Reklama

W wiecznym procesie tworzenia… O potrzebie sztuki, uważności na świat i sile wyobraźni

Rozmowy z artystami – odcinek 6. Większość z nas po prostu patrzy na świat, ale ilu z nas potrafi go naprawdę zobaczyć? Tomasz Cieślik udowadnia, że malowanie to zaledwie techniczny finał, a fundamentem pracy każdego artysty jest uważność – umiejętność patrzenia, dostrzegania i obserwowania otoczenia. Zanim twórca sięgnie po farby, musi usiąść, odnaleźć ukryte szczegóły i przepuścić je przez własną wrażliwość. O tym, dlaczego w malarstwie nie warto podawać wszystkiego na tacy, jak uniknąć artystycznej „łopatologii” i po co zostawiać widzom przestrzeń do domysłów? Zapraszam do lektury!

Jak zaczęła się Pana przygoda z malowaniem?

Trudno powiedzieć jednoznacznie. Odkąd pamiętam, zawsze coś rysowałem, ale tak w pełni świadomie ta droga zaczęła się po śmierci mojego dziadka. Byłem wtedy w szkole podstawowej. Zdałem sobie sprawę, że dziadek przez całe życie był bardzo skrytym człowiekiem, zamkniętym we własnym świecie. Okazało się, że miał ogromne zdolności artystyczne – rzeźbił, pisał wiersze. Jako zbuntowany nastolatek postanowiłem, że moje życie też nie może być nudne. Chciałem, by miało w sobie coś fascynującego. Zacząłem zastanawiać się nad swoimi umiejętnościami i podjąłem decyzję, że poświęcę się tworzeniu.

Reklama

Jakie emocje towarzyszą Panu podczas malowania?

Wiele o tym myślałem – skąd w ogóle bierze się potrzeba tworzenia. Kiedy skupiam się na pracy, wchodzę w proces twórczy na pewną fazę. Koncentruję się na obserwacji otaczającej mnie rzeczywistości, próbuję ją przepuścić przez własną wrażliwość i oddać w postaci rysunków czy obrazów. Poszukiwanie inspiracji to fascynujący proces, ale wymaga ogromnej uważności na to, co nas otacza.

Co Pana inspiruje?

Śmieję się, że pracuję bardziej projektowo, narzucając sobie formę cykli. Pojedynczy obraz może być dziełem przypadku, natomiast dzięki ramom projektu wyłania się z niego coś głębszego. Otwiera to nowe ścieżki, zapuszcza człowieka w rejony, które musi sam przetworzyć, zgłębić, doczytać i pooglądać. To bardzo szerokie spektrum.

Reklama

Czy ma Pan twórców, od których czerpie Pan inspiracje?

Tak. Żyjemy w fenomenalnych czasach. Kiedy studiowałem, mieliśmy na historii sztuki slajdy, ale w większości sięgaliśmy do książek z czarno-białymi reprodukcjami. Obecnie internet daje nieograniczone możliwości. Niemniej jednak, jeśli jest taka opcja, obrazy i dzieła najlepiej oglądać na żywo. Kiedyś, pracując w drukarni, w momentach przestoju wirtualnie zwiedzałem galerie na całym świecie, odkrywałem rezerwaty Indian Ameryki Północnej czy Aborygenów. Ciekawy jest fakt, że na historii sztuki uczymy się o artystach znanych, wręcz „oklepanych”, a tymczasem istnieją tysiące wybitnych, choć mało znanych malarzy i twórców.

Reklama

Co chciałby Pan, aby odbiorcy zapamiętali po obejrzeniu Pana dzieł?

O to należy pytać już samych odbiorców. Ja zajmuję się tworzeniem, a to, co ktoś w moich pracach odczyta, jest już jego interpretacją. Nauczyłem się nie oczekiwać, że widz odbierze mój zamysł jeden do jednego. Zostawiam pole do własnych przemyśleń i dopowiedzeń. Dla mnie sztuka nie może być dosłowna ani „łopatologiczna” – dlatego nie przepadam za hiperrealizmem, ani za skrajną abstrakcją. Najciekawsze jest pogranicze: dialog, w którym coś pozostaje w domyśle i widz musi to ,,dowyobrazić’’. Podobnie fascynująca jest dla mnie czarno-biała fotografia – ograniczona do szarości, wymaga od odbiorcy nałożenia własnych kolorów w wyobraźni. Czasem ograniczenia są wielkim plusem. Kolorowanie czarno-białych zdjęć uważam więc za całkowicie bezsensowne, to jak malowanie trawy na zielono.

Reklama

Czy ma Pan jakąś radę dla początkujących malarzy?

Praca, praca i jeszcze raz praca. Ale zanim w ogóle się zacznie, najważniejsza jest uważność – umiejętność patrzenia, dostrzegania i obserwowania. To jest absolutna podstawa. Najpierw trzeba usiąść, przyjrzeć się, doszukać szczegółów. Dopiero potem przetworzyć to przez głowę i własne emocje, a na samym końcu przychodzi część techniczna, czyli malowanie.

Uważa Pan, że ważniejszy jest talent, czy ciężka praca?

Obie te rzeczy są potrzebne. Są osoby wybitnie utalentowane, które potrafią ten dar zaprzepaścić. Z kolei praca daje bardzo dużo – uczy precyzji, skupienia i wytrwałości, co jest niezwykle istotne. Początki są zawsze fascynujące, bo wtedy popełnia się najwięcej błędów i szuka własnej drogi. To najbardziej „gorący” okres, kiedy wszystko się formuje.

Reklama

Czy Pana obrazy są bardziej spontaniczne, czy przemyślane?

Działam na szerokim spektrum i wyszukuję sobie malarskich problemów do rozwiązania. Nie chodzi mi tylko o proste oddanie rzeczywistości, ale o kwestie podstawowe – jak kompozycja i odpowiednie rozłożenie elementów obrazu czy fotografii. Nie lubię tworzenia chaotycznego, zwykłego „namazania”. Najpierw trzeba usiąść i zrobić szkice. Dawniej robiłem mnóstwo rysunków, dziś jednak tempo życia mnie ogranicza, więc moją formą szybkiej notatki stała się fotografia.

Reklama

Czy długo zajęło Panu dojście do perfekcji?

To proces, który trwa do końca życia i nigdy się nie kończy. Unikam wpadania w manierę i staram się nie zamykać w jednym schemacie. Są twórcy, którzy odnajdują jeden sposób wyrazu i do końca życia mogą powielać to samo. Dla mnie znacznie ciekawsze jest poszukiwanie czegoś nowego. Kiedy czuję zmęczenie danym cyklem, zamykam go, odstawiam na bok i podejmuję nowy temat. To jest właśnie to bycie w wiecznym procesie twórczym.

Dziękuję za rozmowę.

Amelia Świerczewska

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 12/09/2026 09:30
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo pultusk24.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości