Mija dokładnie 47 lat od nocy, która na zawsze zmieniła oblicze Pułtuska. W 1979 roku rzeka Narew przestała być sielskim elementem krajobrazu, stając się niszczycielskim żywiołem, który uwięził mieszkańców w domach i odebrał im poczucie bezpieczeństwa. Aby ocalić od zapomnienia te dramatyczne chwile, publikujemy unikalne wspomnienia pułtuszczan. Świadectwa walki z wielką wodą, solidarności w obliczu tragedii i strachu, którego nie da się zapomnieć, zostały spisane w 2019 roku na potrzeby wyjątkowego albumu wydanego przez Wydawnictwo Aleksander z okazji 40. rocznicy powodzi.
Pod drugiej stronie Narwi...
Czas powodzi, była to tragiczna sytuacja, dla popławian również. Doskonale wiedzieliśmy, że przerwało wał i miasto zalewa woda. W tym czasie w Bazylice odbywały się rekolekcje i my też w nich uczestniczyliśmy. Praktycznie z pierwszej ręki otrzymaliśmy wiadomość, że bardzo pilnie trzeba wracać do domu. I tak też się stało. Wtedy jeszcze nie było takich zabezpieczeń wzdłuż Narwi od strony Popław. Woda podchodziła tam także wcześniej, zwłaszcza w czasie roztopów tworząc rozlewiska. Oczywiście dla dzieci to była wielka atrakcja, ale dla domostw, gospodarstw rolnych – pamiętajmy, że Popławy były wtedy dzielnicą bardziej wiejską - niekoniecznie.
Po przerwaniu wałów na Popławach woda podeszła praktycznie do ulicy Tartacznej. W pamięci utkwiło mi układanie worków na poboczach, żeby nie dopuścić do przelewania się wody. Wyglądało to niebezpiecznie. Pamiętam także śnięte ryby, które dostawały się do stodół, gdzie stały worki z nawozami. Kiedy ta chemia wypłynęła do wody, to ryby nie wytrzymały.
Wśród ludzi panowało wielkie napięcie emocjonalne. Do mieszkańców Popław dotarła wiadomość, że pojawił się plan przerwania wału na stronę Popław i zalania dzielnicy. To miałoby uratować Pułtusk. Było to dla nas wszystkich przerażające. Nie sądzę, żeby był to dobry pomysł, ponieważ Narew już nie raz w historii zmieniała swoje koryto. Pozostały stawy, mniejsze większe, bagienne tereny. Być może są to też następstwa wcześniejszych powodzi.
Ludzie przeprawiali się oczywiście na drugą stronę, do Pułtuska, gdzie można było dotrzeć mostem Wyszkowskim i zobaczyć wszystkie zniszczenia, jakie powstały w mieście przez te kilka dni. Pamiętam też kładkę, ułożoną na ulicy Świętojańskiej, po której można było dojść do rynku, kiedy już woda troszeczkę opadała. Bo wiadomo, że wcześniej ten stan w mieście sięgał do 2 metrów. Pamiętam też zalane kościoły, z których najbardziej ucierpiała Bazylika, zwłaszcza z uwagi na ilość zgromadzonych w niej zabytków. Wyglądało to rzeczywiście nieciekawie. Właśnie wtedy Pułtusk odwiedził Edward Gierek. To była chyba krótka wizyta, ale do nas docierało też, że zobaczył miasto pod wodą i raczej, mówiąc delikatnie, nie pochwalił ówczesnych gospodarzy miasta. Kilka dni później był w Pułtusku generał Jaruzelski, który lądował helikopterem na terenie Popław.
Kiedy po kilku dniach wymyślono program przerwania wału przy moście wyszkowskim, dotarła do nas wiadomość, że woda zaczęła w mieście opadać. To było bardzo ważne. Atmosfera zrobiła się bardziej pogodna. Później zaczęło się wielkie sprzątanie miasta, w tym kościołów. Wymagało to dużego wysiłku od społeczeństwa. Później dowiedziałem się, że wiele instytucji i osób włączyło się w organizowanie pomocy dla ludności Pułtuska. Było przecież bardzo dużo osób, których dotknęła powódź w samym mieście.
Również do Bazyliki została skierowana pomoc od Prymasa Wyszyńskiego, który wysłał delegację. Księża przywieźli to, co najbardziej potrzebne do odprawiania mszy. Wszystko było zalane, zniszczone. Było to naprawdę miłe, że od samej „góry” idzie nie tylko współczucie, ale i realne wsparcie.
Jeden dzień jako młodzi ludzie, spędziliśmy właśnie na wałach, sypiąc piasek do worków, które były układane na zabezpieczeniach w różnych miejscach, natomiast w bezpośredniej akcji pomocowej czy charytatywnej nie brałem udziału, bo nie było takich możliwości. Miałem wtedy 18 lat, człowiek w tym wieku przeżywał to wszystko świadomie. Nasza szkoła, liceum, też była pod wodą i to wszystko było przygnębiające. Zapamiętałem też dojście przez ul. Świętojańską, tym pomostem właśnie, którym można było dojść w stronę rynku i pływające wszędzie łodzie czy transportery wojskowe – bardzo duże łodzie, amfibie. Sprzęt wojskowy przejeżdżał też przez Popławy, w stronę Ponikwi, Szygówka i Pawłówka, bo tam wiele gospodarstw, jeśli nie wszystkie, były zalane. Zdaje się, że wojsko ewakuowało stamtąd ludzi, do innych dowozili żywność. dowoziło tam żywność
Natomiast w wielu przekazach medialnych, telewizyjnych, radiowych, czy później gazetowych, ciągle wracało określenie „Pułtusk – Wenecja Mazowsza”, ale ta „Wenecja” tak wiele kosztowała wtedy Pułtusk i jego mieszkańców.
Same Popławy, w kontekście całego miasta Pułtuska, nie ucierpiały aż tak bardzo, ale te gospodarstwa, które znajdowały się w strefie zalania - do ulicy Tartacznej, od strony Pułtuska - ucierpiały. U mnie woda była na podwórku 5 metrów przed domem, kończyła się na takim podwyższonym poziomie, ale z okien widzieliśmy wodę. Pamiętam ciągłe zdenerwowanie rodziców, bo nie wiadomo było, co może nastąpić dalej. To była wielka niewiadoma. Wszyscy czekali na tę informację z miasta, co można zrobić, żeby woda zaczęła opadać.
Upłynęło sporo lat, ale gdzieś w pamięci te obrazy powracają. Teraz, w 40. rocznice powodzi, kiedy jest publikowanych wiele zdjęć, to wszystko wraca. I ja osobiście również to przeżywam, bo to był taki czas dość trudny dla całej społeczności. Tak to zapamiętałem.
ks. dr Dariusz Kisiel, mieszkaniec Popław
Tekst pochodzi z albumu "Wielka Woda 1979 - czterdzieści lat temu w kwietniu"

Serdecznie dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł. Na portalu Pultusk24.pl każdego dnia piszemy o najważniejszych wydarzeniach Pułtuska, powiatu pułtuskiego, Mazowsza a czasami Polski i świata. Bądź na bieżąco! Obserwuj Pultusk24.pl w Wiadomościach Google. Odwiedź nas także na Facebooku, Instagramie bądź YouTubie.
Tekst Ci się podobał? Niech przeczytają go inni – udostępnij na FB, wyślij link znajomym.
Chcesz podzielić się ciekawym newsem lub zaproponować temat? Byłeś świadkiem ważnego wydarzenia. Chcesz abyśmy w jakieś sprawie przeprowadzili dziennikarskie śledztwo. Skontaktuj się z nami, pisząc maila na adres: redakcja.pgp@pultusk24.pl
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze