Pod koniec ubiegłego roku w naszym mieście pojawiła się wielka nadzieja. W połowie grudnia ponad pięćdziesiąt rodzin żyło już tylko jedną myślą – "Przeprowadzka do nowego lokum!" To miał być dla nich nowy, dobry początek... A okazał się... Posłuchajcie...
W starych koszarach stał wreszcie piękny, odnowiony blok. Pachniał świeżą farbą, zachęcał elegancką elewacją, nowymi oknami i przestronnymi mieszkaniami. Z końcem roku wybrane przez specjalną komisję rodziny miały dostać do nich klucze. Dla wielu z nich znaczyło to więcej niż tylko zmiana adresu...
To miało być pierwsze w życiu prawdziwe mieszkanie! Nie kątem u kogoś! Nie w innym lokalu komunalnym o standardzie urągającym godności! Nie tymczasowo! Na dłużej! Wreszcie u siebie!
Ta historia o nadziei dotyczyła nie tylko tych ponad pięćdziesięciu rodzin, które miały wprowadzić się do dawnego koszarowca wyremontowanego przez miasto Pułtusk we współpracy ze spółką SIM Północnego Mazowsza. Kiedy bowiem oni mieli dostać nowe mieszkania, zwalniało się całkiem sporo starych lokali komunalnych. Co prawda o kiepskim standardzie, ale dla ludzi o najniższych dochodach wciąż był to dach nad głową. I oni też na niego czekali...
Łącznie - w tej wielkiej pułtuskiej przeprowadzce, w tym łańcuchu wielkiej nadziei - miało wziąć udział ponad sto rodzin. Logistycznie miało wyglądać to tak, że jedni się wyprowadzają, drudzy wprowadzają, ktoś wreszcie przestaje tułać się po wynajmowanych kątach. Bo przecież niektóre z osób, którym obiecano mieszkanie, wynajmowały lokale prywatnie. Kiedy dowiedziały się, że dostaną lokal komunalny, chciały być fair wobec wynajmujących i wypowiedziały umowy. Przecież decydenci ich zapewniali: Wszystko jest gotowe. Termin pewny. A oni uwierzyli...
Kiedy niektórzy wypowiedzieli już umowy w dotychczasowych, tymczasowych miejscach zamieszkania, szykowali się do przeprowadzki, zaczęły się pierwsze szepty - że coś się opóźnia, że może jednak nie zdążą, że coś jest nie tak!
Grudniowy termin przestał nagle obowiązywać. Podano nowy – koniec stycznia. Władze miasta uspokajały - to już na pewno ostateczny termin. Ci, którzy mieli wypowiedziane umowy najmu, jakoś uprosili właścicieli o ich przedłużenie jeszcze o miesiąc.
Nadal wierzyli... Przecież pani burmistrz obiecała! Dotrzyma danego im słowa!
...ale kiedy oni drżeli o dach nad głową dla swoich dzieci i siebie, w przestronnych gabinetach pułtuskich urzędów nikt o nich nie myślał, bo toczyła się zupełnie inna "bajka"... Nie mówiono tam o mieszkaniach. Tam mówiono o... STOŁKACH! DLA SIEBIE! Spotykali się politycy z PiS i PSL. Liczyli, dzielili, negocjowali. Kto zostanie wiceprzewodniczącym rady. Kto dostanie stanowisko. Kto będzie zastępcą burmistrza.
– Ale przecież zastępca już jest! – ktoś zauważył.
– To powołajmy drugiego! – padła odpowiedź.
Bo kiedy dzieli się władzę, zawsze można przecież "dostawić" jeszcze jedno krzesło.
Mówicie, że ktoś nie ma dachu nad głową? Że nie może w bezpiecznych warunkach położyć spać swoje dzieci? Cicho! Nie zawracajcie głowy! Są ważniejsze sprawy! Liczyć będziecie się na chwilę podczas wyborów, do momentu, w którym złożycie krzyżyk na karcie wyborczej. Później krzyżyk jak widać decydenci postawią na Was...
Mijały tygodnie. W gabinetach trwały rozmowy o stanowiskach. O przewodniczących komisji, o stołkach w miejskich spółkach. A w mieście, wśród mieszkańców, rosły niepewność i strach przed jutrem bez dachu nad głową. W połowie stycznia ludzie zaczęli mówić coraz głośniej: "Coś jest nie tak!" Informacje krążyły od klatki, do klatki.
W końcu pojawił się oficjalny komunikat - "Spółka SIM chce jeszcze dwóch milionów złotych. Jeśli ich nie dostanie – budynek nie zostanie oddany".
I nagle cała ta wielka przeprowadzka zatrzymała się jak pociąg, który stanął w szczerym polu. Nastąpił jeden zgrzyt hamulców i wręcz przeszywająca cisza.
Ci, którzy mieli dostać nowe mieszkania – nie mogli się wprowadzić. Niektórzy z nich zostali więc w dotychczasowych mieszkaniach komunalnych, do których mieli się wprowadzić inni mieszkańcy. Ci ostatni zostali z niczym. Ponad sto rodzin utknęło w zawieszeniu. Niektórzy, mając obiecaną przeprowadzkę, nie zrobili zapasu węgla czy drewna, bo po co wydawać pieniądze i kupować opał na całą zimę, skoro obiecano im mieszkanie w budynku ogrzewanym gazem?
Ludzie byli zdruzgotani. Chodzili do urzędu. Pytali. Prosili o odpowiedzi. Jedno ze spotkań z panią burmistrz zamieniło się w rozpaczliwą awanturę. Były łzy. Były podniesione głosy. Były krzyki. Bo trudno zachować spokój, kiedy człowiek nie wie, gdzie będzie spał, na czym ugotuje obiad dla dzieci.
Padły nawet dramatyczne prośby, by pani burmistrz wzięła do swojego domu na jakiś czas pod opiekę dzieci z niektórych rodzin. Bo jak mają zapewnić im bezpieczeństwo rodzice, którzy za chwilę nie będą mieli gdzie mieszkać?
A losy mieszkańców naprawdę są dramatyczne! Jedna z mieszkanek Pułtuska musiała opuścić wynajmowane dotychczas mieszkanie. Nowego nie dostała. Przez kilka dni spała na klatce schodowej! Została osobą bezdomną! Tak wyglądała ta urzędnicza, pułtuska "bajka" o nowych mieszkaniach w Pułtusku. Dziś ta kobieta mieszka w domu pomocy społecznej!
W równoległej rzeczywistości sukces gonił sukces, a szczęścia było co niemiara. 26 lutego wszystko się udało. Mieszkania? Nie bądźcie naiwni! Udała się koalicja! Otworzyły się dla wielu drzwi do awansu bądź dobrych posad. Karuzela ruszyła. Sesje rady powiatowej i miejskiej przebiegły sprawnie. Głosowania poszły szybko. Stanowiska rozdano, wiceprzewodniczący wybrani, zarządy uzupełnione. Trochę pokłócono się z tymi, którzy musieli oddać swoje fotele, ale wielkiego dramatu nie było. Szybko, sprawnie, z nadzieją, że ludzie pogadają, ale przestaną, wszystko przyprószy kurz bitewny o stołki i zalegnie wyczekiwana cisza, przerywana szelestem przelewanej na konta kasy...
I wiecie co? Podczas sesji, przemówień dziękczynnych, etc. zapomniano o najważniejszym... Nie padło ani jedno zdanie o programie dla miasta. Nie padło ani jedno zdanie o tym, co właściwie łączy koalicjantów. I co najbardziej uderzające – nie padło ani jedno słowo o ludziach, którzy nie mają gdzie mieszkać. Czy musimy pisać, co w mieście się liczy...?
Dziś mieszkańcy wciąż czekają. Nikt nie chce powiedzieć kiedy dostaną klucze. Według naszych informacji dwie rodziny zapowiedziały już rezygnację. Nie są w stanie dłużej żyć w tej niepewności. Nie stać ich na to.
Krążą też nowe pogłoski: jeśli miasto zapłaci spółce dodatkowe pieniądze, rachunek za to zapłacą mieszkańcy! Będą wyższe czynsze. Wyższe kaucje. Nie wszystkich będzie na to stać.
Tymczasem w równoległej, pełnej blasku fleszy, gratulacji, uścisków, poklepywań po plecach, rzeczywistości same dobre (dla niektórych) wieści. Od 9 marca Pułtusk po raz pierwszy w swojej historii ma dwóch (!!) zastępców burmistrza. Bo kiedy trzeba dopiąć polityczne rachunki, zawsze znajdzie się jeszcze jedno krzesło.
Tylko mieszkań w tej urzędniczej "bajce" wciąż brakuje.
Za to różnych krzeseł jeszcze trochę jest. Będą kolejne zmiany! PiS i PSL to sprawne partie zadowolonych i zaopiekowanych działaczy! Nie dadzą zrobić sobie krzywdy!
Oderwanym od przyziemnej rzeczywistości, zachłyśniętym nowymi posadami, decydentom przypominamy co słychać na mieście. Tu jest płacz i rozpacz mieszkańców.
Nie ma tygodnia, aby mieszkańcy nie kontaktowali się z naszą redakcją w tej sprawie. Mają do nas zaufanie. Słuchamy ich i sukcesywnie piszemy o tym gigantycznym problemie. W miniony piątek dostarczyli nam pismo jakie skierowali do Burmistrz Pułtuska Beaty Józwiak z prośbą o wyjaśnienia i informacje.
Najnowsza wiadomość jest taka – pod koniec marca władze miasta wraz ze wszystkimi radnymi mają się spotkać z władzami spółki SIM Północnego Mazowsza. Czy spotkanie przyniesie oczekiwany przez mieszkańców efekt – zobaczymy!
Jedno jest pewne – spotkanie jest co najmniej trzy miesiące za późno! Dlaczego? Bo dla decydentów ważniejsi byli oni sami, ich stołki, ich kieszenie, ich koalicja! Jak to się mówi - TKM!
P.S. O tym, że konstrukcja finansowa całej inwestycji polegająca na tym, że budynek koszarowy jest remontowany za pieniądze miasta (pożyczone, ale jednak) przez spółkę SIM, która będzie jego właścicielem pisaliśmy wielokrotnie. Koszt tych ponad pięćdziesięciu mieszkań dawno przekroczył ceny rynkowe i poszybował dramatycznie w górę. Kto bogatemu zabroni?!
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Drażni mnie to czepianie się naszych jaśnie wielmożnych słońc narodu pułtuskiego ha ha ha. Toć to nasi umiłowani dobrodzieje, niewdzięczność bije z tego artykułu. Mam nadzieję że wrócą stare przyzwyczajenia i wszyscy skończycie w dybach na rynku.