Są miejsca, w których tradycja przechodzi z rąk ojca do rąk syna czy córki – z pokolenia na pokolenie. Ma zapach remizy, dymu i ognia, dźwięk syreny oraz ten szczególny rodzaj odpowiedzialności, który nie pozwala odwrócić wzroku, gdy ktoś obok potrzebuje pomocy. W Pniewie tę tradycję widać bardzo wyraźnie. Marek Linka pamięta straż od dzieciństwa. Jego dziadek budował remizę i przez lata był prezesem OSP Pniewo. Ojciec, Mieczysław, w 1986 roku przyprowadził do jednostki samochód pożarniczy Star. Pan Marek miał wtedy zaledwie kilka lat, ale właśnie wtedy zaczęła się jego strażacka droga. Najpierw u boku ojca, później razem z braćmi, a dziś – także z najmłodszym pokoleniem. Założona przez niego Młodzieżowa Drużyna Pożarnicza w Pniewie to mała wspólnota, w której dzieci uczą się czegoś więcej niż procedur i technik ratowniczych. Uczą się, że warto podać komuś rękę, że nie wolno przejść obojętnie obok człowieka w potrzebie, że odwaga nie polega na braku strachu, a odpowiedzialność zaczyna się wtedy, gdy potrafimy pomyśleć o kimś innym, niż tylko o sobie. Pan Marek powtarza: „Bogu na chwałę, ludziom na ratunek". W Pniewie te słowa nie brzmią jak odświętne motto. Są zasadą, którą młodzi poznają najpierw podczas zbiórek, ćwiczeń i nauki pierwszej pomocy, i, kto wie, może kiedyś będą musieli zastosować w najważniejszych chwilach czyjegoś życia. O tym, skąd w Pniewie wzięła się Młodzieżowa Drużyna Pożarnicza, czego uczy swoich członków, dlaczego dzieci z taką determinacją ćwiczą resuscytację i co znaczy być częścią strażackiej wspólnoty, rozmawiamy z Markiem Linką – strażakiem, wiceprezesem OSP Pniewo i założycielem Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej w Pniewie. W strażackiej wspólnocie potrzebni są ludzie tacy jak on, gotowi poświęcić swój czas, by przekazać młodszym coś, czego nie da się nauczyć z podręcznika – gotowości, by być dla drugiego człowieka wtedy, gdy najbardziej tego potrzebuje.
Co powiedziałby Pan dzieciom i młodzieży, żeby zachęcić ich do dołączenia do Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej w Pniewie?
Powiedziałbym, że to przede wszystkim pewnego rodzaju przygoda i nauka przez zabawę.
Nie odebrałam dzisiejszego spotkania jako zabawy...
Bo to nie jest tylko spotkanie i praca według harmonogramu. Owszem, jest zabawa, jest śmiech, ale jest też nauka. To swego rodzaju otwarcie drogi do przyszłej kariery, do dalszej drogi, którą młodzi mogą podążać w życiu.
Skąd pomysł, żeby powołać taką drużynę? To tradycja Pniewa, a może przede wszystkim tradycja Pana rodziny? Wiem, że Pana rodzina od zawsze była związana ze strażą i pomagała w jej budowie.
Mój dziadek budował remizę, w której teraz jesteśmy. Był wieloletnim prezesem OSP Pniewo. Później w straży działał mój tata, Mieczysław. W 1986 roku przyprowadził tutaj samochód pożarniczy typu Star. Ja od szóstego roku życia byłem przy tacie, uczestniczyłem w spotkaniach strażaków i różnych pracach jednostki. Od tego się zaczęło. Później dołączyli moi bracia. Dlatego ta młodzieżówka zawsze gdzieś tutaj była. Głównym celem jej powołania była integracja młodych i chęć odciągnięcia dzieci od komputerów i telefonów.
Ile osób należy obecnie do drużyny?
Działamy już cztery lata i obecnie mamy w drużynie 36 osób. Więcej jest dziewczynek niż chłopców. Najmłodszy maluch, który do nas przychodzi, ma około czterech lat, a najstarsi są Martyna i Piotrek. Mają po 16 lat.
Dlaczego dzieci wybrały właśnie straż?
Może dlatego, że u niektórych w domu jest taka tradycja. Może też dlatego, że obserwowały, co dzieje się wokół nich. Widziały, czym zajmuje się straż. Myślę, że to także chęć wejścia w to środowisko, zdobycia wiedzy, poznania czegoś, co tak naprawdę jest dla każdego, ale nie każdy chce w tym uczestniczyć.
Czym zajmuje się Młodzieżowa Drużyna Pożarnicza?
Nie jeździ do pożarów. Żeby to robić, trzeba ukończyć kurs podstawowy i mieć 18 lat. Ale dzieci uczestniczą w uroczystościach kościelnych. Mamy też dni, w których idziemy do szkoły i organizujemy pogadanki: „Bezpieczne ferie", „Bezpieczne wakacje", „Jak zachować się nad wodą". Pokazujemy również zasady pierwszej pomocy, żeby dzieci wiedziały, jak pomóc poszkodowanemu, jak pomóc drugiemu człowiekowi w potrzebie. Żeby jadąc na deskorolce, hulajnodze czy rowerze umiały zadbać o siebie, ale też potrafiły wezwać pomoc dla kolegi czy koleżanki.
Jak długo dzieci uczyły się zasad pierwszej pomocy? Widziałam, że wychodzi im to perfekcyjne!
...a to różnie. Niektórzy „załapali" już po dwóch, trzech spotkaniach. Inni po pięciu. Ale bardzo szybko!
Skąd w nich taka powaga i siła, żeby przeprowadzić resuscytację?
Nie wiem... Może rodzice dobrze karmią! (śmiech). Oni po prostu chcą pomóc. Zresztą angażują się we wszystko co robią. Przychodzą na zbiórki, uczestniczą w uroczystościach związanych ze strażą i Kościołem. Naszym założeniem było, żeby dzieci podchodziły do każdego zadania z zabawą, ale jednocześnie z przekonaniem, że kiedyś może dojść do prawdziwego zdarzenia, w którym będą musiały komuś pomóc. Kiedyś uczyliśmy się na fantomie, jak podejść do człowieka i sprawdzić czy oddycha, czy reaguje, wiadomo – jest pewna procedura, ale na początku chłopaki i dziewczyny dotknęli, poklepali, podeszli do tego ze śmiechem. Był jednak też czas, żeby pokazać im, jak zrobić to naprawdę, na poważnie.
Czy dzieci znalazły się prywatnie w sytuacji, kiedy musiały komuś pomóc?
Tak. Piotr, jeden z naszych członków, zawiadomił pogotowie. Przyjechała karetka. Niestety, mężczyzna zmarł. Ze strony naszego młodszego kolegi reakcja była prawidłowa. Nie przeszedł obojętnie, sprawdził odruchy życiowe i wezwał pomoc.
Hasło strażaków, które przekazuje Pan dzieciom, brzmi: „Bogu na chwałę, ludziom na ratunek"...
Od zawsze hasło jest jedno. To jest nasza świętość!
Dzieci są bardzo zgraną drużyną.
Bardzo! Z Danielem Krawczykiem, opiekunem i współzałożycielem drużyny, który mi pomaga, chcemy dzieciom wpoić to, co nam wpojono: rota wchodzi, rota wychodzi. Czyli dwóch wchodzi, dwóch wychodzi. Jadąc do akcji, zabieramy ze sobą taki zespół, któremu ufamy bezgranicznie. Dzieci uczymy, żeby ufały sobie i żebym ja mógł im zaufać. Czują się ze sobą znakomicie, są zgrane, nikogo od siebie nie odtrącają. Jedno może bardziej czuje "rytm", inne mniej, ale jedno drugie we wszystkim uzupełnia.
Czy najstarsze osoby w drużynie mówią, że planują w przyszłości związać swoje życie z pracą w straży pożarnej?
Tak. Jest nawet plan, że jeśli ktoś nie dostanie się na wymarzone studia, ma wariant B, który zwiąże go ze strażą albo skończy prawo i będzie pracować jako technik pożarnictwa.
Wyjawię tajemnicę... Chodzi o Pana córkę, która niedawno odbierała proporzec podczas uroczystości związanych z jubileuszem OSP Pniewo?
Tak, to moja córka! Ciągnie ją do straży od dawien dawna.
Duma taty?
Też... Są takie dwie dumy taty w domu. Starsza córka jest również związana z mundurówką, ale nie ze strażą.
Co sprawia Panu i dzieciom z drużyny największą satysfakcję?
Uśmiech dzieci. Radość, kiedy przychodzą, kiedy jest zbiórka. To dla nas największa radość. I to, że możemy się spotkać, pobyć ze sobą, porozmawiać. A ja mam przy tym taką odskocznię od codzienności. Cieszymy się, że możemy się gdzieś zaprezentować, na przykład podczas kolędowania, zawodów powiatowych czy dożynek. Na dożynkach udało nam się w sposób perfekcyjny pokazać zasady udzielania pierwszej pomocy, dzieci znakomicie wykonały „linię bojową", a podczas Dnia Dziecka zaśpiewały piękną piosenkę o strażakach. Jest bardzo dużo takich rzeczy, z których jesteśmy dumni i które sprawiają nam radość. Dumni jesteśmy też z tego, że co roku jest nas coraz więcej.
Widzę, że jesteście w bardzo koleżeńskich relacjach...mówicie sobie na "Ty"
Bo nie chodzi o to, żeby dzieci czuły respekt. My jesteśmy razem, jesteśmy strażakami, jesteśmy po imieniu. Nie ma „Pan", „Pani". Jesteśmy jedną drużyną! Jesteśmy różni, ale nie ma lepszego i gorszego.
Jaka jest różnica wieku między najmłodszym członkiem drużyny a Panem?
42 lata… taka jest różnica między nami.
Dzieci mówią: „Fajnie jest mieć takiego dorosłego brata strażaka"...
Fajnie... Bo w drużynie nie ma „Panów". Są bracia, koledzy, koleżanki, przyjaciele.
Czym wyróżniają się dzieci, młodzież należące do Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej?
...takie konkretne cechy nabywa się w trakcie przynależności do drużyny. Charakter kształtuje się właśnie tutaj, przychodząc na zbiórki i uczestnicząc w tym, co robimy.
Jakie wartości chce Pan przekazać młodszym kolegom i koleżankom?
Przede wszystkim to, żeby szanowali innych ludzi. Żeby nie przechodzić obojętnie obok osoby potrzebującej. Żeby zawsze mogli liczyć jeden na drugiego. Ważne są odwaga, determinacja i zawziętość. Widziała Pani, jak ciężko jest wykonać resuscytację krążeniowo-oddechową, a oni są tak zawzięci i postanowili, że dopracują tę technikę, żeby wykonać ją prawidłowo. Uniwersalną wartością jest to, o czym powiedzieliśmy wcześniej: „Bogu na chwałę, ludziom na ratunek".
Z jakimi trudnościami boryka się drużyna?
Zawsze są problemy sprzętowe i finansowe. To nasze największe trudności.
Jak można Wam pomóc?
Potrzeby są duże. Potrzebujemy fantomów czy symulatorów AED, opatrunki kupujemy sobie sami. Mamy obecnie dwa fantomy dorosłego człowieka, które użycza nam szkoła. Symulatory pożyczamy od OSP Pułtusk i OSP Trzciniec. Przydałyby się własne. Jeśli będą pieniądze, kupimy je.
Przydałby się sponsor?
Przydałby się. Chociaż moim celem jest zrobić jak najwięcej, przy jak najmniejszym wkładzie finansowym.
Czego życzyć strażakom i strażackiej drużynie?
Ducha walki. Żeby ten ogień w nas nigdy nie zgasł...
Niech spełnia się w takim razie to życzenie!
Dziękuję za rozmowę
Anna Jadaś
Mówiąc o sukcesach i prężnym działaniu Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej w Pniewie, nie sposób pominąć osoby, bez której ten wspaniały projekt nie miałby tak niezwykłego wymiaru. Wyrazy wdzięczności i ogromnego uznania kierujemy do Moniki Paź.
Wielkie i ważne inicjatywy nigdy nie powstają w pojedynkę. Zawsze potrzebują ludzi o wielkich sercach, którzy decydują się trwać obok, wspierać i wierzyć w to, co robią. Pani Monika udowadnia, że warto poświęcić swój prywatny czas i energię po to, by młodzi ludzie z pniewskiej społeczności mogli uczyć się najważniejszej życiowej lekcji – empatii i niesienia pomocy drugiemu człowiekowi. Będąc nieocenioną prawą ręką Pana Marka Linki, jest fundamentem drużyny.
Najlepszym podsumowaniem jej zaangażowania są pełne wdzięczności słowa samego Pana Marka:
"Bez Moniki ta drużyna by tak nie funkcjonowała. Monika wkłada serce i dużo pracy w pomoc oraz ma super pomysły, żeby promować MDP Pniewo."
Dziękujemy za każdy uśmiech, za niewyczerpane pokłady cierpliwości, za kreatywność w promowaniu Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej oraz za tytaniczną pracę, którą wykonuje Pani na co dzień. Dziękujemy za ogromne serce, Pani Moniko!

Rozmowa powstała w ramach programu „Budujemy System Odporności Społecznej w Lokalnych Społecznościach".
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze