Coraz częściej w polskich lasach, na obrzeżach miast i w pobliżu rzek można spotkać zwierzę, które wielu osobom kojarzy się z sympatycznym bohaterem filmów, bajek i reklam. Szop pracz, z charakterystyczną „maską” na pysku i zręcznymi łapami, bywa postrzegany jako ciekawskie i nieszkodliwe zwierzę. Jednak za tym wizerunkiem kryje się zupełnie inna rzeczywistość.
Szop pracz nie jest rodzimym gatunkiem europejskim. Został sprowadzony do Europy
z Ameryki Północnej w XX wieku, głównie na potrzeby hodowli futerkowych. Z czasem część osobników wydostała się na wolność lub została wypuszczona, a zwierzę to bardzo szybko przystosowało się do nowych warunków. Obecnie szop pracz uznawany jest za gatunek inwazyjny, który dynamicznie rozszerza swój zasięg również w Polsce.
Jego sukces wynika z kilku cech. Szop pracz jest niezwykle inteligentny, ma doskonałą pamięć, potrafi rozwiązywać proste problemy i bardzo szybko uczy się wykorzystywać nowe źródła pożywienia. Jest wszystkożerny i mało wybredny — zjada owoce, rośliny, owady, drobne ssaki, płazy, gady, ryby, a także jaja i pisklęta ptaków. Szczególnie groźny jest dla ptaków gniazdujących na ziemi oraz w trzcinowiskach i na wyspach rzecznych.
Obecność szopa pracza w środowisku naturalnym poważnie zaburza równowagę ekosystemów. Plądrując lęgi, może doprowadzać do znacznego spadku liczebności ptaków wodnych i błotnych, w tym gatunków rzadkich i chronionych. Konkurując o schronienia
i pokarm, wypiera rodzime gatunki, takie jak borsuk, lis czy wydra, które przez tysiące lat kształtowały swoje relacje z otoczeniem.
Dodatkowym problemem jest fakt, że szop pracz nie ma w naszych warunkach naturalnych wrogów, którzy mogliby skutecznie ograniczać jego populację. Brak naturalnej kontroli sprawia, że jego liczebność rośnie, a skutki tej ekspansji stają się coraz bardziej widoczne w krajobrazie przyrodniczym.
Nie bez znaczenia jest również kwestia zdrowotna. Szop pracz może być nosicielem pasożytów i chorób, które stanowią zagrożenie dla dzikich zwierząt, zwierząt domowych, a w niektórych przypadkach także dla ludzi. Wśród nich wymienia się m.in. glistę szopa pracza, pasożyta groźnego dla wielu gatunków ssaków i ptaków, a potencjalnie niebezpiecznego również dla człowieka. To kolejny argument przemawiający za koniecznością odpowiedzialnego podejścia do problemu gatunków inwazyjnych.
Choć jego wygląd bywa mylący, w przyrodzie nie liczy się sympatia ani estetyka. Liczy się wpływ na środowisko. Szop pracz jest przykładem tego, jak nieprzemyślane wprowadzanie obcych gatunków może prowadzić do długotrwałych i trudnych do odwrócenia konsekwencji.
Las potrzebuje równowagi, a jej ochrona zaczyna się od wiedzy i świadomości. Zrozumienie roli, jaką pełnią rodzime gatunki, i zagrożeń płynących z ekspansji obcych przybyszów pozwala lepiej chronić to, co w naszej przyrodzie najcenniejsze.
Katarzyna Dudek
Łowczy Okręgowy Zarządu Okręgowego Polskiego Związku Łowieckiego w Ciechanowie
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze