Paryż ma Wieżę Eiffla. Rzym Koloseum. A Pułtusk? Czy Żółte Kraty coś Wam mówią...?
W Pułtusku wszystko stało się oficjalne i jasne, świeci nawet lampą prosto w oczy… Właściciele lokalu przy ul. Świętojańskiej wzięli pod uwagę głos mieszkańców i zamiast udawać, że prowadzą najzwyklejszy sklep ogólnospożywczy, powiesili nad wejściem żółty – nie mogło być inaczej – neon z nazwą, którą od dekad zna chyba każdy Pułtuszczanin i Pułtuszczanka - „ŻÓŁTE KRATY”. Tym samym stały się one oficjalnym punktem orientacyjnym na mapie miasta, a nie tylko hasłem rzucanym do znajomych „Widzimy się za kratami!”
Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie zacytowali w tym momencie znalezionej w internecie "więziennej" twórczości w stylu „perspektywa zależy od punktu siedzenia, dla jednych kraty to ograniczenie wolności, dla innych – wstęp do dobrej zabawy. Albo inną mądrość nieznanego autora: „Kraty są po to, żeby ci na zewnątrz nie widzieli, jak dobrze bawimy się w środku”. I tak jest właśnie z kratami naszymi rodzimymi…
Wbrew ponurym skojarzeniom z życiem więziennym, za „kratami” znajdziemy absolutnie wszystko. Bo Żółte Kraty nie są zwykłym sklepem monopolowym. Są pierwszą pomocą, także imprezową. Skończyły się napoje "wyskokowe”? W kratach są. Zabrakło chipsów? Proszę bardzo. Brakuje soku, paluszków, pilnie potrzebujesz pasztetu, słoika korniszonów, drożdżówki czy baterii do pilota? Żółte Kraty wydadzą i ten towar.
I jest jeszcze coś… W ciepłym blasku neonu, niemal jak w legendarnym warszawskim Supersamie na placu Unii Lubelskiej, zakupy robi się wręcz luksusowo. Aż miło rzucić do znajomych - „Wpadaj na bifor, a potem na after! Catering mam prosto z Żółtych Krat” ;)
Przyjemnych zakupów! Do zobaczenia za kratami…

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze