Mecz z Sulejówkiem pokazał, że nasza drużyna nie straciła wiary po niepowodzeniach pierwszej części sezonu. Po ośmiu spotkaniach, z zaledwie dwoma punktami na koncie, zajmowała ostatnie miejsce w tabeli. Tym razem gospodarze pokazali jednak zupełnie inne oblicze. Zagrali szybko, ambitnie i skutecznie, aplikując rywalom aż cztery bramki i nie tracąc żadnej.
Początek sezonu w IV lidze nie był dla naszej drużyny łatwy. Dwa remisy, kilka wysokich porażek i kilka spotkań przegranych minimalnie – to było bolesne zderzenie z wyższym poziomem rozgrywek. Oglądając kolejne mecze, trudno było oprzeć się wrażeniu, że IV liga jest nie o jeden, ale o kilka poziomów mocniejsza od V ligi.
Drużyna jednak się nie załamała. Nie poszła w rozsypkę, a przede wszystkim nie straciła ambicji. Przeciwnie – z każdym kolejnym spotkaniem było widać coraz większą chęć przełamania, odniesienia zwycięstwa i pokazania, że awans nie był przypadkiem.
W meczu z Sulejówkiem ta determinacja wreszcie znalazła swoje potwierdzenie na boisku.
Gospodarze od początku narzucili rywalom swój styl. Grali szybko, agresywnie i z dużą determinacją, a pressing zaczynał się już na połowie przeciwnika. Goście z Sulejówka praktycznie nie mieli nic do powiedzenia. Nie potrafili stworzyć sobie dogodnych sytuacji, a pod naciskiem gospodarzy często gubili się już przy wyprowadzaniu piłki.
Bramki padały po dwie w każdej połowie i każda miała swoją historię.
Pierwszy gol był efektem świetnie przeprowadzonej akcji i podania, które spokojnie mogłoby być ozdobą spotkania na wyższym poziomie rozgrywek. Wykończył ją Mateusz Stępniewski, dając gospodarzom prowadzenie.
Druga bramka była z kolei konsekwencją konsekwentnego pressingu. Gospodarze naciskali rywali niemal pod ich własnym polem karnym, zmuszając ich do błędu, który szybko został zamieniony na kolejnego gola.
Po przerwie obraz gry się nie zmienił. Nasza drużyna nadal atakowała i nie pozwalała rywalom złapać oddechu. Trzecia bramka padła po świetnie wykonanym rzucie wolnym przez Macieja Ostrowskiego. Precyzyjne dośrodkowanie znakomicie wykończył Mateusz Kazimierczak, podwyższając prowadzenie.
Czwarty gol, zdobyty w 90. minucie, był najlepszym podsumowaniem całego spotkania. Przy wyniku 3:0 można było już spokojnie kontrolować wydarzenia na boisku, ale gospodarze grali do końca. Nadal naciskali na przeciwnika i właśnie ta konsekwencja przyniosła efekt w samej końcówce. Strzelcem był znów Mateusz Stępniewski.
Sobotnie spotkanie z trybun oglądało wyjątkowo dużo kibiców a doping z pułtuskiej „żylety” słychać chyba było nawet w Sulejówku!
Po raz pierwszy w tym sezonie na stadionie pojawił się także Tadeusz Trukawka – najstarszy z byłych zawodników Nadnarwianki, który grał w klubie jeszcze w latach 50. XX wieku. Jak widać, jego obecność podziałała na drużynę wyjątkowo mobilizująco. Przy takim kibicu wynik po prostu nie mógł być inny!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze