Chwile grozy przeżyli pułtuscy wędkarze, którzy postanowili złowić jakąś rybkę na Wielkanoc, żeby wzbogacić świąteczne menu o wigilijny akcent. Zamiast wrócić do domu z torbami pełnymi sandaczy, szczupaków czy płotek, cieszyli się, że uszli z życiem.
- Pani, to był potwór! – mówił jeden ze świadków wstrząsającego zdarzenia, do którego doszło w dzisiejsze popołudnie. Pan Jerzy najpierw usłyszał dziwny, niecodzienny dźwięk, jakby fale rozdzierała motorówka, ale bez charakterystycznego dźwięku silnika. Potem jego oczom ukazało się coś, czego w życiu nigdy nie widział. – Róska łódź czy co? – pomyślał najpierw, ale późniejsze wydarzenia potoczyły się tak szybko, że już nie zdążył pomyśleć o niczym.
Patrzył tylko, jak kilkunastometrowy stwór, cały pokryty łuskami, z kolcami na grzbiecie i długim ogonem rozwiera ogromne szczęki, łapie za filar mostu i bez żadnego wysiłku odgryza jego dużą część. Trwało to kilka sekund, kilka, a może nawet kilkanaście minut czy godzin, jakby czas już nie obowiązywał. Ocknął się nasz rozmówca dopiero wtedy, gdy zaczęły spadać na niego kawałki betonu z rozszarpywanego przez potwora mostu.
Kiedy uciekał, zobaczył tylko, jak inni wędkarze rzucali swoje wędki, a potem biegli w takim samym popłochu jak on, machając rękami i krzycząc potwór, potwór!
Trzech innych naszych rozmówców potwierdza słowa pana Jerzego, który mimo ogólnej paniki, jaka zapanowała, zdążył na chwilę odzyskać zimną krew i zrobić zdjęcie telefonem, żeby nie było, że zmyśla. No i żeby żona się nie zdziwiła, że poszedł na ryby i wrócił z pustymi rękami, bo wiecie, jak to jest.
Oczywiście nasze służby kryzysowe natychmiast opanowały sytuację, potwór został schwytany i przekazany do Instytutu Stworzeń Wodnych do Warszawy. Okazało się, że jest to współczesna wersja mosasaurusa hoffmanni, który wymknął się z instytutu, bo normalnie poczuł wiosnę, czego i Państwu życzymy!
Ps. Stwór, jak się okazało, ma na imię Pusio. Bardzo przeprasza za ten most i za to, że wziął sobie kawałek na wynos (to jego przysmak), chociaż jest mu przykro, że wędkarze mówili o nim per potwór.
* Niniejszy materiał ma charakter satyryczny. Przy jego tworzeniu nie ucierpiał żaden wędkarz, most, ani przedstawiciele fauny i flory.

Na zdj. Pusio u siebie w instytucie
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze