Znaleźliśmy dziś przy ulicy Kotlarskiej podlota. W zasadzie najpierw zobaczyliśmy „nisko zawieszone”, prawie pełzające po chodniku koty, które najwyraźniej znalazły przy samochodach coś niezwykle interesującego. Podeszliśmy bliżej. Wtedy okazało się, że obiektem kocich zainteresowań jest mały ptak. Zdezorientowany, sparaliżowany strachem, bezbronny.
Jak znalazł się w tej dość ruchliwej części miasta - nie wiemy. Choć poezja może wydawać się tu nie na miejscu, to zapewne jego małe skrzydła na moment zapomniały, jak się lata...
Koty, kiedy nas zobaczyły, odeszły na bezpieczną dla ptaka odległość, a my uderzyliśmy po pomoc do Krzysztofa Rylskiego z Nadleśnictwa Pułtusk. Ta przyszła błyskawicznie…
Oto ważne wskazówki Krzysztofa Rylskiego dla nas, dla czytelników i czytelniczek o tym, co zrobić, kiedy spotkamy na swojej drodze podlota:
"To bardzo ważny i częsty temat, zwłaszcza o tej porze roku. Kiedy widzimy młodego ptaka (podlota), który nie potrafi jeszcze dobrze latać, naszym pierwszym odruchem jest chęć ratowania go. Warto jednak pamiętać, że w większości przypadków podloty nie potrzebują ludzkiej pomocy – ich rodzice zazwyczaj są w pobliżu i wciąż się nimi opiekują.
Sytuacja, którą Pani opisuje (ptak na ulicy, w otoczeniu kotów), wymaga jednak szybkiej, ale przemyślanej interwencji.
My również dziękujemy za pomoc w nagłych sytuacjach! Postąpiliśmy zgodnie ze wskazówkami.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze