Reklama

W każdym mieszkaniu butla gazowa! By nas zmiotło, jak nic!

​​​​​​​- Nikt się nie pojawił. Żadna władza, żeby dowiedzieć się czy wszyscy wyszli, czy nic się nie stało, czy nikt nie wymaga hospitalizacji… - mówili mieszkańcy kamienicy przy Placu Teatralnym w Pułtusku przerażeni poranną ewakuacją z powodu rozszczelnienia instalacji gazowej i znalezienia niewybuchu. Z dzisiejszego poranka w ich pamięci pozostanie nie tylko strach, pospieszne opuszczanie domu czy długie oczekiwanie na chłodzie... ale też poczucie ogromnego zagrożenia i... osamotnienia w trudnym dla nich czasie.

Wszystko zaczęło się w czwartkowy poranek, około godziny 9:00. Przy jednym z lokali usługowych na Placu Teatralnym trwały prace naprawcze, ponieważ zgłoszono wyczuwalny zapach gazu. Nieoczekiwanie sytuacja przybrała dramatyczny obrót, gdy w wykopie robotnicy natrafili na pozostałość po wojnie. Niewybuch. Funkcjonariusze policji, którzy zjawili się na miejscu, musieli działać w pośpiechu. Pukali od drzwi do drzwi, wydając krótkie komunikaty o natychmiastowym opuszczeniu budynku. Nie było czasu na pakowanie. Mieszkańcy wychodzili z domów tak, jak stali – zabierając jedynie leki, dokumenty lub domowe zwierzęta. Świadomość, że w każdym lokalu znajduje się butla gazowa, potęgowała strach.

Kiedy pojawiliśmy się na Placu wśród wozów straży pożarnej, policji, pogotowia, stali przerażeni ludzie…zostawieni sami sobie…

Reklama

-  Baliśmy się, bo w każdym mieszkaniu jest butla gazowa! To by nas zmiotło jak nic! – opowiada nam jedna z mieszkanek kamienicy, która wraz ze swoim sąsiadami, spędziła czas oczekiwania na przyjazd saperów na zewnątrz budynku, przy kanałku. - W trakcie pukania każdy z nas się trząsł z nerwów, bo to było takie łomotanie do drzwi, że nie wiedzieliśmy co się dzieje. Usłyszeliśmy tylko informację „zbierać, co potrzebne i proszę opuścić mieszkanie!!”

- Siedziałam w domu, piłam kawę i jadłam śniadanie – wspomina moja kolejna rozmówczyni. – Patrzę, a na Facebooku, piszą, że jest rozszczelnienie gazu. Zlekceważyłam to… Za jakieś kilka minut pukają do drzwi, żeby szybko się ewakuować, bo jest niewybuch i rozszczelnienie gazu. No to szybciutko wszystko się zostawiło, wyszliśmy i czekamy przed blokiem na dalsze informacje czy możemy wrócić do domów.

Reklama

- Śniadanie jadłem, kiedy wygnali mnie z domu - opowiada z kolei Pan Stefan, z którym rozmawiam niedaleko Mostu Świętojańskiego. -  Ubrany byłem, kawę już piłem po dziewiątej. I mówię – zjem sobie śniadanie… - wspomina. - Patrzę, a tu w drzwi ktoś wali. Mówię – co się stało? Żony nie ma, pojechała do Warszawy. Otwieram, a tu Policjant! Szybko Pan się ewakuuje – mówi do mnie. – Uciekajcie stąd! Bo jest niewybuch i może ten…  I żeśmy uciekli! Sąsiadka z góry psy wynosiła, bo ma trzy.  Ja mam kota takiego 10 kilo! Ludzie się bali.

Pośpiech podczas ewakuacji doprowadził niestety do dramatycznego zdarzenia. Wśród wyprowadzanych lokatorów znalazła się starsza, schorowana kobieta mieszkająca na parterze i poruszająca się na wózku inwalidzkim.

Reklama

- Policjant pomagał jej wyjechać z mieszkania, ale tam na przejściu puściła koła wózka, bo zauważyła opiekunkę i upadła uderzając się w głowę i raniąc w czoło. Chcieliśmy ją podnieść, ale nie daliśmy rady. Dopiero strażacy zobaczyli co się stało i przybiegli. Jeden rozpoczął reanimację, a później przynieśli defibrylator… Karetka zabrała ją do szpitala!

- Nie jest Panu zimno? - pytam widząc, że jest w samym t-shircie.

- Zimno, ale chyba wrócimy do domu… - odpowiada z nadzieją w głosie i wspomina dzisiejsze zdarzenie. -- Widziałem, jak Ci ludzie z koparki zaczęli uciekać. Bo siedziałem w oknie, papierosa paliłem.  I ten z koparką uciekał, i dwóch innych z wiadrami do księdza. Dwa dni temu sprawdzali tam, gdzie jest kebab, że gaz się ulatnia. Dziś chcieli się do tego dobrać i naprawić. I co?  Natrafili na niewybuch.

Reklama

Ile rodzin obudziła poranna akcja służb?

- Są 34 mieszkania, a w nich wieloosobowe rodziny, osoby starsze, dzieci - mówi nasza rozmówczyni.

Czasu na opuszczenie domu nie mieli dużo.  - Usłyszeliśmy tylko „Szybko! Ewakuacja!” - opowiadają mieszkańcy.

Czy wychodząc z domu udało im się zabrać ciepłe ubranie (dzień był wietrzny i deszczowy), wodę, coś do jedzenia?

 -  Leki… dokumenty… to wszystko… - informowały mieszkanki.

Czas oczekiwania na przyjazd specjalistycznej jednostki saperów z Kazunia dłużył się. Ewakuowani mieszkańcy, w tym osoby starsze, musieli spędzić ten czas na zewnątrz, koczując m.in. przy pobliskim kanałku. Nie rozpieszczała ich pogoda.  Wietrzny i chłodny dzień, określany przez niektórych mianem „lipcopada”, potęgował stres i fizyczny dyskomfort. Wydawało się, że w taką pogodę mieszkańcy powinni mieć zagwarantowane miejsce schronienia. Tak się niestety nie stało.  Dlatego tuż obok strachu, wśród mieszkańców pojawiło się rozgoryczenie postawą lokalnych władz, które nie otoczyły opieką koczujących na ulicy mieszkańców

Reklama

- Nikt się nie pojawił. Żadna władza, żeby dowiedzieć się czy wszyscy wyszli, czy nic się nie stało, czy nikt nie wymaga hospitalizacji, jak ta pani tutaj… a potrzeba trochę ciepełka, bo wiatr wieje – mówiła mieszkanka Placu Teatralnego w Pułtusku i dodała - ...jak to mówią, radźcie sobie sami…

Kiedy wskazana seniorka zapewniła, że czuje się dobrze, kontynuowałam rozmowy z kolejnymi mieszkańcami. Na Moście Świętojańskim podszedł do mnie mieszkaniec kamienicy – Pan Bogdan.

 – Niewybuch znaleźli ci, co kopali, bo trwały tu prace remontowe. Wyjrzałem przez okno. Patrzę, że coś się dzieje. Najpierw widzę, że kopią. Później przyjechała do nich policja i kazała im wszystkim odejść. Z każdą chwilą policji było coraz więcej, więc domyśliłem się, że coś się dzieje. Zapytałem o to przez okno kogoś z budowy. Odparł, że jest rozszczelnienie gazu i niewybuch. A jak nazjeżdżało się więcej policji, to już dziewczyny z policji zaczęły chodzić po domach, pukać, informować. Od razu musieliśmy wyjść z mieszkań. Można było wziąć portfel i już…  Wyszedłem, jak stoję… Widzi pani… To nie są żarty! Jak jest gaz i niewypał!

Reklama

- Ja mieszkam na pierwszym piętrze - dodał. - Ale jeszcze sąsiadkę wyprowadziłem, bo schorowana jest i mieszka sama. Dałem jej krzesełko i z drugiej strony, przy bramie siedzi. Najważniejsze, że ona wyszła, bo została jako jedyna w tej klatce… Pewnie mieszka tu około stu osób – mówił.

Akcję służb obserwował uważnie Pan Waldemar. Jak się okazało właściciel ¼ budynku przy Placu Teatralnym.

- Mam tam sklep.  Prawdopodobnie była awaria, z tego względu, że deszcz w studzienkach, a studzienki są stare… Było czuć gaz.  Przyjechała ekipa, zaczęli kopać i wykopali… niewybuch. Do sklepu wpadli panowie, kazali opuścić szybciutko lokal. Mówili, że jest niebezpiecznie. – wspomina pan Waldemar.

Reklama

- Nie mogłem wejść do pracy, zablokowali wszystko - mówił spotkany przeze mnie p. Stanisław. – Miałem tylko na chwilę wejść do MCKiS, ale wszyscy zostali ewakuowani, wszystko jest zamknięte. Miałem jechać w dłuższą trasę, a teraz jesteśmy zablokowani…Mam tu swoje instrumenty, chciałem je wziąć, ale nie da rady… - dodał.

- Ja pi… I co ja mam teraz zrobić, jak się spieszę?  -  nie kryła emocji w rozmowie z policjantami mieszkanka miasta, która zaparkowała auto na Placu Teatralnym. - Czekać! - stanowczo odparli funkcjonariusze.

Reklama

Sytuacja na Placu Teatralnym to poważna lekcja dla miejskiego sztabu zarządzania kryzysowego - sprawne wyprowadzenie ludzi z zagrożonej strefy przez policję i straż pożarną to sukces służb.

Jednak kolejnym, równie ważnym krokiem, powinno być zagwarantowanie przerażonym mieszkańcom bezpiecznego, ciepłego schronienia i chociaż odrobina troski i zainteresowania ich sytuacją. Tego, niestety, tym razem zabrakło.

 

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 09/07/2026 17:00
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo pultusk24.pl




Reklama