Reklama

20 lat temu doszło do zawalenia się hali Międzynarodowych Targów Katowickich

28/01/2026 19:00

Dwadzieścia lat temu doszło do jednej z największych tragedii w powojennej Polsce — zawalenia się hali Międzynarodowych Targów Katowickich. Jan Jafernik, były ratownik górniczy, wspomina dramatyczne chwile, gdy wraz ze swoim zastępem brał udział w akcji ratunkowej. Jak podkreśla, choć uczestniczył w wielu niebezpiecznych interwencjach, ta była wyjątkowa pod każdym względem. 

W dniu katastrofy Jafernik przejeżdżał obok hali, gdzie odbywała się wystawa gołębi. Wspomina, że tego dnia wiele osób opuściło budynek, by obejrzeć konkurs skoków Adama Małysza. W momencie zawalenia się dachu w środku mogło przebywać nawet 1,5 tys. osób. Około 17.15 ratownicy otrzymali sygnał alarmowy i natychmiast ruszyli na miejsce tragedii, gdzie panowały ekstremalne warunki pogodowe — temperatura spadła do –20 st. C. 

Po dotarciu na miejsce ratownicy zastali chaos, panikę i przerażenie. Jafernik relacjonuje, że tuż przy wejściu znajdowały się pierwsze ofiary śmiertelne, a wokół rozgrywały się dramatyczne sceny. Wspomina, że początkowo nie zdawali sobie sprawy ze skali katastrofy, a pierwsze godziny akcji przebiegały w ogromnym pośpiechu, bez ustalonych procedur. Dopiero po godzinie 19.00 utworzono sztab i podzielono teren na sektory, co pozwoliło na bardziej zorganizowane działania. 

Reklama

Współpraca służb i dramatyczne decyzje

Współpraca pomiędzy ratownikami górniczymi a strażakami była kluczowa dla przebiegu akcji. Jafernik podkreśla, że każda ze służb dysponowała innym sprzętem, który okazał się niezbędny w trudnych warunkach. Ratownicy górniczy mieli doświadczenie w akcjach zawałowych, natomiast strażacy korzystali z poduszek powietrznych do podnoszenia ciężkich elementów konstrukcji. Wspólnie wyciągali poszkodowanych spod gruzów, a strażacy przenosili ciała do punktu zbiorczego. 

Reklama

Wspomina także o młodych strażakach ze Szkoły Oficerskiej Pożarniczej w Częstochowie, którzy pomagali w akcji, choć byli wyraźnie przerażeni. Jafernik tłumaczył im, że muszą wyciągać ciała ofiar, bo to ich obowiązek, a nie mogą już im zaszkodzić. 

Najtrudniejsze momenty akcji

Jednym z najbardziej dramatycznych aspektów akcji były dzwoniące telefony przy ciałach ofiar. Jafernik mówił, że na ziemi leżały zwłoki, a obok rozdzwaniały się telefony z wyświetlającymi się imionami bliskich. Podkreślał, że nie mógł odbierać tych połączeń, bo od tego były służby z psychologami, które już jechały na miejsce. To doświadczenie określił jako wyjątkowo traumatyczne.

Reklama

W trakcie akcji ratownicy musieli zmagać się nie tylko z gruzami, ale także z ekstremalnym mrozem. Jafernik na łamach Medonetu wspomina sytuację, gdy znaleźli kobietę, która rozebrała się do bielizny, by okryć wnuczkę i uratować jej życie. Dzięki temu dziecko przeżyło, ale kobieta zmarła z wychłodzenia. Według Jafernika był to akt heroizmu, bo kobieta musiała zdawać sobie sprawę, że nie przeżyje. 

Symboliczny koniec akcji

Nad ranem, gdy akcja ratunkowa dobiegała końca, zarządzono ciszę, by sprawdzić, czy pod gruzami są jeszcze żywi. Po godzinie nasłuchiwania stało się jasne, że nie ma już szans na odnalezienie ocalałych. Wtedy, jak wspomina Jafernik, w ciszy rozległo się pianie koguta, co dla wszystkich obecnych stało się symbolicznym znakiem zakończenia walki o życie.

Reklama

Po zakończeniu akcji ratownicy wrócili do bazy, choć jeszcze przez kilka godzin trwały poszukiwania ciał. Jafernik przyznaje, że przez długi czas po tragedii obrazy z tamtej nocy wracały do niego podczas codziennych przejazdów w okolicach Chorzowa. Wielu jego kolegów korzystało z pomocy psychologów, on sam jednak radził sobie samodzielnie, choć niektóre sceny powracają w snach. 

Wnioski i zmiany po tragedii

Katastrofa hali MTK przyniosła nie tylko ogromne straty, ale także ważne zmiany w systemie ratownictwa. Po akcji podpisano porozumienie między Państwową Strażą Pożarną a Centralną Stacją Ratownictwa Górniczego, co zaowocowało powstaniem wspólnych grup ratowniczo-poszukiwawczych i wspólnymi szkoleniami. Jafernik podkreśla, że choć ratownicy górniczy mieli doświadczenie z zawalisk w kopalniach, to właśnie ta akcja była wyjątkowa pod każdym względem. 

Reklama

Państwo doceniło wysiłek ratowników, przyznając im odznaczenia, w tym — jak wspomina Jafernik — złotego gołębia z czarną szarfą od Polskiego Związku Gołębiarskiego, który do dziś ceni najbardziej.

Więcej przeczytacie - TUTAJ

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 28/01/2026 19:00
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo pultusk24.pl




Reklama