nie zmieniła… Nadal „krzepią nie tylko kawą i przekąskami, ale też swoimi oczyma” …

Reklama

 

 

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 25/07/2026 12:00
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo pultusk24.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości