Święta to najtrudniejszy czas dla dzieci, które mogą wymagać opieki zastępczej, gdy są odbierane z rodzin biologicznych. Trudno jest opuszczać dom nawet wtedy, gdy nie do końca można w nim spędzić spokojne święta ze wspólnym ubieraniem choinki, śmiechem, radością, pieczeniem pierniczków, dzieleniem się opłatkiem, kolędami, emocjami związanymi z przyjściem Mikołaja. W rodzinach zastępczych, do których dzieci najczęściej (na podstawie postanowienia sądu) trafiają, otrzymują jednak to, czego dawno nie miały…, spokój, poczucie bezpieczeństwa, pewność, że nikt nie będzie krzyczał, nikt nie przyjdzie do domu pod wypływem alkoholu. Dostaną też ciepły posiłek, na który rodzicom nie zawsze wystarczało pieniędzy. Dlatego rodziny zastępcze to skarb… I jak prawdziwy skarb są poszukiwane. - Czekam na cud! - mówi Alicja Patalan. - A ten przychodzi czasem jak grom z jasnego nieba. Może ktoś zapuka po naszej rozmowie do drzwi i powie „No jednak odważyliśmy się! Chcemy zostać zastępczą rodziną!” O tym, jak ważna jest piecza zastępcza, jak piękne więzi łączą dzieci z nowymi opiekunami, a także o oczekiwaniu na, nie tylko bożonarodzeniowy, cud związany z powstawaniem nowych zastępczych rodzin z dyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Pułtusku rozmawia Anna Jadaś.
Jak powinny wyglądać święta każdego dziecka?
Powinny być ciepłe, bezpieczne, pełne spokoju, radości, normalnego celebrowania wolnego czasu. Nie musi być jak w reklamie, ale powinno być po prostu miło, rodzinnie, ciepło. Powinien być to czas pełen miłości, bycia razem.
Święta do szczególny czas dla dzieci, trudno im zrozumieć, że muszą zamieszkać poza domem… dla niektórych jest to trauma…
Najtrudniej przeżywają ten czas dzieci, które są odebrane od rodzin biologicznych w okolicy świąt. Myślały, że inaczej ten czas będzie wyglądał. Natomiast naszym zadaniem, zadaniem rodziny zastępczej jest tak poprowadzić ten czas, żeby nie było traumy, musimy to przekuć w czas poczucia bezpieczeństwa. Czegoś innego niż miały na co dzień, czegoś lepszego. Ale niewątpliwie jest to szczególny czas i zdarzają nam się dzieci, które bardzo to przeżywają. Jest wtedy psycholog, koordynator rodzinnej pieczy w razie potrzeby. Na początku nie chcemy wkraczać z całym tabunem specjalistów. Tylko spokojnie pozwalamy dziecku na przywyknięcie do nowej sytuacji, rozmawiamy, kwestia rozmowy, komunikacja są w tym momencie najważniejsze.
Rodzina zastępcza na święta…?
Dla nas, pracowników PCPR, szukanie nowych rodzin jest jednym z głównych zadań. Przed świętami chcemy powiedzieć „dziękuję!” wszystkim działającym już rodzinom zastępczym w powiecie pułtuskim. Chcemy wyrazić naszą wdzięczność za wzięcie na siebie trudu wychowywania dzieci. Za obdarzanie je troską i uczuciem, jak własne. Jestem przepełniona wdzięcznością za trud i poświęcenie naszych rodzin zastępczych. W maju 2026 roku organizujemy dzień rodzicielstwa zastępczego, aby podkreślić ich wyjątkową rolę, zaznaczyć, że jest coś wielkiego w ich oddaniu dla innych. Trzeba mieć do tego powołanie, serce, otwartość i piękny charakter, który pozwala na przyjęcie takiej liczby dzieci.
Rodziny zastępcze to skarb…
Tak, to skarb. Czekamy na więcej takich skarbów, aby stworzyć duże zaplecze pomocowe dla dzieci. Tym bardziej, że wiemy jak trudne są czasy, jak dużo jest sytuacji kryzysowych, a my bez względu na to musimy zabezpieczyć dziecko.
Nie każdy wie czym jest piecza zastępcza...
Piecza zastępcza to forma opieki nad dziećmi, która ma charakter tymczasowy. Zostaje ustanowiona w momencie, kiedy rodzicie biologiczni nie mogą bądź nie mają możliwości sprawować w danej chwili opieki nad swoimi dziećmi.
Dzieje się to z różnych powodów, jakie są najczęstsze?
Najczęściej jest to niewydolność opiekuńczo-wychowawcza i uzależnienia rodziców. Największy odsetek stanowi alkoholizm. Kolejne to brak pracy, brak środków pozwalających kupić dziecku jedzenie i zaspokojenie podstawowych potrzeb. Czasami jednak wynika to z przyczyn naturalnych, takich jak śmierć rodzica, wypadek. W takich sytuacjach musimy przejąć obowiązki organizatora rodzinnej pieczy zastępczej i dziecko zabezpieczyć.
Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie współpracuje z pułtuskim sądem…
Tak, współpracujemy z Sądem Rejonowym w Pułtusku. Właśnie na podstawie postanowień, które wydaje sąd, umieszczamy dzieci w pieczy zastępczej.
Ile zastępczych rodzin mamy w powiecie pułtuskim?
Obecnie funkcjonują 44 rodziny zastępcze, wśród których wyróżniamy rodziny spokrewnione, niezawodowe i 3 rodziny zawodowe (dwie stricte zawodowe i jeden rodzinny dom dziecka). Rodzinny Dom Dziecka pełni charakter zawodowej rodziny, tylko bardzo sformalizowanej.
Każdy może dać kochający dom dziecku i stworzyć rodzinę zastępczą?
Najpierw trzeba zgłosić się do nas, do Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie i wyrazić wolę pełnienia funkcji rodziny dla dzieci czy dziecka. Chęć stworzenia domu – jest to pierwszy etap. Osoba, która będzie chciała przejść drogę stworzenia domu będzie musiała zmierzyć się z procedurami, prowadzimy bowiem proces kwalifikacji. Osoba musi być niekarana, posiadać pełną zdolność do czynności prawnych, nie może znajdować się w rejestrze przestępców na tle seksualnym, to oczywiście całkowicie ją dyskwalifikuje. Fajnie by było, aby miała stabilną sytuację mieszkaniową i finansową, bo to pomaga i ułatwia całą procedurę, chociaż my później wspieramy rodzinę. Następnie trzeba przejść szereg szkoleń.
Jeżeli ktoś chciałby dać dziecku dom zastępczy, ale nie ma mieszkania?
Do tej pory nie mieliśmy takiej sytuacji, że budowaliśmy czy wynajmowaliśmy dla kogoś dom, ale wiem, że takie możliwości istnieją. Zależy to oczywiście od potencjału powiatu, na terenie którego zawiązuje się rodzina zastępcza. U nas do tej pory wszystkie rodziny miały swoje domy. Rodzinny Dom Dziecka usytuowany jest także w dużym domu jednorodzinnym. Do tej pory pomagaliśmy doposażyć pokoje dla dzieci, przeprowadzić małe remonty, ale w większości rodziny wykorzystywały własne zasoby.
Czy rodzina musi mieć świadomość, że dziecko może potrzebować domu nagle. Ma telefon o drugiej, trzeciej w nocy i musi dziecko zabezpieczyć?
Podjęliśmy dobrą współpracę z pułtuskim sądem i staramy się, żeby nie było takich sytuacji. W późnych godzinach nocnych sprawami zajmują się służby interwencyjne. Natomiast często zdarza się, że jest piątek, godzina 15:00, a my dostajemy postanowienie sądu z adnotacją „należy zrealizować niezwłocznie, natychmiastowo w celu zabezpieczenia interesów dziecka”. Organizujemy się wtedy bardzo szybko. Najczęściej - jeśli dziecko nie ma rodziny biologicznej - dzwonimy do naszych rodzin zawodowych i pytamy, kto ma miejsce, bo różnie może być, może ktoś być np. chory, itp. Także dzwonimy, pytamy, niczego nie narzucamy. Trzeba jednak wiedzieć, że sytuacje mogą być nagłe, nieoczekiwane. Nigdy nie można przewidzieć, kiedy ktoś będzie potrzebował pomocy. Chociaż współpracując z rozmaitymi osobami, ośrodkami, mamy świadomość istnienia środowisk zagrożonych i tego, że może dojść do sytuacji, kiedy trzeba będzie pomóc dziecku. Otrzymując taki sygnał już wtedy wypytujemy, sprawdzamy czy jest jakaś babcia, ciocia czy wujek, aby zawczasu przygotować bezpieczne miejsce dla dziecka.
Będąc rodziną zastępczą, mówiąc brzydko, nie „wybieramy” sobie dziecka
Nie ma możliwości „wybierania”. Dostajemy postanowienie sądu z imieniem i nazwiskiem, i musimy, jako rodzina zastępcza, dziecko przyjąć tak, jak stoi, niezależnie od tego czy jest zdrowe, chore, spokojne czy bardziej energiczne. Musimy dać mu miejsce, w którym będzie czuło się bezpiecznie. Nasze Centrum wspiera rodzinę pod każdym względem, także tym psychologicznym i pedagogicznym.
Rodziny zastępcze pełnią niezwykle ważną funkcję
Chronią dziecko przed umieszczeniem w placówce. Zawsze staramy się zabezpieczyć dziecko w rodzinie zastępczej, spokrewnionej, zawodowej lub w Rodzinnym Domu Dziecka. Dbamy o to by była to forma domu. Placówka jest ostatecznością. Biorąc pod uwagę emocje dzieci rodzina jest istotna ponieważ są one na etapie wielkich przeżyć, są w szoku. My musimy w takich sytuacjach zaangażować wszystkie swoje siły i umiejętności, aby je wzmocnić, dać poczucie bezpieczeństwa, zabrać z miejsca, gdzie tego poczucia nie miały.
Przypadek każdego dziecka jest indywidualny…
Dla nas każde dziecko jest to czysta karta. My nie generalizujemy. Nie wrzucamy dziecka do brzydko mówiąc „jednego worka”, tylko przyglądamy się, jak funkcjonuje, w czym możemy mu pomóc, jakie sfery wymagają zwrócenia szczególnej uwagi i w ten sposób staramy się przygotować go do codziennego życia. I nie ma w tym wielkiej filozofii, jest tylko kwestia nauczenia pewnych zasad, np. porządkowania w swoim pokoju, ścielenia łóżka, pomagania przy obiedzie. To są drobiazgi, ale wpływają na codzienne życie.
Jaka jest świadomość społeczna na temat rodzin zastępczych?
Niewielka. Rodziny zastępcze kojarzą się z tym, że jest to rodzina spokrewniona. Jak rodzice nie mogą świadczyć pomocy naturalnej wobec swojego dziecka, to szuka się babci czy cioci. Teraz wszystko wygląda inaczej niż dawniej. Kiedyś było normalne, że rodzina wielopokoleniowa wspierała się, jak mama szła do pracy, z dzieckiem zostawała np. babcia. Teraz czasem też tak jest, ale są inne czasy, jest „ustawa Kamilka”, mamy standardy ochrony małoletnich i wiadomo, że pewne rzeczy potrzebują dziś mieć formę sformalizowaną. Dlatego musi być ustanowiona piecza zastępcza. Natomiast niektórzy rodzinę zastępczą mylą z rodziną adopcyjną. Myślą, że jak dziecko na chwilę trafi do rodziny np. zawodowej, to jest tam na zawsze. A tak nie jest. Tłumaczymy, że zastępcza piecza rodzinna ma charakter tymczasowy. Jej zadaniem jest zabezpieczenie potrzeb dziecka, jego interesów, ciągłości w chodzeniu do szkoły, zabezpieczenia w żywność, odzież, itd. W tym czasie, kiedy dziecko jest w pieczy gmina pracuje z jego rodziną biologiczną nad tym, żeby rodzinę „naprawić”, by mogła dziecko znów przyjąć do domu.
Udaje się?
Wychodzi to z różnym skutkiem, ale oczywiście są sytuacje, że dzieci wracają do rodzin biologicznych. Trzeba jednak wiedzieć, że jedne rodziny biologiczne potrzebują krótkiej „terapii wstrząsowej”, a niektórym musimy dać więcej czasu. W przypadku uzależnień rodzic czy rodzice muszą przejść terapię, a później wykazać się abstynencją. Zanim znów przekażemy im dzieci, musimy im zaufać. Jesteśmy na bieżąco z asystentami rodzin, którzy pracują w środowisku, wymieniamy się informacjami, by mieć 100-procentową pewność, że decyzja o powrocie dziecka do domu jest dobra. Jeśli mamy jakiekolwiek wątpliwości, dziecko zostaje w pieczy, żeby rodzic biologiczny bardziej się wykazał i udowodnił, że zasługuje na drugą szansę i powrót dziecka pod jego opiekę. Im więcej wie się o rodzinie, więcej działań pomocowych skieruje się w jej kierunku. To działa tylko na plus…
Dziecko mieszkające z rodziną zastępczą może kontaktować się z biologiczną? Spotykać z rodzicami w rodzinnym domu?
Różnie to bywa. Staramy się, żeby na początku spotkania odbywały się u nas w siedzibie PCPR, mamy do tego celu przygotowany pokój odwiedzin, żeby pracownicy mogli je monitorować i żeby nie wiązało się to z dodatkowymi emocjami dla dziecka. Jeśli wszystko się udaje, jeśli zaufamy rodzicom, to czasem dzieci mogą spędzić z nimi weekendy, święta. Prosimy wtedy pracowników z gminy, żeby monitorowali sytuację dziecka, odwiedzili je w domu, sprawdzili czy jest bezpieczne.
Były sytuacje, że dziecko chciało zostać w rodzinie zastępczej, nie chciało wracać do domu?
Jeśli relacja między dzieckiem a rodzicami zastępczymi się nawiąże, to rzeczywiście rozstaniom towarzyszą emocje, ale umawiamy się z rodzicami zastępczymi, żeby rozmawiali z dziećmi o powrocie do domu, by uniknąć traumatycznej dla dziecka sytuacji związanej z rozstaniem z osobami, z którymi się zżyło. Wiemy, że to dla niego i tak jest trudne. Oczywiście, że czasem ktoś się popłacze, czasem przytulają się i nie mogą rozstać, ale to naturalne, w każdym człowieku siedzą przecież uczucia… Myślę, że jest to nieodzowne… Chyba my dorośli mamy czasami większy problem z pogodzeniem się z rozstaniem, z emocjami, niż dzieci…
Zdarza się, że mama czy tata zastępczy staje się tym prawdziwym...
Piecza ze swojej natury ma charakter tymczasowy. Ale ta tymczasowość, może być różnie odbierana. Bo jeśli trafi do pieczy np. dziewczyna, która ma naście lat i nie ma możliwości powrotu, bo rodzice nie żyją albo wydarzyło się coś, co uniemożliwia jej powrót do domu, to zostaje w domu zastępczym. Mieliśmy taką sytuację w rodzinie zastępczej, do której trafiła jedna nastolatka. Mieszkała z rodziną, później poznała chłopaka, zakochała się. I tak się ułożyło, że tata zastępczy, jak prawdziwy tata, prowadził ją do ołtarza. Tak piękny charakter przybrała ta relacja! Zastępczy mama i tata stali się tymi prawdziwymi. Wyprawili wesele i do tej pory są w stałym kontakcie. W weekendy, święta wszyscy nadal się spotykają. To piękny wymiar pieczy zastępczej…
W jaki sposób zachęcać dorosłych, aby chcieli być rodziną zastępczą?
Przede wszystkim liczą się chęci. Uważam, że jak ktoś ma serce, jest otwarty i świadomy decyzji to my jesteśmy w stanie pomóc mu przebrnąć przez różne momenty, ale musi wiedzieć, że nie zawsze jest kolorowo. Zdarzają się chwile zwątpienia. Chciałabym, żeby idea rodzin zastępczych była propagowana, żeby ją rozwijać, mówić o niej, żeby ludzie nie bali się tworzenia takich miejsc i dawania bezpieczeństwa, ciepła dzieciom, które tego potrzebują. Mamy taki czas przed świętami, może właśnie teraz czyjeś serce się otworzy… Zapraszam wszystkich do Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie, bo rozmowa z nami dużo daje… Decyzji nie trzeba podejmować od razu, to mogą być tygodnie, miesiące… Można rozmawiać z naszymi ekspertami, spotkać się z rodzinami już działającymi, zobaczyć i posłuchać, jak to „od środka” wygląda.
Czy rodziną mogą być jedynie małżeństwa?
Nie. Ustawa reguluje, że może ją stworzyć także osoba samotna. Natomiast kwalifikacje, praktyki, szkolenia dotyczą wszystkich.
A wiek?
Najlepiej, gdyby były osoby w wieku aktywności zawodowej. Ale nie jest to główny wymóg, każdy ma szansę. Każdego zapraszamy do zostania rodziną zastępczą i podarowania dzieciom bezpiecznego domu.
Kandydaci do pełnienia funkcji rodziny zastępczej oprócz szkoleń teoretycznych muszą przejść zajęcia praktyczne.
Praktyki odbywają się najczęściej w rodzinach zawodowych. Kandydaci pomagają w domu, uczestniczą w codziennym życiu, mają okazję poznać codzienne problemy, robią dzieciom kanapki. A zrobić kanapki dla ośmiorga dzieci, zawieźć do szkoły - to jest wyczyn. Także poznają życie rodziny, nazwanej formalnie „zastępczą”.
Nie lubię tej nazwy, kojarzy się bardzo biurokratycznie, urzędniczo…
To prawda, ale wszystko, co ubrane jest w definicje i formuły pomaga nam potem wspierać te osoby, dla bezpieczeństwa dzieci. Jasne zasadny przekładają się na konkretne formy pomocy.
Mówiła Pani, że cieszy się, że na naszym terenie nie było konieczności utworzenia pieczy instytucjonalnej. Co to takiego?
Jest to forma opieki stacjonarnej, gdzie utworzona jest placówka opiekuńczo-wychowawcza. Reguluje je ustawa o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej. Wiemy, że w sąsiednich powiatach placówki takie powstają ze względu na ilość dzieci, które należy umieścić w rodzinach. Jeśli tych miejsc brakuje w rodzinach zawodowych, spokrewnionych czy w rodzinnym domu dziecka, to tam trafiają dzieci. To miejsce, w którym dzieci przebywają tymczasowo, nie jest to zastępcza rodzina, a instytucja. Natomiast są tam zatrudnione osoby z powołania, wykwalifikowane i mające odpowiednie predyspozycje, empatię, chęć pomagania. Nie mogą to być osoby przypadkowe, tylko ciocie i wujkowie, którzy tworzą dzieciom drugi dom. Sformalizowany, ale jednak drugi dom…
Niektórzy mają obawy, że między nimi a dzieckiem w rodzinie zastępczej nie wywiąże się więź emocjonalna…
Ciężko o tym mówić. Każdy przypadek jest inny. Natomiast z tego co obserwuję, widzę, że zawiązuje się dobra więź. Dzieci ufają rodzicom zastępczym, mają poczucie bezpieczeństwa, widzą, że wszystko robione jest z myślą o nich, dla ich dobra. Relacje budują się dobre.
A miłość?
Na pewno jest. Nawet w przypadku tej nastolatki, w której wcześniej rozmawiałyśmy. To będzie już jej rodzina do końca życia. Natomiast tam, gdzie dzieci są mniejsze to więź jest tak silna, że niektórzy rodzice zastępczy decydują się nawet na adopcję. Dla nas to cud, że dzieci mogą tak pięknie kontynuować swoje życie w nowej rodzinie.
Zna Pani takie przypadki?
Tak. Nawet na naszym terenie taka rodzina się właśnie tworzy.
Ile powinno być rodzin zastępczych w naszym powiecie?
Jakby tworzyły się codziennie, to byśmy je przyjmowali z otwartymi ramionami. Im więcej, tym lepiej. Bo jeżeli zawiedzie rodzina biologiczna to zawsze mamy miejsce, gdzie dziecko można zabezpieczyć i dać poczucie bezpieczeństwa. Oczywiście wolelibyśmy, żeby takich przypadków było jak najmniej, ale sytuacje są różne.
Dużo dzieci takiej pomocy w tygodniu, miesiącu, w ciągu roku potrzebuje?
Na przykład 2025 rok był dość obfitujący jeśli chodzi o umieszczanie dzieci w rodzinnej pieczy zastępczej. Poprzedni był spokojniejszy. Najmłodszymi były trzy dziewczynki tuż po porodzie. Ale są też dzieci w wieku przedszkolnym, szkolnym do18 roku życia.
W przypadku dzieci dopiero urodzonych, chyba nie ma od razu, jeszcze w szpitalu, decyzji sądu o odłączeniu od mamy i umieszczeniu ich w rodzinie zastępczej?
Różnie to bywa. Mama ma czas na podjęcie decyzji w sposób spokojny i świadomy. Natomiast jeśli nie chce brać dzieci na ręce, lekarze i pielęgniarki to widzą, mogą to zgłosić do sądu. Wtedy sąd zwraca się do ośrodka z prośbą o zabezpieczenie dzieci i obserwacje mamy czy obudzi w sobie miłość rodzicielską, czy będzie chciała mieć kontakt z dziećmi, je odwiedzać. To jest temat rzeka… Każda taka sprawa jest indywidualna. Różne czynniki mają na to wpływ. Czasami jest to trudna sytuacja materialna mamy. Wtedy trzeba jej pomóc, nie zawsze jest to kwestia jakiegokolwiek uzależnienia czy złych intencji. Naprawdę powody bywają różne, a problemy o wiele większe niż może się komukolwiek wydawać. Ośrodki preadopcyjne tak funkcjonują, że rodzic ma prawo do odwiedzin. Do podjęcia decyzji w sposób świadomy, spokojny. Jeśli jednak nie wykazuje jakiejś współpracy, chęci przejęcia opieki to sprawy reguluje sąd i specjalny ośrodek opiniodawczy w Ostrołęce, który zajmuje się badaniem relacji i więzi. Wszystko jest sformalizowane, żeby na żadnym etapie nie pominąć mamy czy taty. Najpierw daje się czas i obserwuje czy rodzic potrafi zając się dziećmi, czy takie relacje będzie chciał w sobie obudzić.
Ta tymczasowość mieszkania w rodzinie zastępczej jest względna…
Nie ma określenia ile czasu dziecko spędzi w rodzinie zastępczej. Czy będą to dwa tygodnie, miesiąc czy dłużej. Jeśli rodzic potrzebuje miesiąc, to ma miesiąc, jeśli sześć miesięcy, to tyle dostaje. Dziecko jest w tym czasie pod opieką rodziców zastępczych.
Pracownicy PCPR słyszą czasem nieprzyjemne słowa ze strony osób, którym dzieci czasowo są odbierane. Jak wygląda dzień pracy w centrum?
Czasami mamy zaplanowane rzeczy, z których nic nie wychodzi, ponieważ rano możemy dostać telefon, zgłoszenie i cała sprawa skupia się na interwencji. Pracownicy musza być wyczuleni, mieć większą empatię i wrażliwość w sobie, bo jest to ciężka praca z takimi przypadkami, gdzie jest i płacz o lament i kryzys. Nasi pracownicy mają dużo do zaoferowania, ale sami musza być silni. To nie jest łatwa praca.
Jak funkcjonuje się później w domu po takiej interwencji, kiedy był płacz, krzyk…
Powiem z własnego doświadczenia, bo przez 21 lat byłam pracownikiem socjalnym, doświadczałam takich sytuacji, jak odbieranie dzieci rodzicom biologicznym. W zależności od tego, jak dana sytuacja przebiegała, potem tak to człowiek trawił po południu, wieczorem w domu… Często dzięki takim smutnym zdarzeniom docenia się jeszcze bardziej znaczenie własnej rodziny. Człowiek odczuwa wdzięczność, że ma u siebie poukładane pewne sprawy. Czasami jest i płacz, chwila rozładowania emocji. Ale potem człowiek musi wrócić do porządku dziennego, bo wie, że jest przed nim kolejny dzień, który może przynieść podobną sytuację. My w Centrum nawzajem się wspieramy, rozmawiamy o tym jak każdy przeżył interwencje, obserwujemy jeden drugiego. Jest to tak zwana superrewizja, która pomaga ugruntować własne zachowanie – czy należało tak zrobić, czy zostało dobrze zrobione. Wiadomo, że lata pracy i codzienność powodują, że trochę nabieramy dystansu do tego. Wiemy, że to jest pomimo wszystko praca, że musimy podejść do tego profesjonalnie i że czasami nie ma czasu na płacz, dłuższe lamenty, dopiero później schodzi z nas stres…
Jesteście obrażani podczas interwencji… są wyzwiska…
Przy odbieraniu dzieci towarzyszy temu często i stres i agresja, ale jesteśmy do tego już przyzwyczajeni.
Jeździcie w asyście policji?
Nie zawsze. Ośrodek Pomocy informuje nas jaka jest sytuacja na miejscu. Jeśli wiemy, że wszystko może przebiec w spokojnych warunkach to nie wzywamy Policji, nie chcemy potęgować tej dramaturgii. Jesteśmy doświadczeni.
A jak czujecie się, kiedy oskarżani jesteście, że potraficie tylko odbierać dzieci…
Po tylu latach pracy nie biorę tego do siebie, bo wiem, że jest to jedno z zadań własnych , które musimy wykonywać. Decydujemy się na taki rodzaj pracy, przyjmujemy to do wiadomości, że ktoś nas może obrazić, natomiast nie możemy się tym przejmować i skupiać na tym, bo byłby to brak profesjonalizmu z naszej strony.
Czy dużo jest dzieci, które mogą w najbliższym czasie trafić do rodzin zastępczych? Dużo jest problematycznych rodzin?
Na terenie powiatu jest 7 gmin. Prowadzimy takie rozeznanie co jakiś czas. Jeśli chodzi o rodziny zagrożone to myślę, że łącznie kilkanaścioro dzieci jest do zabezpieczenia. W ich środowiskach pracują asystenci rodzin, próbują zmieniać nawyki w rodzinach biologicznych, oni też alarmują, zgłaszają do sądów. Współpracujemy też z kuratorami, oni też informują nas, gdzie może być potrzebne zabezpieczenie dzieci. My jesteśmy już ostatnim ogniwem, które zajmuje się dzieckiem. Mam nadzieję, że będzie dochodziło do tego, jak najrzadziej. Ale od tego jesteśmy…
Czy dzieci czasami mówią „ciociu, wujku, tu jest fajniej niż w domu?”
Nie jest to kwestia targowania się, gdzie jest lepiej. Na pewno my tak mamy prowadzić nasze rodziny żeby było dobrze. Czy lepiej? Pewnie w założeniu jest, żeby było lepiej. Po to zabezpieczamy dzieci, żeby im pokazać coś więcej, coś lepszego. Dzieci czasem mówią, że w rodzinie zastępczej mają więcej jedzenia, więcej prezentów czy słodyczy. Widać, że jest to dla nich ważne.
Czy w okresie świąt z centrum kontaktuje się więcej osób, które rozważają zostanie rodziną zastępcza?
Może nie ma takiego ścisłego powiązania, natomiast zdarzają się telefony czy którejś z rodzin nie przygotować paczki na święta. Być może jest to jakiś wstęp do zastania taką rodziną… Natomiast w tym czasie widzimy wrażliwość społeczną, widzimy, że wiele osób chciałoby coś dać od siebie tym rodzinom, tym dzieciom. Czy zabawki, ubranka, słodycze.
Jak można pomóc rodzinom zastępczym?
Może to być np. forma wolontariatu, pomocy w odwożeniu dzieci do szkoły. To drobiazgi, ale rozwieźć ośmioro dzieci do szkoły to jest rano wyczyn. Zdarzają się spotkania okolicznościowe i nawet przewiezienie rodziny na spotkanie okolicznościowe jest dużą pomocą. Tym bardziej, że mamy dzieci z różnych gmin. Jesteśmy w czasie przedświątecznym. Można zatem ufundować dzieciom paczki na święta. Mile widziane byłyby też korepetycje z różnych przedmiotów. Dzieciaki mają problemy np. z matematyką i innymi ścisłymi przedmiotami. Zatem jakby ktoś chciał nieodpłatnie pomóc to byśmy z radością przyjęli takie wsparcie. Mamy miejsce na zajęcia w naszym Centrum. Można organizować warsztaty muzyczne czy rękodzieła nieodpłatnie. A może ktoś czasem mógłby rodzinie dowieźć zakupy, przypilnować na chwilkę dzieci. Ustawa przewiduje bowiem zatrudnienie osoby do pomocy. Na przykład w rodzinnym domu dziecka zatrudniamy panią do sprawowania opieki nad dziećmi i pracach gospodarskich. Kiedy ciocia jedzie do miasta, druga osoba pilnuje dzieci. Taką osobę wskazuje najczęściej rodzina zastępcza.
A można przekazać takie paczki dzieciom?
Oczywiście! Jeśli ktoś chciałby wesprzeć dzieci (do 18 roku życia) z rodzin zastępczych zawsze może zgłosić się do siedziby PCPR przy ul. 3 Maja 20. Prosimy tylko żeby było to rzeczy nowe. Jeśli ktoś ma otwarte serce i chciałby podarować coś rodzinie to oczywiście przyjmiemy. Rozważymy, gdzie są dzieci w danej grupie wiekowej i przekażemy. I podziękujemy, ale oczywiście, gdyby ktoś chciał pozostać anonimowy to oczywiście to uszanujemy.
Czy rodziny zastępcze otrzymują wsparcie rzeczowe, finansowe, szkoleniowe...
Tak, jest to wsparcie nie tylko materialne, bo wypłacamy wynagrodzenia dla rodzin zawodowych, świadczenia przysługujące na utrzymanie dzieci, ale oferujemy też wsparcie niefinansowe. Są to na przykład grupy wsparcia, wspólne spotkania okolicznościowe, wyjazdy integracyjne. Chcemy zbliżyć się do nich i pokazać, że całym sercem jesteśmy dla nich, nie tylko na etapie procedur i formalnych spotkań.
Najbardziej przejmujący moment w Pani pracy…
W tym roku miałam dwa takie momenty. Jeden z tych najbardziej wzruszających był wtedy, gdy musieliśmy dzieci - noworodki zawieźć do ośrodka preadopcyjnego. To był taki moment przełomowy. Myślałam, że na dwadzieścia kilka lat mojej pracy będę gotowa, żeby zrobić to bez takich emocji, jakie mi towarzyszyły, natomiast nie udało się... Były łzy, chwile wzruszenia, ale myślę, że dzieci są pod dobrą opieką, jesteśmy w stałym kontakcie z placówką. Wiemy, że dobrze się rozwijają, rosną wspaniale, więc jest to pocieszające i przynosi ulgę sercu. Natomiast druga sytuacja też dotyczyła bardzo malutkiego dziecka, które urodziło się u nas w szpitalu. Tu stała się rzecz niesamowita. Pan doktor powiedział, że jego ciocia w odległej od Pułtuska miejscowości prowadzi rodzinny dom dziecka. Już na drugi dzień kilka osób z rodziny przyjechało do nas i sprawa znalazła pozytywny finał. Na razie dziecko jest w pieczy zastępczej, sąd musi przeprowadzić wszystkie procedury i być może będzie to szło kierunku adopcji. Cuda się jednak zdarzają! To, że dziecko nie musi czekać długo, że ma szansę na lepsze życie to jest wspaniała rzecz!
Ma też Pani pewne marzenie…
Moim marzeniem jest, żeby na naszym terenie powstały nowe rodziny zastępcze zawodowe, przeszkolone, przygotowane i gotowe na to, żeby przejąć opiekę w każdym czasie, niezależnie od tego, jaka jest sytuacja dziecka. Byłabym przeszczęśliwa, gdyby utworzył się kolejny rodzinny dom dziecka, gdyż ta forma najbardziej zaspakaja potrzeby powiatu i przede wszystkim dzieci. Chciałabym, żeby był to dom jednorodzinny, może nie w centrum miasta tylko na uboczu. To jest właśnie moje marzenie… i mam nadzieję, że pozyskam kilka rodzin. To byłby wielki sukces… Zdradzę tylko, że zgłaszają się kandydaci na rozmowy i może coś dobrego z tego wyniknie. Czekam na cud. A ten czasem przychodzi jak grom z jasnego nieba. Może ktoś zapuka po tym artykule i powie „No jednak odważyliśmy się! Zostaniemy rodziną zastępczą!”.
Dziękuję za rozmowę
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze opinie