Reklama

Kamila Popko, pułtuska artystka: Od maleńkiego kolczyka po katedrę - wszystko zrobione jest z gliny [WYWIAD]

​​​​​​​Są ludzie, którzy z gliny potrafią zbudować mur – bezpieczną barierę, za którą łatwo się schować i odgrodzić od innych. Są też tacy, którzy z tej samej gliny potrafią ulepić most – zaproszenie do świata wrażliwości i uważności, do przestrzeni pełnej radości, ale także smutku i zadumy. Kamila Popko należy do tych drugich. W jej pułtuskiej pracowni powstają dzieła, które są czymś więcej niż tylko formą i kolorem. Są w nich emocje, które czasem niełatwo wypowiedzieć wprost, ale Kamila potrafi je namalować albo ulepić, bo dobre dzieło sztuki dociera z przekazem nawet wtedy, gdy jego autor milczy. Zapraszam na rozmowę z Kamilą Popko – kobietą o dwóch twarzach, dwóch zawodach i jednej nieustannej potrzebie tworzenia. Z magistrem sztuki, artystką, ceramiczką, malarką, instruktorką i animatorką kultury, która od lat udowadnia, że sztuka może być jednocześnie pasją, terapią i sposobem opowiadania o świecie. Jej wycinanki zdobią wnętrza Karczmy Wielka Lipa, ceramika trafia do domów w Polsce i za granicą, a w pracowni kolejne pokolenia uczą się patrzeć na świat uważniej – z większą wrażliwością i zrozumieniem.

Powiedz coś o wycinankach kurpiowskich, które zdobią Karczmę Lipa. Pomagałaś dekorować to miejsce w stylu kurpiowskim. Skąd wycinanki, skąd Kurpie, pochodzisz z Podlasia…

Tak, ale mieszkam w Pułtusku od czwartego roku życia. Zatem przez zasiedzenie jestem Pułtuszczanką. Pracowałam kiedyś w Miejskim Domu Kultury razem z Sylwią Słojkowską-Affelską, która z wykształcenia jest etnologiem i była poproszona o wystrój wnętrza karczmy, wymyślenia „ludowych” nazw potraw. Ja w domu kultury prowadziłam pracownię rysunku, malarstwa i ceramiki. Przygotowywałam wtedy pierwsze spotkania ze sztuką wielkanocną Kurpi Białych, w tym też warsztaty. I w ramach tych wszystkich zajęć, zajęłam się wycinanką. Moje wycinanki przygotowane dla karczmy zawisły, jak w prawdziwej chacie,  bardzo wysoko. I klimat kurpiowski, także dzięki nim, został w niej zachowany!

Reklama

Ceramika to jedna z Twoich wizytówek

Pomimo tego, że skończyłam studia plastyczne, nie miałam z nią na studiach styczności. Moja przygoda z ceramiką zaczęła się, kiedy pracowałam w pułtuskim domu kultury. Szefowa chciała otworzyć taką pracownię i wysłała mnie na kurs w Ośrodku Szkoleniowym Narodowego Centrum Kultury w Łucznicy. I tam to się zaczęło. Później sama się doszkalałam, bo ceramika to niekończąca się nauka. Jest tam tyle metod wytwarzania, zdobienia, wypału, że życia nie starczy, żeby wszystkiego się nauczyć. Co bardzo mi się podoba, bo ja się szybko, wszystkim nudzę.

Reklama

Kursy wciąż znajdujesz nowe i coraz ciekawsze...

Ostatnio zapisałam się na kurs w Warszawie z ozdabiania kafelków w technice naszkliwnej, tlenkiem kobaltu. Używając tej techniki otrzymujemy kafelki w stylu portugalskim. Jedna z moich uczennic zrobiła u mnie w pracowni kafelki z odciśniętymi liśćmi i jej mama wykorzystała je podczas remontu kuchni. Widziałam zdjęcia, kafle były wmontowane w całość, jako oryginalne dekory. Wcześniej byłam w Warszawie na równie ciekawym kursie- kserografia na ceramice. Przenosiło się wydruk, przygotowany na komputerze, z drukarki laserowej na ceramikę. Zrobiłam sobie wtedy talerzyk ze swoim kotem Mieczysławem.

Reklama

Ukończyłaś kurs ceramiki, prowadziłaś pracownie rysunku i malarstwa oraz ceramiki w Miejskim Centrum Kultury i Sztuki w Pułtusku, zajęcia ceramiczne dla dzieci w pracowni „Luka” w Warszawie. A ukoronowaniem twojej artystycznej ścieżki zawodowej było otwarcie w 2007 r. własnej pracowni w Pułtusku najpierw Forma, a potem Ad Astra.  Skąd nazwa? Który początek sentencji wybierzesz... per aspera ad astra - przez trudy do gwiazd, czy per ardua ad astra – przez przeciwności do gwiazd?  A może Sic itur ad astra – tak się kroczy ku gwiazdom?

Pierwszy zdecydowanie! A to ze względu na to, że ceramika jest bardzo pracochłonną techniką, wymaga cierpliwości, zanim wypalony dwukrotnie przedmiot weźmiemy do rąk trzeba czasem czekać nawet miesiąc. Swoim uczniom zawsze mówię, że w ceramice nie można się spieszyć, trzeba być dokładnym i owocuje to później bardzo fajnymi pracami.  Stwierdziłam, że ta łacińska sentencja trafnie obrazuje twórczą drogę w ceramice. Zresztą, tak naprawdę, każdą drogę twórczą, bo czy się rysuje, maluje, lepi, czy gra na instrumencie, trzeba ćwiczyć, ćwiczyć, jeszcze raz ćwiczyć, żeby osiągnąć efekty.

Reklama

Droga do wielkich osiągnięć wymaga wysiłku i zmierzenia się z trudnościami. A co z talentem?

Często przy edukacji plastycznej dyskutowany jest temat – czy wystarczy tylko talent… Moim zdaniem – nie wystarczy. Można mieć talent, ale jak się nie będzie go rozwijało, niczego się nie osiągnie. Talent pomaga. Jak się go ma to nauka przychodzi szybciej i łatwiej. Zawsze też uważam, dla mnie to oczywiste, że ktoś kto zajmuje się sztuką musi ją po prostu lubić, a nawet kochać…

Pracownię masz znakomicie wyposażoną…

Reklama

Kiedy niektóre kobiety kupują torebki, nowe buty czy biżuterię, ja kupuję kolejne kolory szkliw. Mam ich bardzo dużo! Nie jestem w stanie policzyć, ile! Chyba muszę zacząć to ograniczać…  Miałam też fazę na foremki do ciastek, z których można robić zawieszki. Mam ich kilka szuflad. Podobnie z foremkami silikonowymi. W pracowni używamy również koronek, stempli… Artystom zawsze wszystko się przydaje. Wszystko dla nas to takie „przydasię”.

Każdego jesteś w stanie nauczyć rysować, malować, lepić. Każdy może przyjść do Ciebie i stworzyć coś swojego?

Reklama

Jeśli chodzi o ceramikę – każdy. Tu liczą się precyzja i umiejętność skupienia. Jest tyle metod, form gipsowych, które ułatwiają pracę, także każdy jest w stanie zrobić talerzyk czy  miskę. Na zajęciach wszystko robimy ręcznie, chociaż oczywiście mam też koło, ale rzadko używam, bo akurat ja do tego talentu nie mam…  Byłam na trzech kursach toczenia na kole i za każdym razem bardzo mnie to męczyło, jakoś tego nie czuję. Toczenie na kole bardzo ładnie wygląda z zewnątrz. Trzeba jednak pamiętać, że przy tej technice każdy minimalny ruch potrafi zniszczyć pracę. Nie mówiąc już o tym, że jak się tego dobrze nie wycentruje, glina ucieka z koła i ląduje  nawet na ścianie! I mnie to bardzo denerwowało, bo człowiek robi, robi, robi, a za pół godziny Twój dzbanuszek ląduje na ścianie i jedyne co możesz zrobić, to zeskrobać go sobie! (śmiech). Natomiast, jeśli robi się tradycyjnymi metodami, ręcznie, masz od początku do końca kontrolę nad swoją pracą.

Czyli na ceramikę przychodzi każdy, a na malarstwo?

Reklama

Jeśli ktoś swoją przyszłość wiąże ze sztukami plastycznymi, dobrze jest mieć jakieś zaczątki to, co się nazywa talentem. Ale oczywiście wszystko można rozwijać, a nawet trzeba…

Możesz ocenić po pracach innych, jaki ktoś ma nastrój?

Na przykład w rysunku widać temperament w… kresce. Te delikatniejsze osoby mają delikatną kreskę, mniej widoczną. A te ekspresyjne rysują mocno, zamaszyście. Także temperament człowieka przekłada się na jego twórczość. W ceramice skupiamy się głównie na użytkowych rzeczach. Tutaj widać charakter w zainteresowaniach i pasjach. Uczę na przykład dziewczynkę, która robi z gliny zwierzątka. Nie są to jednak takie zwykłe zwierzątka, miłe kotki i pieski. Są to straszne zwierzątka, tj. wilk, niedźwiedź, tygrys...

Reklama

Dzieci w spektrum autyzmu też są Twoimi uczniami

Tak. Niektóre przychodzą do mnie już od kilku lat. Podczas zajęć z nimi trzeba mieć bardzo duże wyczucie. Moje zajęcia są integracyjne i cieszy mnie, że młodzież, która w nich uczestniczy, jest bardzo tolerancyjna, taktowna i wyrozumiała. Żal mi tylko, że nie zawsze rodzice zapisując dzieci np. ze spektrum autyzmu mówią mi o tym. Kończyłam kurs - ceramika w terapii zajęciowej i owszem ceramika jest formą terapii, ale ja mam wykształcenie pozwalające prowadzić zajęcia ze sztuki, nie jestem psychologiem, pedagogiem, psychiatrą, żeby pomóc dzieciom w pełnym zakresie, jakiego by potrzebowały. Dlatego warto mówić o tym nauczycielowi.

Reklama

W jakim wieku są Twoi uczniowie?

Na ceramikę przyszedł nawet kiedyś czterolatek. Na co dzień mam osoby od 6 lat do setki. Jedną z moich uczennic jest na przykład pani protetyk! Jest bardzo dokładna!

Kiedy odbywają się zajęcia?

W soboty od 10:00. Jeśli ktoś chciałby sobie zrobić na przykład coś na Wielkanoc to zapraszam! A może to być np. talerzyk w kształcie kury, półmisek na jajka, figurki zajączków,  talerzyk w kształcie kurczaka, baranki. Włoski na baranki robi się wyciskając glinę przez maszynkę do czosnku. Kiedy przychodzą dzieci przygotowuje im specjalne szablony, pomagam, pokazuję, jak coś wykonać itp. Kiedyś na zajęciach był jeden temat przewodni. Każdy wykonywał to samo. Teraz daję sobie wejść na głowę… Rozpuszczam na przykład 7-latki. Kiedy przychodzą pytam „Co Państwo chcieliby dzisiaj robić?”. Wtedy każdy zgłasza swój pomysł i realizuje go indywidualne. Dzieci bardzo często robią postaci z gier komputerowych. Był już kwadratowy kot czy pszczoła z MineCrafta. Mam też dziewczynkę, która robi sobie kotki z książki „Koci wojownicy” i chyba ma je już wszystkie. I bardzo ładnie jej wychodzą.

Reklama

Co najbardziej fascynuje Cię w pracy z gliną?

Nieograniczona możliwość technik, efektów, jakie można dzięki niej osiągnąć. Z gliny można tak naprawdę zrobić wszystko. Prowadząc warsztaty w dziećmi w szkołach zawsze zaczynam od pogadanki o ceramice i glinie. Mówię, że począwszy od maleńkiego kolczyka, po katedrę, bo cegły to kostki wypalonej gliny, poprzez armaturę w łazienkach, podłogi, ściany - wszystko zrobione jest z gliny. I to fascynuje mnie w ceramice! Jest bardzo wszechstronna! Poza tym z ceramiką jest też ciekawie, jeśli chodzi o kolory. Bo szkliwa często zmieniają kolor, np. takie które jest różowe w słoiczku, po wypaleniu staje się zielone. Dlatego do każdego szkliwa mam próbkę i daję je uczestnikom warsztatów, kiedy wybierają sobie kolory. 

Wolisz tworzyć formy użytkowe czy artystyczne?

Staram się to wypośrodkować. Tworzę tak, aby użytkowe miały wymiar artystyczny. Od czasu do czasu tworzę dzieła wyłącznie o wymiarze artystycznym. Ale mam przyjemność z robienia i jednego, i drugiego! Form użytkowych staram się nie powtarzać. Kiedy robię aniołki, każdy jest inny, podobnie z miskami czy innymi dziełami. Każde jest niepowtarzalne.

Jesteś magistrem sztuki. Ukończyłaś Wydział Artystyczny UMCS w Lublinie na kierunku wychowanie plastyczne.  Od 2002 r. uczestniczysz w plenerach malarskich w powiecie łomżyńskim i wystawach poplenerowych w Łomży. Brałaś udział w wystawach zbiorowych „Teraz Pułtusk”, pierwsza edycja prezentowana była na Słowacji i w Austrii.  Dołączyłaś do Mazowieckiego Związku Artystów Sztuk Pięknych.

Związek zapewnia artystom wsparcie, promocję, organizację wystaw. Dodatkowo umożliwia spotkania twórców. Jest to okazja, żeby się poznać, wymienić doświadczeniami artystycznymi. Związek zrzesza m.in. zawodowych artystów, ale mogą do niego dołączyć także amatorzy.

Przypomnijmy, że prezesem związku w kadencji 2017-2024 był Robert Żbikowski, artysta, którego dzieła można podziwiać w galeriach i muzeach w kraju i za granicą.

Robert wymyślił, żeby malować obrazy w jednym formacie 50 na 50 cm. Najbliższe wystawy będą właśnie w tej formule. Artyści mają narzucone tematy i muszą stworzyć coś nowego.  Wernisaż pierwszej z nich „Ja-roślina. Zapis ulotności” odbędzie się w Legionowie 15 marca 2026 r. o godzinie 17:00. Zapraszam! Druga wystawa w kwietniu, w Europejskim Centrum Artystycznym im. Fryderyka Chopina w Sannikach. Tematem prac, które artyści będą na niej prezentowali, jest „Rytm, który widzę. Dźwięk, który czuję”.

Twoje dzieła krążą po świecie… Gdzie można je kupić, zobaczyć?

Tak, mam sygnały, że, na przykład, moje magnesiki trafiły do Kanady, Nowej Zelandii i wielu innych krajów na świecie. Można zobaczyć je głównie w mojej pracowni przy ul. Jana Pawła 18 E (naprzeciwko ETI Polam). Najlepiej wcześniej zadzwonić do mnie na numer 509688738, umówić się i coś sobie wybrać. Mam dużo biżuterii, wyrobów pamiątkowych. Robię domki, magnesiki, świeczniki z Pułtuskiem. Dla Urzędu Miasta robiłam np. misy dla miast partnerskich z nazwą miasta, ratuszem i kamieniczkami. Później Dorota Sobotka wymyśliła, żeby zrobić też takie z motywem pułtuskiego meteorytu. Były niespotykane, oryginalne i bardzo się podobały zarówno w Pułtusku, jak i we Francji i w Niemczech. Czasami wstawiam swoje prace na FB. Trochę magnesików ma Muzeum Regionalne. Moje prace można zobaczyć w gablocie w pułtuskiej „trzynastce”. Czasami swoje prace wystawiam podczas pułtuskich jarmarków.

Twoje marzenie?

Moim marzeniem jest mieć pracownię z własną galerią i tam sprzedawać to, co tworzę.

Nie wszyscy wiedzą, że Twoją pasją jest też fotografia. W 2006 r. wzięłaś udział w międzynarodowym (rumuńsko-polsko-włoskim) projekcie fotograficznym „Foto Agora”. Jak teraz ta pasja się rozwija? Co najbardziej lubisz fotografować.

Odkąd mamy w telefonach aparaty równie dobre albo i lepsze jak kiedyś te, które były dostępne dla specjalistów, sztuka fotografii bardzo się spauperyzowała. Nie mówię, że to źle.  Bardzo wiele osób robi bardzo dobre zdjęcia nawet telefonem. Ale ja nawet na wyjazdy nie zabieram już swoich aparatów, odpuściłam sobie… Wydaje mi się, że jak fotografia jest tak bardzo dostępna dla każdego, to żeby robić ją na wysokim poziomie, trzeba by znaleźć sobie jakąś niszę, zająć się pozowaną fotografią albo specjalizować się w jakichś technikach, albo nawet wrócić do analogowej fotografii. I wydaje mi się, że wtedy byłoby to ciekawe. Niestety obecnie nie mam aż tyle czasu, żeby się temu poświęcić i w związku z tym, odpuściłam sobie.  Aczkolwiek robię dużo zdjęć, wrzucam je na FB. Nie uważam jednak, aby miały jakąś wielką wartość, chociaż oczywiście staram się, żeby miały!

Jakie emocje chcesz wywoływać u odbiorców swoich prac?

Nie chcę narzucać żadnych emocji, ale dobrze by było, żeby jakieś były! O to przecież chodzi w dziele sztuki.  W formach użytkowych są to głównie odczucia estetyczne, chciałabym, żeby przyjemnie się na nie patrzyło, a później przyjemnie użytkowało. Jeśli chodzi o malarstwo czy rzeźby ceramiczne to zależy od tematyki. Uważam, że dzieło powinno mówić samo za siebie.  Moim zdaniem kryterium dobrego dzieła sztuki, jest to, że każdy odbiera je inaczej i nie jest jednoznaczne, można je interpretować na różnych poziomach i w różny sposób.

Czy Twoja sztuka opowiada osobiste historie?

I tak, i nie… Mówi się, że każdy artysta jest ekshibicjonistą. Ja staram się taka nie być (śmiech), ale oczywiście to, co siedzi w głowie twórcy, jakoś przekłada się na to co on tworzy. I jeśli ktoś dobrze pogrzebie w moich pracach, dokładniej je zaobserwuje, to tak… sztuka opowiada moje osobiste historie…

Na przykład…

Mam na przykład taką postać jeżo-człowieka... To jest taki skulony jeż, ma kolce... Albo na wystawę o roślinach, która będzie w Legionowie zrobiłam kaktusa… mój autoportret (śmiech)… 

Opowiedz proszę o Błazenkach…

Seria Błazenek to jest coś, co kiedyś robiłam i chciałabym do tego wrócić.  Są to figurki ceramiczne przedstawiające kobiety w czapce Stańczyka. Trochę uśmiechnięte, trochę zamyślone. Jakby przypominały, że w życiu bywa różnie, że uśmiech nie zawsze oznacza radość, że bywa maską, a codzienność nieraz wymaga od nas odegrania roli, której nie planowaliśmy.  Bo ja mam dwie twarze…, dwa zawody. I czasami w pracy trzeba być takim Stańczykiem… takim aktorem. Jest to psychicznie trochę drenujące, ale i inspirujące. Umówiona jestem na wystawę indywidualną w MCKiS w Pułtusku w przyszłym roku… Będzie to akwarela i ceramika… Bo jeśli chodzi o twórczość, teraz bardziej wyżywam się w akwareli. Zrobiłam serię akwareli wyrażającą emocje, m.in. gniew. Wszyscy byli zdziwieni, pytali czy coś się wydarzyło w moim życiu. Odpowiedziałam, że nie, ale emocje są częścią naszego życia, ważne jest to, aby za tymi złymi nie podążać.

Jakie tematy najczęściej pojawiają się w Twoich obrazach i zdjęciach?

Bardzo lubię portretować zwierzęta, od rybek, przez koty, ptaszki. Moje postacie ceramiczne często przedstawiają postacie zwierzęco-ludzkie. W malarstwie olejnym też często maluję rośliny, pejzaże. Podobnie w akwareli. Mam taką skrzyneczkę. Wystawiam w domu na stół i mogę malować. Ale w wakacje na wyjazdach plenerowych maluję olejami.  Przyroda daje nam bardzo dużo pozytywnej energii i powinniśmy wracać do natury…

...a ta nie dostaje od nas zbyt dużo dobrego. Przynajmniej w sztuce możemy jej podziękować…

No właśnie… I tu warto wspomnieć, że ceramika jest też sztuką ekologiczną.  Bo glina, czyli surowiec z ziemi, wypala się, a później jak się stłucze, nie zanieczyszcza, tylko do ziemi wraca.

Olej, akwarela… Techniki diametralnie inne…

Akwarela uważana jest za najtrudniejszą technikę malarską, wbrew pozorom. W akwareli nie ma poprawek. W akwareli bielą jest biel kartki. Jak za dużo dasz koloru, to później jak zaczniesz poprawiać, to tak zagnieciesz, że każdy, kto się na akwareli zna będzie widział, że jest przemęczone. Jak wspomniałam, akwarela nie ma poprawek w przeciwieństwie do obrazu olejnego. Ten możesz sobie nawet 10 lat malować, domalowywać, nakładać warstwę na warstwę i ciągle poprawiać.

Akwarela to droga technika…

….a o tym niewiele osób wie. Dobre farby akwarelowe i papiery dużo kosztują. Jedna kartka dobrego papieru to czasem nawet 100 złotych. Plus farbki, a jeden kolorek potrafi kosztować 60-70 złotych.

Nie można akwarelą malować na płótnie?

Nie. Dlatego, że akwarele to są farby wodne. Jest nawet taka technika „mokre w mokrym”. Najpierw cały papier zalewa się wodą i dopiero na nim maluje. Natomiast na płótnie jest grunt i jest ono raczej nieprzemakalne, nie wchłania wody, więc akwarelą się na nim nie maluje. Gdyby oczywiście człowiek się uparł i zaczął malować nie niegruntowanym, to oczywiście może, ale raczej nie jest to praktykowane. Teraz bardzo popularne są farby akrylowe. Są tak uniwersalne, że można malować i na papierze, na płótnie, wszędzie. Wielu artystów, nawet tych profesjonalnych, przerzuciło się na akryle. Ja jednak wolę olejne. I u mnie są dwie skrajności. Bo akwarela musi być delikatna, bez poprawek, a w malarstwie olejnym bardzo często maluję szpachlą, widać wtedy, jak u Van Gogha, grube pociągnięcia, a faktura wystaje ponad płótno.

Jak reagujesz na interpretacje Twoich dzieł przez innych?

Cieszę się, jeśli uda mi się stworzyć coś, co daje platformę do interpretacji, niezależnie od emocji. Jak uda się stworzyć coś, co emocje wywołuje to jest super, to połowa sukcesu, to znaczy, że zrobiło się coś ciekawego.

Z jakimi trudnościami najczęściej spotyka się artysta w Twojej branży?

Być artystą na pełen etat mogą pozwolić sobie tylko pojedyncze jednostki… Mamy z partnerem, również artystą, znajomych, którzy prowadzą galerię z mieście turystycznym i oni też mówią, że coraz trudniej się z tego utrzymać. W Polsce ciężko być zawodowym artystą i utrzymywać się ze sztuki. Niestety ja też jestem przykładem i mam inną pracę typowo zarobkową. Sztuka jest dla mnie hobby, dodatkowym zajęciem. Artyści tworzą w większości sami dla siebie, co niestety nie wpływa dobrze na ich morale i nie zachęca do dalszej twórczości. Uważam, że każdy twórca musi mieć odbiorcę. Takie malowanie dla siebie, do szuflady nie jest dobre.

Przeszkodą we wspieraniu twórców są finanse? Sztuka jest kosztowna...

Nasze społeczeństwo przez jakiś czas nie było tak bogate, jak na zachodzie, gdzie sztukę w miarę doceniano, gdzie artysta mógł żyć z tego, co tworzy. Później społeczeństwo się dorobiło, ale niektórzy twierdzą, że za przyjściem pieniędzy nie przyszła edukacja artystyczna. Ludzie woleli kupić wydruk i powiesić na ścianie, niż oryginalne dzieło. Nie czuli potrzeby obcowania z prawdziwą sztuką. Jest jeszcze inna teoria - że malarstwo zaczęła wypierać fotografia i ludzie częściej wieszają na ścianach zdjęcia, nie obrazy. Osoby zajmujące się projektami wnętrz mówią, że obrazy prawie wcale nie mają racji bytu w nowych mieszkaniach. Przejdzie jakieś czarno-białe zdjęcie w nowoczesnym wnętrzu, ale obraz jest obciachem! Kiedy pracowałam we Wspólnocie, odwiedzałam różne mieszkania. Wszyscy mieli niemal identyczne wnętrza. Biało-szare. Będąc w takim mieszkaniu nic nie mogłaś powiedzieć o mieszkańcu. Ja uważam, że sztuka, nawet ta użytkowa, powinna coś o domownikach mówić, ich uzewnętrzniać. Każdy powinien sam sobie mieszkanie urządzać, żeby się w nim dobrze czuć. Żeby było one odzwierciedleniem jego osobowości, jego zainteresowań. Lubię takie domy, do których wchodzisz i od razu możesz coś o jego mieszkańcach powiedzieć. O ich duszy, charakterze.  Ale niestety trend jest taki, że bierzesz projektanta, płacisz i on robi, tak,  jak jest modnie. To jest takie zimne, bezduszne. Ale co kto lubi...

Jak radzisz sobie z kryzysami twórczymi?

Szczerze powiedziawszy to ich nie miewam. Ja cały czas coś tworzę. Moi wszyscy znajomi i rodzina twierdzą, że jestem pracoholiczką. Maluję, zajmuję się ceramiką. Jak mi się jedno nudzi, zajmuję się czymś innym. Nie ma u mnie rutyny. Poza tym staram się cały czas rozwijać, a na przykład w akwareli jest tyle różnych nowych farbek, technik, że ciągle obcuję z czymś nowym, ciekawym. Ciągle eksperymentuję. Nie miewam fochów i twórczych kryzysów. Ale byłam kiedyś świadkiem kryzysu u innego artysty. Na jednym z plenerów malarskich, w których brałam udział jeden z artystów porąbał swoje obrazy siekierą… Nawet na wystawę przekazał jeden z dziurą pośrodku płótna… Więc z pewnością bywa coś takiego, jak kryzys, ale nie u mnie.

Co motywuje Cię do dalszego rozwoju?

Jak wrzucam moje dzieła na FB lub robię wystawę i mam informacje zwrotne, że to co robię podoba się ludziom…

Nad czym obecnie pracujesz?

To są akwarelki, ceramiczne rzeźby, misy z motywami roślinnymi. Pracowałam też nad obrazami w kwadracie na wystawy, które już wkrótce.

Jakie masz plany na najbliższe lata?

Kontynuacja działań z pracownią. Chciałabym przenieść się do większego lokalu, bo mam maleńki. Chciałabym też mieć, jak już wspominałam, swoją galerię…

Może miejscy decydenci usłyszą o tych marzeniach i pomogą je zrealizować…

Marzenia...marzenia…  Chociaż kiedyś były plany ze strony miasta, żeby niektóre kamieniczki przy Bazylice odnowić i przekazać artystom po preferencyjnych cenach… powstałaby taka alejka lokalnych twórców. Przydałoby się to, bo w Pułtusku nie ma obecnie żadnej galerii artystycznej, sprzedażowej… A skoro mówi się o Pułtusku, jako mieście turystycznym to aż żal, że nic nie robi się by to zmienić, że takiego miejsca z duszą miasto nie ma...

Jaką radę dałabyś młodym osobom, które chcą zajmować się sztuką?

Żeby rozwijały się dwutorowo. Z jednej strony pielęgnowały w sobie swoją wrażliwość i swoje zainteresowania, bo na późniejszym etapie to się najbardziej liczy. Z drugiej natomiast, żeby rozwijały umiejętności techniczne, bo jak chcą dostać się na studia, do liceów plastycznych, muszą zdać egzaminy, a na nich wymagać się będzie od nich konkretnych umiejętności.

Ulubiony kolor Kamili Popko?

Nie wiem, czy powinnam się przyznawać… Pomarańczowy i żółty. A to dlatego, że ja często nie mam energii. Więc lubię takie kolory, które jej mi dodają.  Uwielbiam lato, słońce!

Czy masz dzieło, z którym nie potrafisz się rozstać?

Mam mało swoich prac. Ktoś kiedyś nawet zwrócił mi na to uwagę. Więc zrobiłam sobie… zestaw do sushi…  Mam też obrazki z plenerów, drobne rzeczy ceramiczne, np. błazenki. Ale jak to się mówi „szewc bez butów chodzi”.

Co potrzebne jest artyście, aby tworzył?

Głowa! Mózg! Pomysł. A dopiero później warsztat.

Kochasz koty. Masz Mietka. Często jest Twoją inspiracją

To moja inspiracja. Moja miłość, a czasami przeszkadzajka. Jak rozkładam akwarelki i stawiam słoik z wodą, Mietek pierwszy jest to degustacji.  Kocham koty do tego stopnia, że nawet niektórzy dzwonią do mnie jako do kociej ekspertki. Chociaż za taką się nie uważam.

Kochasz też słodycze...

...tak jak koty, też miłością wielką! Trzeba przecież mieć jakieś nałogi.

Uwielbiasz pływać kajakiem, relaksują cię też wycieczki do lasu, do Szygówka

Kajakiem pływam jak cała moja rodzina. Kiedy ktoś mówi mi, że mieszka w Pułtusku i nie potrafi nim pływać to nie wiem, jakim cudem… A Szygówek? Uważam, że to wyjątkowe miejsce. Jest tam piasek, wydmy, miejsca porośnięte tymiankiem i rozchodnikiem. W porze kwitnienia łąki są różowo-żółte. Są sosny ostańcowe rosnące w specyficzny sposób na skraju pól, jest cisza, spokój, blisko woda… Tylko malować. Moje kolejne marzenie, poza galerią, to mieć tam dom...

Pochodzisz z Białegostoku, ile w Tobie jest podlaskiej duszy?

Niektórzy twierdzą, że ja do tej pory zaciągam… Więc zawsze im tłumacze, że jest to moje osobnicze zaciąganie, a nie białostockie. Ale potrafię zaciągać! Uważam, że im bardziej na Wschód, tym bardziej ludzie są bardziej gościnni, szczerzy i otwarci. Mam sentyment do Wschodu.

Twoim partnerem jest artysta Tomasz Cieślik. Czy bycie w związku z artystą motywuje do działania?

Mnie tak, nie wiem, co na to Tomek… Kiedyś planował zająć się ceramiką, ale go skutecznie zniechęciłam.... Poza tym on bardzo kompleksowo podchodzi do swoich dziedzin artystycznych, w których się realizuje.  Wszystko musi być przemyślane. Także każde z nas realizuje się na innym artystycznym polu.

Motto, którym kierujesz się w swoim życiu?

Rozwijać się… to jest zadanie każdego człowieka.  A po drugie - żeby być człowiekiem. A to w naszych czasach coraz bardziej stoi pod znakiem zapytania…

Dziękuję za rozmowę

Anna Jadaś

 

 

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 18/03/2026 17:35
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo pultusk24.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości