Reklama

Nie ugminniajcie nam Pułtuska!

​​​​​​​Wiem — takiego słowa nie ma. I mam nadzieję, że nigdy nie wejdzie do polskiego słownika, a proces, który opisuje, jak najszybciej się skończy. Ugminnianie Pułtuska — czyli systematyczne wprowadzanie do lokalnego dyskursu samorządowego narracji, według której nasza wspólnota to już nie miasto i gmina, lecz wyłącznie gmina Pułtusk. Miasto — owszem — jeszcze gdzieś istnieje, ale głównie w podziemiu. Werbalnym.

Zanim jednak o teraźniejszości, trochę historii. Pułtusk od średniowiecza był miastem – niezależnie od sporów o dokładną datę uzyskania praw miejskich. W okresie międzywojennym, gdy kształtował się nowoczesny polski samorząd, Pułtusk był miastem rządzonym przez burmistrza. Tak pozostało również po wojnie – do 1954 roku. Tereny wiejskie wokół miasta należały wówczas do Gminy Kleszewo, z siedzibą w Pułtusku.

W czasach rad narodowych (1954–1973) funkcjonowały gromady w Kleszewie i Przemiarowie, później połączone w jedną Gromadzką Radę Narodową w Pułtusku – jednostkę niezależną od miasta.

Reklama

Reforma administracyjna z 1973 roku przyniosła dwa odrębne byty: Miasto Pułtusk, rządzone przez Naczelnika Miasta i Gminę Pułtusk, rządzoną przez Naczelnika Gminy. Pierwszym Naczelnikiem Miasta był Daniel Ciok, a pierwszym Naczelnikiem Gminy — Jerzy Ziemiecki.

I wtedy zaczęły się „kombinacje”. W 1975 roku, po powołaniu województwa ciechanowskiego, lokalne struktury PZPR wpadły na pomysł scalenia obu jednostek. Jak pisze Krzysztof Wiśniewski w "Dziejach Pułtuska (tom II)": Zgodnie z tendencją do tworzenia miejsko-wiejskich jednostek administracyjnych w KW PZPR w Ciechanowie powstał pomysł połączenia Urzędu Miasta w Pułtusku z Urzędem Gminy w Pułtusku.

Reklama

Do scalenia doszło 12 maja 1976 roku. Tak powstała jednostka administracyjna Miasto i Gmina Pułtusk. I – jak dalej zauważa Wiśniewski – była to koncepcja nie do końca przemyślana, od początku budząca niezadowolenie zarówno mieszkańców miasta, jak i wsi. Co ciekawe, jeszcze w latach 70., 80., a nawet 90. XX wieku, to raczej mieszkańcy terenów wiejskich bardziej postulowali ponowny rozdział. Twierdzili, że w dawnej gminie ich sprawy załatwiano szybciej i lepiej.

Rok 1990 i narodziny samorządu terytorialnego nic tu nie zmieniły. Żadna licząca się siła polityczna – ani ludowcy, ani prawica — nie dostrzegła interesu w rozdzieleniu miasta od gminy. I tak jest do dziś.

Reklama

Pułtusk nie był wyjątkiem. Podobnie stało się choćby w Wyszkowie. Ale były miasta o zbliżonej wielkości i znaczeniu, które potrafiły obronić swoją miejskość – choćby Płońsk, także w dawnym województwie ciechanowskim.

Czy fakt, że mamy miasto i gminę, a nie samo miasto, ma znaczenie? Dla czysto technicznego załatwiania spraw – być może niewielkie. Ale dla budowania lokalnej wspólnoty – ogromne.

Od kilku lat obserwujemy bowiem pewne niepokojące zjawisko – systematyczny odwrót od mówienia o sprawach "miejskich" na rzecz spraw „gminnych”. W życzeniach, pismach, uchwałach, wystąpieniach na sesjach i w komentarzach w mediach społecznościowych niektórzy radni (i nie tylko oni) piszą i mówią: „gmina podpisała”, „gmina nie dopłaciła”, „gmina zrobiła”. Nawet Przewodniczący Rady – podkreślam Miejskiej – Łukasz Skarżyński w życzeniach noworocznych pisze: „… życzę, aby rok 2026 był czasem dalszego rozwoju naszej Gminy”. A gdzie mieszkańcy miasta?

Reklama

Przykład z ostatnich dni. Na stronie Urzędu Miejskiego pojawiła się informacja o wyborach do Młodzieżowej Rady Gminy Pułtusk. Cóż to za twór? Jeśli ta rada ma być szkołą demokracji dla młodzież z terenu naszej jednostki administracyjnej to nazywać się powinna Młodzieżowa Rada Miejska analogicznie jak Rada Miejska. Myślę, że to trzeba natychmiast poprawić!

Jeśli chodzi bowiem o rady to zgodnie z polskimi przepisami mamy trzy ich nazwy na najniższych szczeblu samorządów: rada miasta tam, gdzie jest miasto, np. w Płońsku, rada gminy tam, gdzie jest gmina, np. w Gzach i rada miejska tam, gdzie jest miasto i gmina, np. w Pułtusku.

Reklama

Oficjalna nazwa naszej jednostki administracyjnej brzmi: Miasto i Gmina Pułtusk. Kluczowe jest słowo „i”. Nie wolno go pomijać. Nie wolno miasta wykreślać i zastępować gminą. Tylko równoczesne używanie obu pojęć oddaje stan faktyczny.

Mamy też absurdy, nad którymi nikt nie chce się pochylić. Tytuł Honorowego Obywatela Pułtuska i Medal za Zasługi dla Pułtuska wyraźnie odnoszą się do miasta, nie do gminy. A jednak o ich przyznaniu decydują także radni z Grabówca, Trzcińca czy innych miejscowości gminnych. Logika podpowiada coś prostego: zmienić w statucie nazwy na Honorowy Obywatel Miasta i Gminy Pułtusk i Medal za Zasługi dla Miasta i Gminy Pułtusk. Wydaje się, – nomen omen – na chłopski rozum, że statuty napisane są z kardynalnym błędem i wbrew elementarnej logice. No cóż – nie takie rzeczy robiło się w Pułtusku. 

Reklama

Ugminnianie szczególnie razi wtedy, gdy w ten sposób wypowiadają się radni miejscy. Bo kolejnym logicznym etapem tego procesu będzie zwracanie się do Pani Burmistrz per „Pani Wójt”.

Rozmawiałem o tym z Przewodniczącym Rady Łukaszem Skarżyńskim. Przyznał mi rację. Zgodził się i dodał nawet, że przed wojną nazwano by to „parafiańszczyzną”. Życzeń jednak nie poprawił.

Dlatego apeluję: nie ugminniajcie nam Pułtuska. Mówmy (i myślmy):

Miasto Pułtusk — gdy chodzi o sprawy miejskie,

Miasto i Gmina Pułtusk — w sprawach formalnych i ustrojowych,

Reklama

Gmina Pułtusk — wyłącznie wtedy, gdy mowa o terenach wiejskich.

Swój apel kieruję szczególnie do dwóch pań mających realny i decydujący wpływ na oficjalną narrację i komunikację promocyjną Pułtuska: Burmistrz Beaty Jóźwiak oraz szefowej Wydziału Promocji Pauliny Dąbkowskiej. Wszak to z tego wydziału wychodzą na stronę i do mediów plakaty, zaproszenia, informacje i różne inne komunikaty z nazwami. Proszę pamiętać: wszelkie atuty, zasoby i argumenty promocyjne ma Pułtusk jako miasto. Co więcej — podkreślanie jego wielowiekowej miejskości jest warunkiem koniecznym, by jakakolwiek profesjonalna strategia promocyjna mogła przynosić efekty.

Reklama

Namawianie turystów, by przyjeżdżali do Gminy Pułtusk, mija się z celem. Konkurencja jest ogromna — dla osoby „zielonej” ta gmina to jedna z ponad dwóch tysięcy podobnych do siebie gmin wiejskich.

Tymczasem miast z wielowiekową tradycją, dumnych ze swojej historii, zabytków i miejskich atrakcji jest znacznie mniej — zwłaszcza w tak bliskiej odległości od stolicy. I to właśnie ten fakt powinien być fundamentem narracji promocyjnej Pułtuska, a nie jego konsekwentne „ugminnianie”.

Słowa mają znaczenie.

Reklama

Miejska impreza dla mieszkańców, ale także odwiedzających Pułtusk, rynek będący atrybutem miejskości, a wszystkich wita namiot gminy!

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 18/02/2026 16:48
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo pultusk24.pl




Reklama