Na miejskiej plaży doszło do niecodziennego zdarzenia. W niewyjaśnionych okolicznościach zniknął baner Klubu Morsa Pułtusk. Razem z nim „wyparowała” również drabina, z której korzystali uczestnicy zimowych kąpieli.
Zamiast nerwowej reakcji, Morsy postawiły na humor i dystans. W opublikowanym w mediach społecznościowych wpisie zwróciły się bezpośrednio do osoby, która zabrała ich wyposażenie.
„Do ‘Tajemniczego Wielbiciela’ naszego banera i drabiny z plaży miejskiej… Jeśli to czytasz, gratulujemy hartu ducha! Zerwanie banera Klubu Morsa to wyczyn prawie tak odważny jak wejście do lodowatej wody w styczniu. Prawie.”
Członkowie klubu podkreślają, że nie czują urazy, choć sytuacja ich zaskoczyła. Jak piszą dalej:
„Rozumiemy, że nasz baner mógł skraść serce! W końcu symbolizuje odwagę, determinację i dobrą energię. Ale zabranie go razem z drabiną to już wyższy poziom zimnej kalkulacji.”
Nie zabrakło również charakterystycznego dla morsów dystansu do całej sytuacji.
„Wiesz… morsy to ludzie z dystansem – do siebie i do temperatury. Nie obrażamy się. Bardziej martwi nas to, że ktoś potrzebował naszej drabiny bardziej niż my.”
Jednocześnie klub przypomina, że plaża miejska jest wspólną przestrzenią mieszkańców.
„Jeśli baner i drabina przypadkiem zmieniły lokalizację, można je równie przypadkiem oddać. Bez pytań, bez konsekwencji, z uśmiechem!
Reklama
Na zakończenie Morsy zapewniają, że cała sytuacja nie wpłynie na ich działalność.
„Czekamy. I nadal morsujemy – z banerem czy bez.”
Czy zaginione elementy wrócą na swoje miejsce? Tego na razie nie wiadomo. Jedno jest pewne – ducha i poczucia humoru lokalnym Morsom nie brakuje, nawet gdy temperatura (i okoliczności) bywają chłodne.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze