Martyna każdego ranka zaczyna dzień od kawy na tarasie. Te kwadrans spokoju, zanim obudzą się dzieci, to dla niej największa nagroda po miesiącach trudnej przeprowadzki. Kilka miesięcy temu wraz z rodziną zamieniła trzypokojowe mieszkanie na zatłoczonym osiedlu na przestronny segment na obrzeżach Warszawy — czytamy w Onecie.
Nowy dom oznaczał dla Martyny i jej bliskich wyższy komfort życia — córki zyskały własne pokoje, a ona wymarzoną, zamkniętą kuchnię i salon z wyjściem na taras. Zamiast miejskiego zgiełku, dziś słyszy śpiew ptaków. Jednak przeprowadzka przyniosła też nieoczekiwane wydatki.
"Byliśmy rozczarowani"
Segment miał być bezczynszowy, co było jednym z głównych argumentów przy zakupie. Po sprzedaży mieszkania rodzina wzięła wyższy kredyt, licząc, że brak czynszu i niższe rachunki zrekompensują dodatkowe zobowiązania. Szybko okazało się jednak, że deweloper nie przekazał im wszystkich szczegółów dotyczących opłat.
— Na naszym nowym osiedlu działa wspólnota mieszkaniowa, o czym nie wiedzieliśmy. Chcieliśmy uciec od wysokiego czynszu i problemów z zarządcą, ale nie udało się — mówi Martyna w rozmowie z Onetem.
W praktyce oznacza to, że co miesiąc płacą stałą opłatę w wysokości 580 zł oraz 170 zł za wywóz nieczystości, co daje łącznie 750 zł. W skład tych kosztów wchodzą m.in. ubezpieczenie, energia elektryczna części wspólnych, konserwacja, przeglądy, utrzymanie czystości, odśnieżanie i fundusz remontowy. — Początkowo byliśmy rozczarowani, ale po rozmowach ze znajomymi z podobnych osiedli uznaliśmy, że taka organizacja ma też zalety. Naprawy ścian czy dachu są pokrywane z funduszu remontowego, a śmieci odbierane są częściej — podkreśla Martyna.
Niewielu sąsiadów to plus
Dodatkowym plusem jest niewielka liczba rodzin na osiedlu — tylko osiem domów, co ułatwia podejmowanie decyzji i kontakt z zarządcą. — W poprzednim miejscu nawet zebranie podpisów pod zmianą zarządcy było wyzwaniem. Teraz wystarczy zgoda pięciu rodzin — dodaje.
Czy Martyna żałuje przeprowadzki? — Stałe opłaty były zaskoczeniem, ale jesteśmy w stanie je ponosić. Poranna kawa na tarasie i cisza są tego warte — podsumowuje.
"Życie w mieszkaniu jest droższe niż w domu"
Ola od kilku lat mieszka z rodziną w segmentach. Początkowo był to niewielki dom, dziś — 120-metrowy bliźniak. — W mojej ocenie życie w mieszkaniu jest droższe niż w domu. Poza rachunkami za media nie mamy żadnych stałych opłat. Jeśli coś się zepsuje, naprawiamy na własny koszt, ale na razie nie było takiej potrzeby — mówi Ola w rozmowie z Onetem.
Miesięczne wydatki jej rodziny to 250–400 zł za prąd, 150–400 zł za gaz i 300 zł za wodę (co dwa miesiące). Łącznie daje to mniej niż 1 tys. zł miesięcznie — mniej niż czynsz za dwupokojowe mieszkanie w wielu dzielnicach Warszawy. — Możemy też ograniczać koszty — np. przy wzroście cen gazu, zaczęliśmy palić drewnem w kominku. Dla mnie komfort i przestrzeń są nie do przecenienia — podkreśla.
Marketingowa pułapka
Marcin Drogomirecki, ekspert rynku nieruchomości Grupy Morizon-Gratka, ostrzega, by dokładnie analizować oferty deweloperów. Brak czynszu nie oznacza braku kosztów. — Można nie płacić wspólnych opłat, ale wtedy samodzielnie trzeba zadbać o wywóz śmieci, remonty, oświetlenie czy utrzymanie drogi dojazdowej. Wspólnota rozwiązuje wiele problemów, ale generuje też stałe wydatki — wyjaśnia.
W przypadku segmentów bezczynszowych to właściciele muszą sami organizować i finansować utrzymanie części wspólnych, co nie zawsze jest łatwe. — Bezczynszowość to często półprawda. Koszty pojawiają się w innej formie: naprawy, sprzątanie, utrzymanie zieleni czy oświetlenia — dodaje Drogomirecki.
Więcej przeczytasz w Onecie: https://kobieta.onet.pl/dom/lokale-bezczynszowe-to-mit-ekspert-ostrzega-przed-pulapka-przy-zakupie-domu/j02stzk
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze