We wrześniu 1939 roku rozpoczął się najtragiczniejszy czas w dziejach Polski. Okupacja hitlerowska to miliony ofiar. Wśród nich byli także żydowscy obywatele Rzeczypospolitej, a w tym gronie – mieszkańcy naszego miasta, Pułtuska. Wypędzenie przez Niemców Żydów z Ostenburga – jak nazwali nasze, włączone do Rzeszy miasto okupanci – zamknęło pewną epokę. Nie od wieków (jak błędnie zapisano na pomniku poświęconym społeczności żydowskiej), a od początków XIX wieku, kiedy pruski zaborca zniósł zakaz osiedlania się ludności żydowskiej (Privilegium de non tolerandis Judaeis), Żydzi byli nieodłączną częścią naszej społeczności.
Żyli tu w zdecydowanie dużej zgodzie i symbiozie z ludnością polską, tworzyli historię Pułtuska. Nie było u nas pogromów, zamieszek czy wielkich konfliktów. Zapewne, jak zawsze w dużej społeczności, zdarzały się mniejsze bądź większe zatargi, ale nie przybrały one niepokojących czy wyjątkowych rozmiarów. Wprost przeciwnie – Żydzi tworzyli kulturę, cieszyli się z sukcesów Pułtuska, smucili z kataklizmów, pracowali, kochali, żyli. Byli częścią naszego miasta. Wrzesień 1939 roku był końcem tej epoki. Tragicznym końcem.
Dlatego dobrze, że w naszym mieście jest miejsce upamiętniające tę społeczność, choć napis mówiący o wielowiekowej obecności nie jest precyzyjny. Przy tym pomniku odbywają się uroczystości poświęcone pamięci o pułtuskich Żydach – w smutną rocznicę wygnania i w rocznicę wybuchu powstania w getcie.
W ostatnich latach ich wydźwięk i nadmierna obfitość wzbudzają jednak wśród części mieszkańców delikatny niesmak. Nie jest on wyartykułowany – z natury rzeczy Polacy, a więc także pułtuszczanie, są spolegliwi, tolerancyjni i stronią od głośnego mówienia tego, co myślą. Dzisiejsza bowiem ojczyzna narodu żydowskiego jest państwem, którego postępowanie i działanie nie tylko wzbudza ogromne wątpliwości wśród cywilizowanej części świata, ale jest otwarcie nazywane zbrodniczym. To, co Izrael robi na oczach świata w Strefie Gazy, przez ONZ i nie tylko, nazywane jest zbrodniami wojennymi, a premier Izraela uznawany jest za zbrodniarza wojennego.
Organizacje międzynarodowe, państwa i instytucje artykułują głośno sprzeciw, dyplomaci i politycy próbują reagować, a organizacje humanitarne – pomagać. Pracujący w jednej z nich Polak nie tak dawno został po prostu zastrzelony, inni zatrzymani przez wojsko izraelskie zostali potraktowani co najmniej niewłaściwie, by nie użyć ostrzejszego słowa. Zwykli ludzie mogą tylko ze smutkiem o tym mówić. Liczą się jednak, moim zdaniem, także niewielkie gesty. Takim gestem byłoby powstrzymanie się – do czasu zakończenia zbrodniczych działań Izraela wobec Palestyńczyków – od zbyt gorliwego wspominania i pamiętania o tym, co wydarzyło się niemal już sto lat temu. Porównania zbrodni są z definicji makabryczne, ale patrząc na obrazki z Gazy, nie można się oprzeć wrażeniu, że potomkowie dawnych ofiar starają się doścignąć ówczesnych katów. Światełkiem w tunelu jest nie tylko krytyka ze strony państw europejskich czy społeczeństw, ale także niezwykle heroiczne postawy wielu Izraelczyków protestujących, wobec tego, co robi ich kraj. Dziś może nieliczne, ginące w obrazach masakr, ale jednak dające nadzieję.
Czy w tej sytuacji nie wystarczyłby symboliczny kwiat i znicz?
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze