W czwartkowy wieczór, ktoś widział pumę w okolicach Stawinogi w powiecie pułtuskim. Służby zostały powiadomione, zaczęły się poszukiwania, choć nie wszyscy są pewni, że zwierzę pumą było na pewno. W piątek postanowiliśmy wyruszyć na reporterski patrol w nadnarwiańskie okolice gminy Zatory.
Upał. Senne nadnarwiańskie letniska w Stawinodze, Holendrach i okolicach powoli wypełniają się kolejnymi bywalcami zjeżdżającymi na weekend. Nad wodą w Holendrach kilka osób wpatruje się w spławiki i nasłuchuje dzwonków, licząc na solidnego leszcza. Rozmowy dziś jednak nie o rybach, a… o pumie. Wszak to właśnie tutaj, całkiem niedaleko, widziano ją w piątkowy wieczór.
Każdy zastanawia się, czy to na pewno była puma. I czy przypadkiem nie ta sama, którą kilka dni wcześniej miano widzieć pod Osiekiem w ciechanowskim.
– To nie jest daleko dla pumy – mówi nam jeden z letników. – Czytałem, że potrafi w jedną noc przejść kilkanaście kilometrów, a przecież miała na to kilka dni.
– Nawet więcej – dodaje pani Agnieszka, miłośniczka kotów. Ma ich pięć, więc w miejscowym rankingu specjalistów od kotowatych od razu zajmuje wysoką pozycję. – Puma może przejść ponad dwadzieścia kilometrów w ciągu dnia.
Jeszcze chwilę rozmawiamy o biologii i zwyczajach pum, posiłkując się świeżo zdobytą wiedzą z wszelkich możliwych Google'ów i chatów. W piątek w Holendrach i Stawinodze wszyscy jesteśmy trochę ekspertami od pum.
Jedziemy dalej. Nad rzekę, przy wale, wśród łąk. Uważnie obserwujemy okolicę, wypatrując sylwetki wielkiego kota, choć doskonale wiemy, że szanse na spotkanie go w środku upalnego dnia są raczej niewielkie.
We wstecznym lusterku pojawia się radiowóz. Zjeżdżamy na bok, przepuszczamy. Niech jadą. Może mają sygnał, że gdzieś pojawił się wielki kot?
Między Zatorami, Stawinogą i Holendrami zatrzymujemy się obok samochodu stojącego przy drodze. Wysiadły z niego dwie osoby, które z wyraźnym zainteresowaniem oglądają coś na poboczu. Podchodzimy, przedstawiamy się.
Dwie panie zainteresowały się dziwnymi śmieciami leżącymi na trawie. Worek jest porozrywany na mniejsze i większe kawałki, jakby ktoś, nie potrafiąc dostać się do środka inaczej, rozszarpał go w poszukiwaniu czegoś do jedzenia.
– To chyba puma! – mówi jedna z pań. – Szukała w odpadkach jedzenia i tak porozrywała. Mój kot też kiedyś tak zrobił.
Przyglądamy się śladom i po chwili rozwiązujemy zagadkę. To jednak nie puma. To kosiarka drogowców. Maszyna kosząca pobocze wjechała w worek ze śmieciami wyrzucony przez jakiegoś idiotę i zrobiła z niego konfetti. Miny tropicieli pumy trochę rzedną. Jedziemy dalej.

– To tu było, proszę pana, za tym krzakiem. Tam szła, pod lasem.
Stawinoga.
– To tu było, proszę pana, za tym krzakiem. Tam szła, pod lasem. Ale czy to była puma, to ja nie wiem – mówi napotkana starsza rowerzystka.
Przyjechała z mężem, również letnikiem ze Stawinogi, zobaczyć, co dzieje się na łąkach. Kiedy jednak zobaczyła drona krążącego nad okolicą i kilka policyjnych samochodów, zaczęła mieć wątpliwości, czy rowerowa przejażdżka w piątkowe popołudnie, dzień po zauważeniu pumy, była rzeczywiście najlepszym pomysłem.
– A czy ona może zaatakować? – pyta.
Jednoznaczna odpowiedź nie pada, bo nikt przecież nie wie nawet, czy puma rzeczywiście gdzieś tutaj jest. Pani, starając się ukryć lekki niepokój, zaczyna przekonywać męża, że może jednak lepiej wrócić na działkę.
Spotykamy pułtuskich policjantów patrolujących teren. Nad łąkami lata specjalistyczny dron, dalej, pod kępą drzew, stoją kolejne samochody służb. Praży niemiłosiernie, więc funkcjonariusze obserwują teren z cienia, a operator drona wpatruje się w aparaturę sterującą.
Mimo trwających od dłuższego czasu poszukiwań groźnego kota nie udało się wypatrzyć. Było za to kilka saren. Tych akurat tutaj nie brakuje.
Potwierdza to pani Marta, letniczka, która ma w Stawinodze działkę od pół wieku.
– Saren jest tu bardzo dużo. Może dlatego puma przyszła? Może na nie poluje?
Pytamy, czy ktoś jeszcze widział zwierzę. Raczej nie. Po chwili jednak pani Marta sama zaczyna się zastanawiać, czy widziany przez nią dwa dni wcześniej, o szarówce, lis na skoszonej łące rzeczywiście był lisem.
– Teraz tak myślę… Nie biegał za myszami jak inne lisy. Siedział i z daleka nas obserwował. Tak inaczej, takim trochę kocim wzrokiem!
No właśnie. Kiedy wszyscy mówią o pumie, nawet lis przestaje być całkiem pewnym lisem.
Kilka kilometrów dalej, pośród krętych uliczek letniska, spotykamy kolejną mieszkankę Stawinogi.
– Dawno nie było tu takiej akcji. Służby na sygnale, jakby był jakiś wypadek albo pożar – mówi. – Myślę, że tak głośna akcja bardziej odstrasza pumę, niż pozwala ją znaleźć i złapać.
Jedno jednak, jej zdaniem, udało się bez wątpienia: w piątek na letnisku nikt nie rozmawia o niczym innym.
Mieszkańcy trochę się obawiają. Niedaleko jedna z pań ma konie i kucyka. Zwierzęta znalazły się za ogrodzeniem z elektrycznym pastuchem – właścicielka ma nadzieję, że gdyby puma rzeczywiście pojawiła się w pobliżu, zabezpieczenie ją powstrzyma. Ktoś inny martwi się o psa biegającego po podwórku.
Wszyscy mają jednak przede wszystkim nadzieję, że puma – jeśli rzeczywiście była to puma – powędrowała już gdzieś dalej. Być może skutecznie zniechęcona nocnym alarmem, radiowozami i dronem krążącym nad łąkami.


O pumie ze Stawinogi głośno w całej Polsce, piszą wszyscy. Starosta Pułtuski i Wójt Zator opublikowali zilustrowane groźnym zdjęciem komunikaty:
W przypadku zauważenia dużego, dzikiego zwierzęcia przypominającego pumę:
•
zachowaj spokój i nie zbliżaj się do zwierzęcia,
•
nie próbuj go śledzić, fotografować ani nagrywać z bliskiej odległości,
•
nie podejmuj prób przepędzania lub łapania zwierzęcia,
•
jeśli to możliwe, spokojnie oddal się w bezpieczne miejsce,
•
zadbaj o bezpieczeństwo dzieci i zwierząt domowych,
•
w przypadku bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia niezwłocznie skontaktuj się ze służbami.
Późniejszym popołudniem dron przestaje latać. Na letniska zjechali już chyba wszyscy, którzy mieli tu spędzić kolejny letni weekend. Powoli wraca zwykły wakacyjny rytm Stawinogi i Holendrów.
Nad niektórymi działkami zaczyna unosić się dym z rozpalonych grilli. Miejmy tylko nadzieję, że zapach kiełbasy nie ściągnie pumy.
P.S. W mediach pojawiają się informacje, że puma widziana była wczoraj w gminie Regimin w powiecie ciechanowskim.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze