Dzisiaj do naszej redakcji wpłynęło zgłoszenie o zakażeniu mieszkańca Pułtuska bakterią Legionella. Stan mężczyzny był krytyczny. Obecnie pacjent dochodzi do siebie w warszawskim szpitalu. Do zakażenia doszło w kwietniu, najprawdopodobniej w wyniku wdychania oparów niedostatecznie podgrzanej wody podczas kąpieli. Sytuacja miała miejsce w jednym z bloków przy ulicy KEN, zarządzanym przez prywatną spółdzielnię mieszkaniową.
Fakt zakażenia został oficjalne zgłoszony do Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Pułtusku, a przeprowadzone badanie wody jednoznacznie potwierdziło obecność bakterii w instalacji. Jak poinformował nas dyrektor placówki Sławomir Biesiekierski, osoba zainteresowana została od razu poinstruowana o tym, co ma robić. Sanepid ze swojej strony wystosował także oficjalne pismo do zarządcy budynku z dokładną instrukcją dalszych działań.
Głównym źródłem zakażenia tą niebezpieczną bakterią jest woda, która dostała się do układu oddechowego człowieka, m.in. w formie pary wodnej. Skażona para wodna bywa najczęściej wytwarzana przez codzienne urządzenia sanitarne, takie jak prysznice, ale też przez sprzęt rekreacyjny, w tym urządzenia instalowane na basenach oraz wanny z hydromasażem. Podobne zagrożenie mogą stwarzać klimatyzatory, fontanny, zraszacze, kurtyny wodne, nawilżacze powietrza, przemysłowe wieże chłodnicze, a nawet specjalistyczny sprzęt medyczny, jak respiratory, inhalatory czy unity stomatologiczne.
W standardowych warunkach domowych Legionella nie stanowi bezpośredniego zagrożenia. Problem zaczyna wtedy, gdy stworzy się jej odpowiednie warunki do namnażania. Czynnikami, które temu sprzyjają, jest m.in. temperatura wody od 20ºC do 45ºC oraz obecność w niej osadów, korozji, glonów, mułu i pierwotniaków. Bakterie idealnie rozwijają się w elementach instalacji pokrytych osadem wapiennym i kamieniem kotłowym, czyli m.in. na prysznicach, wylewkach baterii czy nasadkach sitkowych baterii umywalkowych.
Na ryzyko ciężkiego zachorowania Legionellą narażone są przede wszystkim osoby starsze, cierpiące na przewlekłe choroby płuc, pacjenci z poważnymi chorobami serca, a także osoby przyjmujące leki obniżające odporność i będące w trakcie chemioterapii.
W opisywanym przypadku z Pułtuska na tak dramatyczny i ciężki przebieg choroby wpłynął właśnie fakt, że zakażony mężczyzna od dłuższego czasu przyjmował chemioterapię. Mężczyzna przez 2,5 tygodnia był w stanie śpiączki farmakologicznej. Obecnie jego stan poprawia się, ale głosy lekarzy walczących o jego życie na OIOM-ie, potem na oddziale pulmonologii, są jednoznaczne - to cud, że żyje...
Temat będziemy kontynuować.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze