Każdy moment w życiu jest dobry, by odkryć w sobie duszę artysty. O poszukiwaniu własnego stylu, emocjach przelewanych na płótno i o tym, jak malarstwo potrafi uleczyć tęsknotę, opowiedziała Danuta Czerwińska.
Czy od początku wiedziała Pani, że chce wiązać swoje życie ze sztuką?
Nie, zupełnie tego nie przewidziałam. Choć jako dziecko bardzo lubiłam rysować i malować, w dorosłym życiu skupiłam się na rodzinie i wychowywaniu dzieci. Dopiero po długim czasie – właściwie dopiero od 10 lat – na nowo odkryłam tę pasję i weszłam w zupełnie inny świat, który bardzo mi się spodobał. Tworzę dzieła z ogromną przyjemnością. Sztuka to coś, co kocham i z czym chętnie spędzam wolny czas. To nie jest żadne poświęcenie, to coś znacznie więcej.
Jak wyglądały początki Pani drogi artystycznej?
Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, czy zostanę uznaną artystką i czy moje prace będą się komuś podobać. Po prostu zaczęłam robić to, co lubię. Zaczynałam od prostych rzeczy, głównie od pejzaży, z czasem jednak skupiłam się na czymś innym. Zaczęłam wsłuchiwać się w siebie i uzewnętrzniać to, co jest wewnątrz nas. Tworzyłam głównie dla siebie – by móc po skończonej pracy spojrzeć na obraz i powiedzieć: „tak, to jest to”. Niezmiernie miło jest, gdy inni również to dostrzegają. Uwielbiam, gdy moje prace budzą zainteresowanie.
Co inspiruje Panią do tworzenia obrazów?
Właściwie nie ma rzeczy, która by mnie nie inspirowała. Pomysłów mam mnóstwo, niestety znacznie gorzej jest z czasem. Pracuję zawodowo, co zabiera mi dużo energii. Tak jak wspomniałam, zaczynałam od przyrody. Nie ukończyłam szkoły artystycznej, nikt nie uczył mnie technik malarskich, więc początkowo miałam trudności, by to, co widzę w wyobraźni, idealnie przenieść na płótno. Zaczęłam więc od zabawy kolorami. Teraz idę o krok dalej. Cały czas mam nadzieję, że będzie we mnie narastać ciekawość, by tworzyć rzeczy na wskroś moje, które będą miały swój unikalny charakter. Obecnie najbardziej interesują mnie relacje międzyludzkie i ukazywanie sztuki w sposób nowoczesny. Pracuję nad serią obrazów, która będzie zupełnie inna niż moje dotychczasowe prace. Co ciekawe, jeden z tych nowych obrazów ostatnio sprzedał się „na pniu” – nie zdążyłam mu nawet nadać tytułu! Zainteresowanie odbiorców utwierdza mnie w przekonaniu, że idę w dobrym kierunku. Największą radością jest dla mnie to, że mogę dzielić się pięknem z innymi ludźmi.
Czy ma Pani swój ulubiony obraz?
Często się nad tym zastanawiałam i wbrew pozorom nie jest to proste pytanie. Mam bardzo dużo obrazów i z każdym spędziłam mnóstwo czasu, więc trudno byłoby mi wybrać ten jeden jedyny. Kiedyś słyszałam, że artyści mocno przywiązują się do swoich dzieł, i faktycznie odczułam to na własnej skórze – czasami z bólem serca rozstaję się ze swoimi pracami.
To unikalne uczucie.
Każdy obraz jest po części moim ulubionym. Są też takie, w których coś mi nie wyszło – zwłaszcza te z początków mojej drogi, które na przykład zbyt szybko zawerniksowałam i nie dało się już nanieść poprawek. Dziś, jak mawia mój mąż, wiem, że „lepsze jest wrogiem dobrego”. Nauczyłam się, w którym momencie należy odłożyć pędzel.
Czy malowanie pomaga Pani wyrażać emocje, które ciężko opisać słowami?
Zdecydowanie tak. Obrazy są częścią artysty. Przez życie nie da się przejść bezstresowo i zawsze radośnie – mamy też gorsze momenty. Mam takie obrazy, które pokazują tę inną sferę życia, zadumę czy smutek. Zostawiam w nich elementy, które naprowadzają na interpretację, choć niekoniecznie musi być ona spójna z moimi osobistymi odczuciami. Widzowie często odnajdują w nich własne historie, co daje im dużo do myślenia, podobnie zresztą jak w przypadku obrazów radosnych.
Jaką radę dałaby Pani młodym ludziom, którzy chcą rozwijać swój talent artystyczny?
Przede wszystkim – nie poddawać się, być sobą mimo wszystko i szukać radości w tym, co się robi. Uważam, że bez radości i satysfakcji daleko się nie zajdzie. Tworzenie wymaga mnóstwa czasu i energii, więc pasja jest tu kluczowa. Trzeba cieszyć się procesem, nawet gdy pojawia się krytyka lub przeciwności losu. To trudna branża, ale nie można się zrażać. Radość z tworzenia potrafi wiele zrekompensować.
Jakie wrażenia chciałaby Pani pozostawić w odbiorcach po obejrzeniu Pani dzieł?
Chciałabym, aby osoba, która kupi mój obraz, nigdy się nim nie znudziła. Żeby za każdym razem odnajdywała w nim coś nowego, co sprawi, że będzie chciała mieć go przy sobie już na zawsze. To by mi w zupełności wystarczyło.
Czy mogłaby nam Pani opowiedzieć o tym impulsie, który zapoczątkował Pani drogę artystyczną?
Doskonale pamiętam ten moment i wiem, komu zawdzięczam tę przygodę. To była moja córka, która na urodziny zrobiła mi jeden z najpiękniejszych prezentów w życiu. Byłam wtedy w Anglii, wyjechałam tam za pracą. Czułam się bardzo smutna, byłam daleko od domu i bliskich. Córka trafiła w samo sedno – kupiła mi farby olejne i małe płócienka. Gdy je zobaczyłam, popłakałam się ze szczęścia. Nie spodziewałam się, że przyniesie mi to tyle radości i przypomni o tym, co kochałam w dzieciństwie. Malowanie stało się dla mnie odskocznią. Przestałam tak bardzo tęsknić za rodziną, mój wolny czas nabrał sensu. Z czasem odskocznia przerodziła się w prawdziwą pasję i tak zostało do dziś.
Czy są jacyś konkretni twórcy, którzy Panią w tym momencie inspirują?
Trudno nie interesować się twórczością innych, gdy samemu się tworzy. Człowiek zawsze szuka punktu odniesienia. Bardzo interesuje mnie sztuka nowoczesna. Oglądam różne dzieła, choć niestety przeważnie w internecie. Odbiór na żywo jest zupełnie inny – obraz trzeba zobaczyć na własne oczy, poczuć jego fakturę, zobaczyć w dobrym świetle. Nie szukam jednak inspiracji do kopiowania. Doceniam innych twórców, ale nie opieram swoich prac na cudzych zdjęciach czy obrazkach. Staram się tworzyć rzeczy wyłącznie moje, nawet jeśli są to małe formy, chcę, by wypływały ze mnie.
Czy uważa Pani, że wspólne malowanie potrafi polepszyć relacje międzyludzkie?
Oczywiście. Każda praca wykonywana wspólnie w dobrej atmosferze poprawia relacje. Malarstwo daje przede wszystkim świetny temat do rozmowy, a w dzisiejszych czasach ludzie niestety rzadko ze sobą rozmawiają. Nawiązanie takiego kontaktu to pierwszy krok do otwarcia się na drugiego człowieka. Często jest też tak, że malując, ludzie pokazują emocje, które w nich siedzą, a o których nie potrafią opowiedzieć słowami. Malowanie im w tym pomaga.
Czy oprócz malarstwa ma Pani jeszcze inne pasje, przez które lubi Pani wyrażać siebie?
Zdecydowanie tak. Oprócz malarstwa interesuję się poezją. Niedawno, wspólnie z moją córką odważyłyśmy się wydać nasze wiersze w tomie 7 antologii pt. „Poezja naszych dni”. Możliwość dzielenia się z nią swoimi myślami i wspólne tworzenie jest dla mnie bardzo wzruszające. To kolejny piękny, artystyczny rozdział w naszym życiu, który jeszcze mocniej nas połączył.
Dziękuję za rozmowę.
Amelia Świerczewska
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze