29 stycznia zmarł Wojciech Jaworski - rodowity Pułtuszczanin, doktor nauk humanistycznych, wieloletni nauczyciel i wykładowca akademicki, a przede wszystkim mąż, ojciec, brat, dziadek i pradziadek. Miał 78 lat.
Urodził się w 1947 roku. Dzieciństwo i młodość spędził w Pułtusku, dorastając w samym sercu miasta - na rynku, do którego często wracał we wspomnieniach. Był absolwentem Liceum Ogólnokształcącego im. Piotra Skargi, a następnie Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie ukończył studia magisterskie. W 1981 roku obronił pracę doktorską w Instytucie Badań Pedagogicznych.
Przez całe życie dzielił się swoją wiedzą i doświadczeniem z kolejnymi pokoleniami uczniów i studentów. Jako nauczyciel akademicki był ceniony i lubiany - potrafił mówić jasno, prosto i trafnie. Miał wyjątkowy dar nawiązywania relacji z ludźmi. Nawet w późniejszych latach młodzi chętnie wracali do niego po radę, wiedząc, że zostaną wysłuchani z uwagą i zrozumieniem.
Szczególne miejsce w jego życiu zajmowała gmina Zatory, z którą przez wiele lat był zawodowo związany jako nauczyciel szkoły podstawowej. To tam nawiązał wiele przyjaźni i relacji, które przetrwały lata. W tym okresie poślubił swoją ukochaną żonę Irenę. Zatory - jak często podkreślał - były dla niego oazą spokoju i najwspanialszym miejscem do życia.
Ostatnie 25 lat spędził w Popławach. To tam znalazł swoją wymarzoną ostoję ciszy. Latem potrafił godzinami obserwować bociany, które założyły gniazdo w bezpośrednim sąsiedztwie jego domu – był to jeden z jego codziennych, cichych rytuałów.
Do końca zachował pogodę ducha. Mimo długiej i trudnej choroby nie tracił uśmiechu. Na pytanie o samopoczucie często odpowiadał krótko: „wyśmienicie”. W pamięci bliskich i znajomych pozostanie jego charakterystyczny obraz - pana Wojciecha z nieodłączną skórzaną saszetką, papierosem w dłoni i codzienną gazetą. Te drobne gesty i przyzwyczajenia tworzyły jego świat, a dziś przywołują ciepłe wspomnienia.
Cenił rozmowę i obecność drugiego człowieka. Do ostatnich chwil pragnął zachować samodzielność i nie poddawać się chorobie. Jeszcze dzień przed śmiercią rozmawiał z sąsiadami, bliskimi, załatwiał codzienne sprawy i planował zadania na kolejne dni. Jego życie było przykładem życzliwości i troski o innych.
Redakcja
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze