Wyobraźmy sobie, że pewnego ranka z ulicy Nowy Rynek odjeżdżają autobusy, które zamiast nazw Sanimax Transport czy Usługi Autokarowe i transport Ciężarowy Jan Sławomir Archacki mają na burtach napisy „Mars” i „Pułtuszczanka”. Przewoźnicy! Co Wy na to, by cofnąć licznik o niemal sto lat? Do roku 1930?
Gdyby dzisiejsze firmy transportowe zdecydowały się na rebranding i przywróciły w naszym mieście legendarne, z 1930 roku, nazwy autobusów „Mars” oraz „Pułtuszczanka”, nasze miasto zyskałoby coś więcej niż tylko nowe tabliczki – zyskałoby duszę i niesamowity klimat retro. Może nawet korzystanie z naszych autobusów stałoby się tak modne, jak podróżowanie swego czasu linią autobusową PKS-u Gdynia o numerze 666, znaną jako "Highway to Hel"… Nasze linie nie miałyby oczywiście szatańskich konotacji…
Możemy się domyślać, że w latach 30. XX wieku rywalizacja między tymi dwiema liniami „Mars” i „Pułtuszczanka” była solą pułtuskiej ziemi. Ale wszyscy byli zgodni co do tego, że „Mars” i „Pułtuszczanka” to „najwygodniejsza komunikacja na linji PUŁTUSK—SEROCK—WARSZAWA” (pisownia oryginalna z Expresu Mazowieckiego z 7 grudnia 1930 roku).
„Mars” nazwa brzmiąca dumnie, dynamicznie, niemal międzygalaktycznie (choć wtedy kojarzyła się pewnie bardziej z rzymskim bogiem wojny i męstwa). Dzisiejszy „Mars” mógłby stawiać na punktualność i ekspresowe połączenia z Warszawą.
„Pułtuszczanka” to nazwa swojska, lokalna, budująca więź. To byłaby linia „stąd”, która zna każdego pasażera i każdą wyrwę w asfalcie w drodze do Serocka czy Warszawy.
Jak mogłoby te dwie linie przyciągać pasażerów? To byłby marketingowy majstersztyk…
Po pierwsze pułtuscy przewoźnicy postawiliby na design z duszą. Zamiast krzykliwych reklam okiennych, autobusy mogłyby być malowane w klasyczne barwy lat 30. – głębokie granaty, butelkowe zielenie lub eleganckie bordo ze złotymi liternictwem.
Już same bilety na przejazd byłyby jak pamiątki. Zamiast bezosobowego paragonu z kasy fiskalnej – stylizowany, kartonikowy bilet z logo „Marsa” lub „Pułtuszczanki”.
Pasażerów witałby kierowca z klasą, w czapce z daszkiem, który zapraszałby nie do busa, a w niezapomnianą podróż z „Pułtuszczanką”.
Pułtuscy Przewoźnicy, przemyślcie pomysł. To byłby strzał w dziesiątkę! Retro-branding to potężne narzędzie, a ludzie kochają nostalgię. Powrót do nazw „Mars” i „Pułtuszczanka” to nie tylko ukłon w stronę historii miasta, ale też świetny sposób na wyróżnienie się na tle konkurencji. Poza tym nasze miasto ma potencjał turystyczny, który niestety nie jest wykorzystywany. Bylibyście pionierami w tym zakresie…
„Jadę Marsem do Warszawy!” – brzmi to znacznie lepiej niż „idę na przystanek”, prawda?
„Udaję się w podróż z Pułtuszczanką” – czyż nie jest bardziej romantyczne niż „jestem w busie, jadę do Warszawy”?
To byłaby piękna lekcja lokalnej historii na kółkach. Pułtusk, ze swoim najdłuższym brukowanym rynkiem w Europie, jest wręcz stworzony do tego, by kursowały po nim pojazdy z takimi nazwami.
Co o tym sądzicie? Czy któryś z dzisiejszych właścicieli firm transportowych miałby odwagę zaryzykować taką sentymentalną podróż?
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze