Im bliżej było czwartkowej sesji Rady Miejskiej w Pułtusku, podczas której miała się sformalizować nowa koalicja PiS–PSL, tym więcej informacji i spekulacji napływało z okolic miejskiej władzy. Niestety, głównym tematem rozmów nie były inwestycje, budżet czy sprawy kluczowe dla mieszkańców. Najwięcej emocji wzbudzał skład prezydium rady oraz obsada stanowisk w spółkach miejskich.
Prezydium rady – przewodniczący i dwoje wiceprzewodniczących – to nie tylko funkcje organizacyjne, ale także symbol reprezentacji mieszkańców. W sprawnie funkcjonującym samorządzie przyjętym standardem jest obecność w prezydium przedstawicieli największych klubów. Nie wynika to wprost z ustawy, lecz z zasady pluralizmu i szacunku dla wyborców.
W Pułtusku standard ten był różnie interpretowany. W kadencji 2014–2018 wszystkie trzy miejsca w prezydium zajęli radni koalicji PSL, SLD i PFS, bez udziału klubu prawicy (wówczas SPZP). W latach 2018–2024 PiS, dysponując 11 mandatami, obsadził całe prezydium swoimi radnymi. Dziesięciu radnych z pozostałych klubów nie miało w nim żadnej reprezentacji – był to czytelny sygnał: „rządzimy sami”.
Po ostatnich wyborach sytuacja ponownie się odwróciła. Tworząca się nieformalnie koalicja PSL i radnych z komitetu Krzysztofa Nuszkiewicza nie powołała do prezydium nikogo z największego wówczas klubu prawicy. Przewodniczącym został Łukasz Skarżyński (PFS), a wiceprzewodniczącymi przedstawiciele PSL oraz klubu Niezależnych Samorządowców.
Układ ten obowiązywał do końca ubiegłego roku. Reprezentująca Klub Niezależnych Samorządowców Beata Bielińska zrezygnowała z członkostwa w klubie, lecz pozostała w prezydium. Wkrótce klub się rozpadł, a troje radnych powołało nowy klub „Aktywni dla Pułtuska”. Obecnie w radzie funkcjonują: klub „Razem dla Pułtuska” (PiS – 7 radnych), klub PSL (6 radnych), klub „Aktywni dla Pułtuska” (3 radnych) oraz pięcioro radnych niezrzeszonych.
Wchodzący w koalicję z PSL radni PiS zażądali miejsca w prezydium – i je otrzymali. Podczas ostatniej sesji zmieniono również kilku przewodniczących komisji, zastępując radnych niezależnych przedstawicielami nowej koalicji.
Wiceprzewodniczący rady Andrzej Wydra (PSL), uzasadniając sens powstania koalicji PSL–PiS, stwierdził, że w praktyce funkcjonowała ona już w poprzedniej kadencji, choć mniej formalnie. Jego zdaniem była to dobra współpraca, o czym świadczyć mają zrealizowane inwestycje. Trudno jednak nie zauważyć, że w ostatnich wyborach kandydaci obu środowisk przegrali – kandydat PSL w pierwszej turze, kandydat PiS w drugiej. To pokazuje, że społeczna ocena tej współpracy może być bardziej złożona. Zaryzykować można twierdzenie, że te dwie partie nie mają poparcia większości Pułtuszczan.
Najbardziej niepokojące wydaje się jednak coś innego. W ostatnich tygodniach – zarówno w gabinetach, jak i w przestrzeni internetowej – dyskusja koncentrowała się niemal wyłącznie na funkcjach i stanowiskach. Nic nie mówiło się o programie, planach rozwoju miasta, kondycji finansowej czy jakości usług komunalnych. Nie debatowano szeroko o wyjściu z zadłużenia ani o rozwiązaniu problemu mieszkań w koszarach. Mieszkańców Pułtuska interesują drogi, szkoły, bezpieczeństwo, rozwój i stabilność finansowa. Tymczasem polityczna energia skupia się na personaliach i stanowiskach. Wszystko wskazuje na to, że to jeszcze nie koniec zmian – zapowiadane są roszady w spółkach miejskich i we władzach miasta.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze