Mija dokładnie 47 lat od nocy, która na zawsze zmieniła oblicze Pułtuska. W 1979 roku rzeka Narew przestała być sielskim elementem krajobrazu, stając się niszczycielskim żywiołem, który uwięził mieszkańców w domach i odebrał im poczucie bezpieczeństwa. Aby ocalić od zapomnienia te dramatyczne chwile, publikujemy unikalne wspomnienia pułtuszczan. Świadectwa walki z wielką wodą, solidarności w obliczu tragedii i strachu, którego nie da się zapomnieć, zostały spisane w 2019 roku na potrzeby wyjątkowego albumu wydanego przez Wydawnictwo Aleksander z okazji 40. rocznicy powodzi.
Wielka woda… krótkie wspomnienie po 40 latach
5 kwietnia mija 40 lat od tragicznego wydarzenia w Pułtusku. Wielka powódź, jaka przeszła przez miasto i okoliczne wioski, zabrała wielu rodzinom cały ich dobytek.
Wspomnienia z tamtych dni mogą być dla każdego z nas odmienne. A pamięć po tylu latach zawodzi. Ja zapamiętałam ten czas tak…
Początek 1979 roku był śnieżnym koszmarem. Śnieżyce nadchodziły jedna po drugiej. Śniegu wciąż przybywało. Na Starym Mieście, idąc chodnikiem, szło się jakby w tunelu. W tunelu śnieżnego puchu.
Lekcje w szkołach odbywały się normalnie, choć w salach lekcyjnych było bardzo zimno. Siedzieliśmy na lekcjach ubrani w kurtki i rękawiczki. Nikt nie przeczuwał tragedii, która miała nastąpić… Wszyscy żyliśmy nadzieją na cud.
Gdy zaczynało się ocieplać, poziom wody wzrastał w zastraszającym tempie. Nasza klasa układała worki z piaskiem nad kanałkiem od strony ul. Nadwodnej. Traktowaliśmy to raczej jako wolne od lekcji niż faktyczne zagrożenie. Nosiliśmy, układaliśmy, nie zdając sobie sprawy, dlaczego.
I przyszedł ten dzień, 5 kwietnia. Zwykły, „niezwykły” dzień, codzienne obowiązki, szkoła, o 18 Msza - wówczas były rekolekcje wielkopostne w Bazylice.
Wracałam z Mszy ok. 19, chciałam przejść jak zwykle ulicą Nadwodną, ale nie mogłam. Woda z kanałku przelewała się na jezdnię. Poszłam ulicą Stare Miasto, tam wody jeszcze nie było. Pobiegłam co sił do domu, nie wiedząc, co tam zastanę. Nie byliśmy przygotowani na powódź. Sąsiedzi, którzy pamiętali powódź z 1958 r. twierdzili, że nic nie trzeba robić, trochę zaleje niektóre ulice i tyle. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna.
Dobiegłam do domu. Mama chora, wybiegła na ulicę w piżamie i krzyknęła - woda idzie! Tata pojechał na wieś i jeszcze nie wrócił, nie było z nim kontaktu (o telefonach komórkowych wtedy nawet nikt nie śnił). Mama próbowała go powiadomić, dzwoniąc z telefonu stacjonarnego do mieszkańców wsi, w której przebywał, ja natomiast w pośpiechu wynosiłam wszystko z piwnicy. Biegiem po prodiż, buty, garnki, najpotrzebniejsze rzeczy, które jeszcze tam były.
Wody przybywało. Tata wrócił. Jeszcze zdołał przejechać w ostatniej chwili. Udało mu się nawet wjechać do garażu i podłożyć cegły pod koła samochodu z nadzieją, że nie zatopi go woda.
I przyszła ta czarna godzina, to chyba około 20. Do dziś pamiętam głośne, przeraźliwe wycie syren, ciemność i szum, a właściwie huk wody, wybijającej piwniczne okienka, zalewającej w zawrotnym tempie piwnicę. Zamarliśmy. Ten okropny odgłos żywiołu, który zostaje na zawsze w człowieku. Ogromna fala powodziowa przyszła, niszcząc wszystko, co napotkała na swojej drodze. Nastąpiły egipskie ciemności, a po nich chwila ciszy, dezorientacja i strach, co dalej.
Wkrótce przypłynęły amfibie, nawoływano do ewakuacji. Sąsiadów ewakuowano do technikum, my zostaliśmy w domu. Przeszliśmy na górną kondygnację i tam zaczął się czas przetrwania. Było zimno, bardzo zimno. Nie wiem skąd mama wynalazła te wszystkie szlafroki, kołdry, którymi się okrywaliśmy. Człowiek na budynku dawnego Polamu wszedł na dach i krzyczał, był w ogromnej panice. Koszmar. Wkrótce zabrała go amfibia. Noc spędziliśmy pod warstwami kołder i koców. Zimno było przerażające.
Nadszedł kolejny dzień. Zimno, pustka, niepokój, lęk. Nie ma nic do jedzenia. Dopiero następnego dnia przypłynęła amfibia podając chleb, masło, mleko. Smak ówczesnego chleba i masła pozostał na zawsze…
Woda sięgała do ostatniego schodka w piwnicy, nie weszła do domu. W chwili wtargnięcia wybiła kanalizację. Fetor był ogromny. Brak prądu, ogrzewania, wody, strach i niepewność jutra. Takie uczucia towarzyszyły nam wówczas. Po kilku dniach jakby „przywykliśmy” do warunków. Żywność dowożono codziennie. Sąsiedzi umieli się wspaniale wspierać. To było doświadczenie ogromnej ludzkiej życzliwości. Pamiętam jak pan Zaręba, który posiadał łódkę, podpływał pod nasz dom, zabierał tatę i razem płynęli po żywność i inne niezbędne artykuły codziennego użytku. Pomoc wzajemna i troska o innych, solidarność międzyludzka była wyjątkowa.
Poziom wody w piwnicy nie obniżał się, a wręcz przybywało jej każdego dnia. Obserwowaliśmy ze strachem czy wejdzie do środka. Decyzja o przerwaniu wału była zbawienna. To działanie uratowało wiele domostw, i nas też, przed zalaniem. Woda zaczęła opadać.
Gdy zbudowano most pontonowy mogliśmy nim przedostać się do wyższych partii miasta, aby nabyć niezbędne produkty. Pamiętam, jak żołnierze pouczali, że tylko w ważnych sprawach można korzystać z mostu, a nie traktować go jak miejsca spacerowego.
Nadeszła Wielkanoc 15 kwietnia. Te święta były inne, może bardziej skromne i szare w scenerii popowodziowej, ale i pełne radości. Każda z rodzin otrzymała na święta przydział żywności. Pomoc i zaangażowanie ze strony miasta było ogromne. Wielkie podziękowanie całemu Sztabowi Przeciwpowodziowemu w Pułtusku!
Gdy woda zaczęła opadać, pozostawiła po sobie wiele centymetrów mułu, brudu i różnych przedmiotów, mebli, części samochodów, wszystkiego co przyniosła ze sobą… Widok był przerażający. Komisja szacowała straty poniesione przez powodzian. Żadne z zalanych przedmiotów nie nadawały się już do użytku.
Zaczęło się trudne sprzątanie, które trwało wiele miesięcy.
Życie powoli wracało do normy, a my do szkoły…
Widok zrujnowanego Pułtuska i ogromny szum wody, zalewającej nas – to najbardziej utkwiło mi w pamięci.
Choć minęło 40 lat, lęk przed żywiołem pozostał do dziś…
Bożena Potyraj
W 1979 r. zamieszkała przy ul. Stare Miasto
Tekst pochodzi z albumu "Wielka Woda 1979 - czterdzieści lat temu w kwietniu "

Serdecznie dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł. Na portalu Pultusk24.pl każdego dnia piszemy o najważniejszych wydarzeniach Pułtuska, powiatu pułtuskiego, Mazowsza a czasami Polski i świata. Bądź na bieżąco! Obserwuj Pultusk24.pl w Wiadomościach Google. Odwiedź nas także na Facebooku, Instagramie bądź YouTubie.
Tekst Ci się podobał? Niech przeczytają go inni – udostępnij na FB, wyślij link znajomym.
Chcesz podzielić się ciekawym newsem lub zaproponować temat? Byłeś świadkiem ważnego wydarzenia. Chcesz abyśmy w jakieś sprawie przeprowadzili dziennikarskie śledztwo. Skontaktuj się z nami, pisząc maila na adres: redakcja.pgp@pultusk24.pl
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze