Warszawscy chirurdzy dokonali operacji, jakiej dotąd nie opisano w medycynie światowej. Pacjentce z zaawansowanym rakiem dróg żółciowych, dla której zabrakło już standardowych metod terapeutycznych, wszczepili tymczasowy fragment wątroby od zmarłego dawcy, dając jej własnemu narządowi czas na regenerację.
Radczyni prawna z Warszawy, opuściła już szpital po operacji, która może zmienić podejście do leczenia najcięższych postaci nowotworów wątroby. Choroba zajęła większą część jej narządu, a osłabienie organizmu wykluczało klasyczną transplantację. Sytuacja wydawała się bez wyjścia.
Ratunek dla chorej w stanie krytycznym
Lekarze z Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego (UCK WUM) zdecydowali się na rozwiązanie, którego wcześniej nikt nie testował. Postanowili wykorzystać naturalne właściwości regeneracyjne wątroby, ale najpierw musieli zabezpieczyć chorą w momencie, gdy pozostawiona część jej narządu byłaby zbyt mała, by utrzymać funkcje życiowe.
— Mieliśmy do czynienia z wieloletnim przebiegiem choroby nowotworowej, która przez długi czas była kontrolowana leczeniem systemowym, czyli chemioterapią. W pewnym momencie największym dramatem dla chorych, którzy nie mają już szans na leczenie radykalne, jest to, że chemioterapia albo przestaje być tolerowana, albo przestaje działać. Wtedy nie ma już ratunku. Metoda, którą zastosowaliśmy, była próbą znalezienia wyjścia z sytuacji beznadziejnej. I ta próba się powiodła — powiedział Medonetowi prof. Michał Grąt, chirurg i onkolog z WUM.
Chimeryczny narząd z dwóch wątrób
Chirurdzy wycięli większą część chorego narządu, a guz usunęli poza organizmem pacjentki. W jej ciele pozostało zaledwie około 20 proc. wątroby — zbyt mało, by samodzielnie podołać obciążeniom. Zespół sięgnął więc po rozwiązanie bez precedensu: doszył do tego fragmentu podobnej wielkości kawałek pobrany od zmarłego dawcy. Taki hybrydowy narząd miał czasowo wspierać organizm chorej.
Prof. Grąt wyjaśnił, jakie warunki muszą być spełnione, by wątroba mogła się odbudować. Zdrowy narząd potrafi zregenerować się nawet wtedy, gdy pozostanie tylko jedna piąta jego pierwotnej masy. Przy umiarkowanym uszkodzeniu, np. po chemioterapii, potrzeba jednak około 30 proc., a przy poważniejszych zmianach bez cech niewydolności — 40 proc. lub więcej.
Operacja rozłożona na dwa dni
Zabieg rozpoczął się 11 maja i trwał do następnego dnia. Skala trudności technicznych była wyjątkowa — same połączenia naczyniowe liczyły kilkanaście sztuk. Zespół pracował nie z mikroskopem, lecz w czterokrotnym powiększeniu, przy użyciu lup operacyjnych.
— Dla nas to też jest trochę kosmos. Oczywiście wszystko było przemyślane i zaplanowane, ale zobaczyć, że ta koncepcja rzeczywiście działa, to coś, co bardzo nas napędza do dalszej pracy. Operacja rozpoczęła się 11 maja, a zakończyła tak naprawdę dopiero następnego dnia. Tego rodzaju zabiegi są bardzo długie i niezwykle skomplikowane technicznie. Przy niektórych przeszczepieniach, szczególnie fragmentów wątroby, ale czasem również całego narządu, dochodzi do krwawienia, którego nie da się w danym momencie całkowicie opanować. W takiej sytuacji pozostawia się w jamie brzusznej serwety i wraca do operacji po kilku lub kilkunastu godzinach, dając czas na wyrównanie zaburzeń krzepnięcia — powiedział rozmówca Medonetu.
Dodatkową trudność stanowiły dwie powierzchnie resekcji, czyli odsłonięte fragmenty tkanki powstałe po oddzieleniu części wątroby. Po przywróceniu przepływu krwi takie miejsca potrafią intensywnie krwawić. Chirurdzy pozostawili w jamie brzusznej serwety, przerwali zabieg na kilka godzin, a następnie do niego wrócili. W międzyczasie nowy narząd zaczął już pracować i korygować zaburzenia krzepnięcia.
Regeneracja własnej wątroby
Po tygodniu, gdy pozostawiona część wątroby pacjentki zaczęła się odbudowywać, lekarze przeprowadzili kolejny zabieg. Fragment pochodzący od dawcy został usunięty — chora nie potrzebowała już zewnętrznego wsparcia. Jej narząd samodzielnie przejął wszystkie funkcje.
Prof. Grąt podkreślił, że tego rodzaju procedury zalicza się do ekstremalnej chirurgii wątroby. Ryzyko powikłań jest przy nich bardzo wysokie, dlatego kluczowe znaczenie ma częsta kontrola stanu pacjenta i błyskawiczna reakcja na wszelkie niepokojące sygnały. Zespół szykuje publikację naukową opisującą przeprowadzoną operację i planuje przesłać ją do jednego z czołowych czasopism medycznych.
Nowy kierunek w chirurgii onkologicznej
Rekonwalescencja Niny Berlińskiej trwała około dwóch miesięcy. Część tego okresu spędziła w szpitalu, później była w domu, ale musiała ponownie wrócić na oddział, żeby otrzymać leki wymagające kontroli w warunkach szpitalnych. Przez cały czas jej stan pozostawał dobry.
— Liczę, że mój przypadek pokaże innym pacjentom, że nie wolno się poddawać. Zawsze warto wierzyć, że istnieją różne metody rozwiązania nawet najtrudniejszej sytuacji — podkreśliła pacjentka.
— Czuję satysfakcję i ogromną dumę z naszej pracy, z pracy całego zespołu. Ale przede wszystkim czuję nadzieję, że dla dużej części chorych, którym dotychczas musieliśmy przekazywać dramatycznie trudną informację, że na określonym etapie zaawansowania choroby nie potrafimy już im pomóc, będziemy mogli mieć lepszą wiadomość. Powiedzieć im: tak, mamy opcję. Nie jest prosta, wiąże się z ogromnym ryzykiem, ale daje szansę — podsumowuje w rozmowie z Medonetem prof. Grąt.
Więcej informacji w Medonecie - tutaj
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze