Reklama

Wójt stulecia? Na otwarciu mostu nikt nie miał wątpliwości

Byłem w swoim dziennikarskim życiu pewnie na grubo ponad setce uroczystości otwarcia jakiejś inwestycji, przecięcia wstęgi. Zawsze jest na nich radość – z oddania szkoły, drogi, chodnika, oczyszczalni czy nawet obwodnicy. Ale nigdy – może z jednym małym wyjątkiem, o którym za chwilę – nie widziałem tak spontanicznej, autentycznej i szczerej radości mieszkańców jak podczas otwarcia mostu między Nową Łachą a Nowym Lubielem.

I chyba nigdy nie spotkałem się z tak zgodną opinią wszystkich – od najzwyklejszych mieszkańców okolicy, poprzez niezwykle licznych tu letników, samorządowców wszystkich szczebli, aż po parlamentarzystów – o jednym człowieku. O wójcie gminy Rzewnie Wiesławie Chrzanowskim.

Padały słowa mocne: „wójt stulecia”, „ojciec tego sukcesu”, „to jemu zawdzięczamy ten most”, „on był liderem”, „gdyby nie on, tego mostu by nie było”. I co ciekawe – padały z każdej politycznej strony.

Starzy polityczni wyjadacze i samorządowcy z wieloletnim doświadczeniem wiedzą o czym mówią. Budowa mostu na jednej z większych polskich rzek to nie remont gminnej drogi czy wymiana dachu na szkole. To przedsięwzięcie ogromne organizacyjnie, finansowo i administracyjnie. Wiedzą też, na jakie przeszkody – te całkiem obiektywne, ale również te natury politycznej – natrafiała ta inwestycja. Wiedzą, ile kosztowała pracy, determinacji, uporu i charakteru.

Reklama

A mieszkańcy patrzą na to znacznie prościej.

O potrzebie mostu mówiło się tutaj od pokoleń. Co jakiś czas coś słyszeli, pojawiały się pomysły, nadzieje, plany. I nic. Aż nagle – bo w perspektywie tych wszystkich dziesięcioleci naprawdę można powiedzieć, że nagle – przyszedł wójt, powiedział, że most będzie, zakasał rękawy i w niespełna dwie kadencje most stoi.

Można więc zrozumieć tę radość. I można zrozumieć, dlaczego Wiesław Chrzanowski podczas otwarcia zbierał tyle pochwał. W samorządzie bardzo łatwo przypisać sobie sukces, kiedy inwestycja jest już gotowa, przeciąć wstęgę i stanąć do zdjęcia. Znacznie trudniej być tym, który kilka lat wcześniej bierze na siebie ryzyko i mówi: robimy.

Reklama

Goście, którzy przyjechali z dalszych stron i po otwarciu mostu wybrali się na wieńczący uroczystość koncert „Mazowsza” przed Urzędem Gminy Rzewnie, mieli zresztą jeszcze jeden powód do zdziwienia. Gdy zobaczyli tamtejszy Dom Kultury, niejednemu – mówiąc kolokwialnie – opadła szczęka. Tam, gdzie jeszcze niedawno właściwie było ściernisko, stoi dziś obiekt, którego nie powstydziłoby się miasto liczące dwadzieścia czy trzydzieści tysięcy mieszkańców.

I wtedy człowiek zaczyna rozumieć, że ten most nie wziął się znikąd.

Reklama

Bo pieniądze można zdobyć albo stracić. Programy pomocowe pojawiają się i znikają. Polityczne koniunktury się zmieniają. Ale żeby z możliwości zrobić coś, co zostanie na dziesięciolecia, potrzeba jeszcze ludzi, którzy potrafią powiedzieć: „Spróbujemy!” A później, kiedy zaczynają się problemy, nie odpuszczą.

Dlatego z tego otwarcia najbardziej zapamiętam nieoczywiste przecinanie wstęgi, którego dokonali… wszyscy obecni. Miała ona bowiem długość całego mostu, nożyczek rozdano dziesiątki i każdy – od posła po dzieci z Lubiela – mógł przeciąć swój kawałek.

Reklama

I chyba właśnie ten obraz – dziesiątki ludzi stojących z nożyczkami przy ciągnącej się przez most wstędze – najlepiej oddaje sens całej tej uroczystości. Bo choć lider tej inwestycji był jeden, to od tego dnia most należy do wszystkich.

A ten jeden wyjątek, o którym wspomniałem na początku? To było 1 września 1999 roku w Gródku, w gminie Obryte. Wójt Jan Mroczkowski dopinał jeszcze ostatnie szczegóły przed uroczystym rozpoczęciem roku szkolnego w nowej szkole. Pamiętam jego emocje, ale przede wszystkim pamiętam radość rodziców i dzieci. Było w niej coś niezwykle autentycznego – poczucie, że właśnie wydarzyło się coś naprawdę ważnego dla całej miejscowości – wszak nowa szkoła to jest coś!

Reklama

Minęło od tamtego dnia niemal 27 lat i przez ten czas byłem na dziesiątkach, a pewnie grubo ponad setce podobnych uroczystości. I dopiero teraz, na moście między Nową Łachą a Nowym Lubielem, zobaczyłem podobną radość. Tę, której nie da się wyreżyserować, wpisać do scenariusza uroczystości ani zamówić razem ze wstęgą i nożyczkami.

Grzegorz Hubert Gerek

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo pultusk24.pl




Reklama