Reklama

Sto lat różnicy, problem prawie ten sam

Archiwalny artykuł z 1931 roku, zamieszczony w Expresie Mazowieckim, stawia przed nami pytanie: czy i dlaczego pułtuskie kino wciąż nie może stać się prawdziwym „przybytkiem sztuki”?

W 1931 roku na łamach „Expresu Mazowieckiego” ukazał się tekst zatytułowany „Muza zapłakana”. Autor pisał wtedy z goryczą (pisownia orginalna):

Dotychczas poruszano w „Expresie” wiele różnych mniej lub więcej ważnych spraw, lecz nikomu nie przyszło do głowy poruszyć i dotknąć sprawy, która powinna żywo obchodzić ogół mieszkańców Pułtuska, a nią jest sprawa budynku teatralnego. Nie chodzi w danym wypadku o rozstrzyganie kwestji natury prawnej, lecz o rzecz nie mniej ważną, a mianowicie o odpowiedź na pytanie, na jaki cel budynek ten służy?

Reklama

Teatr, o którym wyżej mowa, od szeregu lat stał niewykończony. Dopiero w jesieni ubiegłego roku został otynkowany i obecnie nazewnątrz robi schludne, a nawet estetyczne wrażenie. Lecz wrażenie to szybko przemija, jeżeli wejść do wewnątrz tego budynku. Tutaj dopiero doznaje się zupełnego zawodu i nabiera przeświadczenia, że nie jest on przeznaczony na przybytek sztuki w ścisłem słowa tego znaczeniu, lecz raczej jest urągowiskiem swego przeznaczenia. Bo czyż jest inaczej?

Nie potrzeba być znowu architektem, nie potrzeba być znawcą sztuki teatralnej, ażeby nie poznać się na tem, że wewnętrzne urządzenie budynku teatralnego posiada bardzo duże, wprost kardynalne braki. Dość wspomnieć o zupełnym braku szatni, dość przytoczyć to prymitywne ogrzewanie za pomocą żelaznych pieców, w których, mówiąc nawiasem, prawie wcale się nie pali, dość stwierdzić brak niezbędnych ubikacyj, których trzeba szukać gdzieś w ostatnim kącie, ażeby przekonać się, że budynek ten nie zupełnie słusznie nosi nazwę „teatru“.

Reklama

Jeszcze gorzej przedstawia się sprawa wewnętrznego utrzymania budynku. Tu dopiero jest prawdziwa rozpacz. Na określenie tego stanu mamy jeden tylko wyraz „brudy“. Tak jest. Gdzie tylko spojrzeć — wszędzie brudy. Wystarczy spojrzeć w górę, by dostrzec na kandelabrach pełno kurzu i pajęczyny oraz lampy, odmawiające posłuszeństwa. Dość przebiec wzrokiem ściany, scenę, podłogi, galerje, loże itp., aby przekonać się, że nie tak powinien wyglądać przybytek sztuki. Gorszego zaniedbania i opuszczenia nie można sobie wyobrazić.

Wprawdzie stali i mało wymagający bywalcy kina, które najczęściej tu wyświetla swoje obrazy, tak się z temi brudami oswoili, że ich nie dostrzegają lub na te braki i zaniedbania nie zwracają najmniejszej uwagi, lecz widz, rzadziej przybywający do tego teatru, nie może być niemile niedotknięty tym jego „opłakanym” wyglądem. Czyżby nikt z tych ludzi, którym bliżej na sercu leży sprawa teatru, nie zechciał zainteresować się tą sprawą i nie poruszyć wszystkich sprężyn, aby teatr w Pułtusku stał się prawdziwym przybytkiem sztuki?

Reklama

Czytając te słowa niemal sto lat później, nie mam wrażenia, że czytam o zamierzchłej przeszłości. Czuję, że czytam o miejscu, które znam. Mimo upływu dekad, ten sam kurz zdaje się osiadać na tych samych murach. Budynek, który miał być przybytkiem sztuki, wciąż pozostaje odbiciem echa starych lat. Jako osoba należąca do młodego pokolenia, nie potrafię przymknąć na to oczu. Pamiętam, gdy jako nastolatka bywałam tam na seansach, niczego nie brakowało mi tak bardzo, jak kinowego rytuału. Brakowało zapachu świeżego popcornu, zimnego napoju i klimatu, który sprawia, że wyjście staje się czymś wyjątkowym.

Ten budynek wręcz krzyczy o prawdziwy, filmowy klimat. Ma w sobie potencjał, który sprawia, że w głowie od razu widzę sceny jak z najlepszej komedii romantycznej, na którą idzie się na randkę. Wyobraźmy sobie wejście z podświetlanym neonem, niczym w kinach retro z Nowego Jorku, które wita nas ciepłym światłem, zamiast odstraszać sypiącą się fasadą.

Reklama

Zamiast straszyć brakiem napisu, zepsutymi ścianami na zewnątrz czy brzęczącym automatem z przekąskami, postawmy na prawdziwy popcorn w kubłach i napoje ze słomką w paski. Niech neonowe światła podkreślają historię tego budynku, a stylowe dekoracje pozwolą nam przez kilka godzin całkowicie odpłynąć w epicką przygodę

Dlaczego w dzisiejszych czasach, gdy mamy do wyboru sterylne, bezduszne sieciówki kin w dużych miastach, nie mielibyśmy stworzyć tutaj czegoś unikalnego? Młodzież łaknie miejsc, które mają charakter. Nie chcemy uciekać do zgiełku wielkich miast, żeby poczuć magię kina. Chcemy mieć to „coś” u siebie, na wyciągnięcie ręki. Miejsce, do którego chce się wejść, żeby zostać chwilę dłużej, a nie tylko zobaczyć seans i uciekać. Zamiast patrzeć, jak budynek niszczeje, moglibyśmy dodać mu pazura. Tematyczne wieczory, maratony filmowe, repertuar, który przyciąga, to wszystko jest w zasięgu ręki, jeśli tylko odważymy się przywrócić temu miejscu duszę.

Reklama

Czy naprawdę pozwolimy, by przez kolejne sto lat jedynym elementem wystroju pozostawał kurz, o którym pisano już w 1931 roku? Czas przestać oswajać się z przeciętnością. Czas, żeby nasza „Muza” przestała płakać i zaczęła przyciągać.

Estera Szczygieł

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo pultusk24.pl




Reklama