Skupia na sobie uwagę świata nauki i milionów wiernych na całym świecie. Całun Turyński – płótno, w które miało zostać owinięte ciało Jezusa Chrystusa po ukrzyżowaniu – to prawdopodobnie najchętniej badany relikt w historii ludzkości. Mimo zaawansowanych technologii, XXI wiek wciąż nie przyniósł niepodważalnej odpowiedzi. Kwestia jego autentyczności pozostaje fascynującym punktem sporu na styku nauki i teologii.
Dla jednych to „piąta Ewangelia” i dowód zmartwychwstania, dla innych - genialne wprawdzie, jednak średniowieczne fałszerstwo. W debacie na temat autentyczności lnianego płótna szala zwycięstwa co chwilę przechyla się w jedną, a za chwilę w drugą stronę. Raz to kierunek wiary, a raz nauki…
- Całun Turyński pokazuje, jak wyglądała rzeczywistość ukrzyżowania i śmierci człowieka, który odbity jest na całunie, a przypuszczamy, że może to być płótno pogrzebowe Chrystusa – opowiadał ks. Dariusz Nowotka podczas spotkania w Centrum Opiekuńczo-Mieszkalnym w Pułtusku.
Ksiądz wyjaśnił czym jest całun (materiał pogrzebowy, w który zawija się ciało), skąd wzięła się jego nazwa (wynika z miejsca, w którym jest przechowywany - od XVI wieku znajduje się w Katedrze w Turynie).
– Próbowano odtworzyć, gdzie całun przebywał zanim trafił do Turynu. Ustalono, że był własnością rodu królewskiego we Francji. A wcześniej, z poszlak i dodatkowych badań wynika, że prawdopodobnie był w Konstantynopolu i gdzieś na Bliskim Wschodzie – kontynuował wykład.
Duchowny wspomniał, że całun jest wykonany z lnianej tkaniny o wymiarach 434 X 110 cm, na której widoczny jest wizerunek mężczyzny za śladami ran wskazującymi na ukrzyżowanie. Opowiedział o jego wyjątkowych właściwościach - obraz jest niezmywalny wodą, odporny na działanie wysokich temperatur, niewsiąkliwy, nieprzenikający na włókna. Dodał też, że jest przedmiotem najdokładniej przebadanym na świecie, wzbudzającym ogromne zainteresowanie całego świata naukowego i powstała nawet dziedzina nauki zwana syndologią, która bada wszelkie kwestie z nim związane.
- Całun warto oglądać z pewnej odległości. Jeśli się do niego przybliżymy wizerunek człowieka na całunie jest niewidoczny, rozmywa się – wyjawił ciekawostkę ksiądz. – To, co od razu rzuca się nam w oczy na całunie, to są ślady po pożarze. Wypalone dziury.
Gdy w 1988 roku trzy niezależne laboratoria w Oxfordzie, Arizonie i Zurychu poddały fragmenty Całunu badaniu metodą węgla aktywnego, świat obiegła sensacyjna wiadomość - tkanina pochodzi z lat 1260-1390. Dla sceptyków sprawa była zamknięta - całun uznano za średniowieczną relikwię rzekomą. Szybko jednak pojawiły się wątpliwości. Kolejni badacze zwracali uwagę, że próbki pobrano ze skraju materiału, który przez wieki był wielokrotnie cerowany, dotykany i ucierpiał w pożarach, co mogło zafałszować wynik.
Nowsze analizy, w tym badania rentgenowskie (WAXS) służące weryfikacji pochodzenia całunu, sugerują, że struktura lnu odpowiada tkaninom sprzed 2000 lat, pochodzącym z rejonów Bliskiego Wschodu. Co więcej, pyłki roślin znalezione we włóknach wskazują na florę charakterystyczną dla okolic Jerozolimy.
Największą zagadką pozostaje jednak sam wizerunek człowieka odbity na całunie. Trójwymiarowy, fotograficzny negatyw twarzy i ciała człowieka nie powstał przy użyciu żadnych znanych wówczas barwników, pigmentów czy kwasów. Obraz znajduje się wyłącznie na samej powierzchni mikroskopijnych włókien. Współczesna fizyka wciąż nie potrafi odtworzyć tego efektu za pomocą metod, jakimi dysponowałby średniowieczny artysta.
- Przełom, jeśli chodzi o badanie całunu był wtedy, gdy odkryto fotografię, kiedy zrobiono pierwsze zdjęcie - mówił ksiądz Dariusz. - Pierwsze zdjęcie całunu wykonano w 1889 roku. Kiedy fotograf zrobił zdjęcie, przeszły go ciarki na całym ciele, bo zobaczył wyraźny obraz… Do tej pory trudno jest stwierdzić, jak powstał ten wizerunek. Po szczegółowych badaniach wykluczono dzieło artysty. Nie ma ani farby, ani pigmentów…
Jak dodał ksiądz, to że całun nie jest on malowidłem, wapografem, odciskiem, naturalnymi odbiciem, efektem drukowania, efektem wypalenia, rezultatem ułożenia tkaniny na posag u lub reliefie czy wynikiem wcierania suchego barwnika w płótno ustalił zespół badający całun w 1978 r.
- Były teorie, że chcąc stworzyć taką relikwię, po prostu kogoś zamordowano w ten sposób i takiego umęczonego człowieka owinięto, żeby stworzyć taką relikwię – opowiadał.
…i kontynuował …
- Tutaj na całunie – mówił pokazując kolejne zdjęcia - widać plecy tego człowieka. Zwróćcie uwagę, że plecy i nogi tego człowieka były pokryte ranami, na całej powierzchni. Bardzo dokładnie badano to wszystko i stwierdzono, że są różne rodzaje tych ran. Są cięte, szarpane, miażdżone, czyli prawdopodobnie jest to wynik właśnie biczowania, o którym mówi Ewangelia. Nawet stwierdzono, że do biczowania użyto dwóch rodzajów biczy, a był to tzw. „straszliwy bicz rzymski” - jeden zakończony takimi hantelkami metalowymi, na drugim były ostre blaszki, szkło albo kości. Uderzając, rozrywały skórę. Lekarze stwierdzili, że człowiek przeciętnej siły może przeżyć 30-40 takich uderzeń. Tutaj natomiast stwierdzono, że prawdopodobnie było około 60. Antropolodzy stwierdzili też, że postać na całunie to postawny mężczyzna, około metr osiemdziesiąt nawet wzrostu, dobrze zbudowany, silny. Widzimy środek płótna, Tu jest twarz, a gdzie jest tył głowy widać wybroczyny spowodowane skaleczeniem głowy. Domyślamy się, że żołnierze rzymscy chcąc zakpić sobie z Chrystusa – „skoro jesteś królem, to zrobimy ci koronę”! – i zrobili z krzewu ciernistego, który praktycznie jest rośliną endemiczną na ziemi świętej, czyli generalnie tam tylko występuje. (jak powiedział ksiądz pyłki tych roślin odkryto podczas badań na całunie.). Mamy wyobrażenie cierniowej korony jako takiego wieńca, dookoła głowy, w rzeczywistości wyglądała ona jak hełm albo czepiec, który założono Chrystusowi na głowę, który kaleczył także głowę od góry. Nie znamy mechanizmów, w jakich powstawało płótno, bo w jednakowy sposób wszystko się tu odbiło, różne części ciała, włosów, zębów, monet, które położono na oczach Chrystusa. Małe monety, które zbadano, były monetami bitymi za czasów Poncjusza Piłata – dodał ksiądz.
Jan Paweł II określił Całun „wyzwaniem dla rozumu”. Zrobił to 24 maja 1998 r. podczas homilii w Turynie.
- Wiara szuka zrozumienia – zacytował maksymę filozoficzną, łac. fides quaerens intellectum, św. Anzelma z Canterbury ks. Dariusz … - każdy z nas jako człowiek przyjmując pewne prawdy wiary próbuje swoim rozumem jakoś do tego dojść. Jest to dążenie bardzo dobre, bo już Jan Paweł II napisał encyklikę - Wiara i rozum. Są jak dwa skrzydła, dzięki którym możemy dążyć do prawdy. Sam rozum jest niewystarczający i sama wiara też nie jest wystarczająca. One muszą ze sobą korespondować. Mówiąc o prawdzie o zmartwychwstaniu, szukamy zrozumienia tej prawdy i śladów zmartwychwstania.
Czy Całun Turyński to autentyczne płótno grobowe Chrystusa? Jednoznaczna odpowiedź „tak” lub „nie” do dziś nie została potwierdzona. Może największa siła Całunu tkwi właśnie w jego tajemnicy pozostawiającej miejsce zarówno na naukowe poszukiwania, jak i na osobistą wiarę?
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze