W tym roku uczelnie wyższe mierzą się z wyjątkowo dużą liczbą kandydatów na studia. To bezpośredni skutek reformy edukacyjnej sprzed lat, która spowodowała, że do szkół podstawowych trafiły dwa roczniki dzieci. "Jestem 320. na liście" — Onet przytacza słowa jednej z maturzystek. Według danych, w 2023 r. egzamin maturalny zdawało 256 tys. osób, natomiast prognozy na 2026 r. mówią już o 345 tys. maturzystów. W przyszłym roku liczba ta ma wzrosnąć do około 386 tys.
Rekrutacja coraz trudniejsza nawet dla najlepszych
Wielu kandydatów zwraca uwagę, że mimo wysokich wyników, trafiają jedynie na listy rezerwowe. W mediach społecznościowych pojawiają się liczne wpisy maturzystów, którzy — mimo wyników przekraczających ubiegłoroczne progi punktowe — zajmują odległe miejsca na listach. Przykładowo, jedna z osób napisała: "Jestem 320. na liście i chociaż wynikami przewyższam ubiegłoroczne progi punktowe, to i tak nie mam pewności, czy się dostanę". Inni maturzyści zastanawiają się nad swoimi szansami, będąc na 109. miejscu listy rezerwowej, mimo lepszych wyników niż rok wcześniej.
Największa rywalizacja na prestiżowych kierunkach
Jak wyjaśnia Wojciech Dąbrówka, rzecznik Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich, większa liczba kandydatów przekłada się na wzrost konkurencji szczególnie na najbardziej popularnych kierunkach, takich jak medycyna, weterynaria, biotechnologia czy prawo. W tych przypadkach liczba chętnych znacznie przewyższa dostępne miejsca, co powoduje wzrost progów punktowych. Dąbrówka zaznacza jednak, że nie jest to regułą i wszystko zależy od wyników matur w danym roku.
Rzecznik zwraca też uwagę na wyzwania, z jakimi mierzą się uczelnie — większa liczba aplikacji prowadzi do częstszych rezygnacji ze studiów na wczesnym etapie rekrutacji.
Więcej przeczytasz w Onecie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze