Znałem Jerzego Załogę od początku lat osiemdziesiątych. Był dobrym kolegą mojego Ojca, więc jako dzieciak siłą rzeczy byłem świadkiem wielu ich rozmów. Nie zawsze – zwłaszcza kiedy miałem kilka lat - ciekawiło mnie, o czym mówią, ale cieszyłem się z tych wizyt. Zwłaszcza że przyjazdom Jurka często towarzyszyła rzecz dla mnie znacznie wtedy ważniejsza od tematów dorosłych – oranżada!
Była smaczna, słodka i jakaś taka… inna.
Później zrozumiałem, że ta oranżada była właściwie zapowiedzią znacznie większej historii. Napoje „Jerry” stały się w pewnym momencie towarem bardzo poszukiwanym i, przynajmniej w moim pokoleniu, doskonale znanym. Bywałem na ulicy Wojska Polskiego, gdzie powstawały. O winach i importowanym piwie też sporo słyszałem, choć z tego rodzaju doświadczeniami musiałem jeszcze trochę poczekać. Ale pamiętam, że pierwszy, ukradkiem wypity napój „tego” typu również był od Jurka.
Później nasze drogi zeszły się już w zupełnie innym miejscu. Jako naczelny „Pułtuskiej Gazety Powiatowej” wspierałem Nadnarwiankę Pułtusk, którą Jurek z powodzeniem kierował na początku XXI wieku. Były mecze, długie rozmowy na stadionie, spotkania przy stoisku Oligocen podczas Dni Patrona, dyskusje w Domu Rzemiosła.
Były też okazje mniej oficjalne. Kiedyś dostałem od Jurka ciemnozielony polar z logo pewnej polskiej wódki, znanej zresztą na całym świecie. Mam go do dziś.
Jest czerwiec 2006 roku. Nadnarwianka po znakomitym meczu potwierdziła awans do III ligi. Gratulowałem Jurkowi, a radość była taka, że do dziś trudno ją pomylić z czymkolwiek innym. W sporcie, podobnie jak w biznesie, bywają chwile, kiedy przez moment wszystko wydaje się możliwe.
Pamiętam też Jego zrealizowany pomysł – restaurację „Pod Arkadami”. Restaurację, ale chyba również coś więcej – miejsce, które miało swój charakter i swoich ludzi. To podczas jednej z naszych rozmów pojawił się pomysł, aby stali bywalcy mieli tam kufle do piwa z własnym imieniem.
Pamiętam salę na górze Domu Rzemiosła, spotkania ze znanymi ludźmi i bale organizowane przez Jurka jako Starszego pułtuskiego Cechu. Pamiętam jego aktywność w środowisku rzemieślniczym. Dopóki pozwalały mu na to siły, był człowiekiem, który nie potrafił chyba po prostu stać z boku. Pułtuscy rzemieślnicy wiele Mu zawdzięczają.
Jurek należał do pierwszego pokolenia pułtuskich przedsiębiorców, które musiało właściwie wszystko wymyślać od początku. Lata 90. były pod tym względem czasem szczególnym. Trochę siermiężnym, trochę chaotycznym, często bez instrukcji obsługi, za to z poczuciem, że naprawdę można coś stworzyć.
Jurek stworzył.
Z sukcesami i porażkami, jak to w biznesie. Ale też z czymś, co dziś warto szczególnie przypomnieć – z przekonaniem, że działalność gospodarcza nie musi oznaczać wyłącznie liczenia pieniędzy. Pomagał, wspierał inicjatywy społeczne, kulturalne i charytatywne. Jeśli uznawał, że sprawa jest tego warta, można było na Niego liczyć.
Może właśnie dlatego określenie „kapitalizm z ludzką twarzą” w Jego przypadku nie jest tylko publicystyczną figurą.
Z czasem widywaliśmy się coraz rzadziej. Stulecie Nadnarwianki, jakieś przypadkowe spotkania, krótkie rozmowy gdzieś na mieście. Życie ma tę osobliwą właściwość, że ludzi, których znamy przez dziesięciolecia, potrafi nagle przenieść na dalszy plan – nie dlatego, że stają się mniej ważni, tylko dlatego, że czas nie stoi w miejscu.
Ostatni raz spotkaliśmy się zaledwie kilka dni temu, przed pułtuską kolegiatą. Jurek szedł na odpustową Mszę. Dzień wcześniej otrzymał Medal za zasługi dla Pułtuska. Pogratulowałem Mu.
Podziękował. Uśmiechnął się. Uścisnęliśmy sobie dłonie.
Nie wiedziałem, że to będzie nasze ostatnie spotkanie.
I chyba właśnie takie zostaną mi po Jurku wspomnienia: nie jedno wielkie wydarzenie, ale wiele drobnych obrazów.
Żegnaj, Panie Jurku.
Dziękuję za wszystkie lata, za rozmowy, za wspomnienia, za oranżadę z dzieciństwa, zielony polar, za Nadnarwiankę, za awans w 2006 roku, za Pułtusk i za to, że byłeś częścią jego historii.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze