Reklama

O Tadziu Matysiaku, co gotując rozsławiał pułtuski zamek

Niektórzy ludzie odchodzą, ale ich pasja i talent pozostają w pamięci bliskich oraz w historii miejsc, które współtworzyli. Taką postacią bez wątpienia był Tadeusz Matysiak – legendarny szef kuchni pułtuskiego Domu Polonii, postać niezwykła, pełna ciepła i kulinarnego geniuszu. Choć od jego śmierci minęło już ponad dwadzieścia lat, wspomnienia o nim wciąż budzą wielkie emocje, łącząc najwybitniejszych polskich kucharzy oraz mieszkańców naszego miasta. Zapraszamy do przeczytania tekstu Fryderyka Pawelca, który w osobisty i barwny sposób przybliża sylwetkę tej wybitnej postaci.

Tadeusza Matysiaka poznałem przed wielu laty w Domu Polonii w Pułtusku, gdzie na stałe występowałem ze swoim zespołem aż do końca XX wieku.

To był najlepszy okres pułtuskiego zamku. Setki grup, wielu gości indywidualnych, a magnesem ich przyciągającym — oczywiście poza pięknym położeniem nad brzegiem Narwi — była zjawiskowa, staropolska kuchnia. Za tym sukcesem stał właśnie Tadeusz, który wraz z Adolfem Okwartem przybył do Pułtuska, obejmując funkcję szefa kuchni, podczas gdy ten drugi został szefem gastronomii.

Reklama

Od samego początku zapałaliśmy do siebie wielką sympatią. Każdą wolną chwilę podczas zamkowych imprez poświęcaliśmy na niekończące się kulinarne pogaduszki. Tadzio opowiadał o restauracjach, które prowadził — nie tylko w Polsce — oraz o potrawach, które tworzył, a ja, jako miłośnik smakowitości, chłonąłem te Jego opowieści, będąc jednocześnie dowodem na trafność odkryć Iwana Pawłowa. Ale nie myślcie, że Tadzio był tak okrutny, by narażać me kubki smakowe jedynie na wyimaginowane doznania. Każda nowa potrawa trafiała na stół do degustacji, a ochy i achy przy konsumowaniu tych delicji sprawiały Mu wielką przyjemność. Tadzio był także niestrudzonym gawędziarzem, a przy tym niezwykle ciepłym i serdecznym człowiekiem.

Niestety, o ile dobrze pamiętam, w roku 2000 opuścił Dom Polonii w Pułtusku, ponieważ — jak sam stwierdził — nie widział możliwości dalszej współpracy z ówczesną dyrekcją. Został wówczas szefem kuchni w restauracji warszawskiego Hotelu Reytan. Miałem ogromną przyjemność być Jego gościem i to właśnie tam zaserwował mi danie, o którym nigdy wcześniej nawet nie słyszałem. Była to grasica cielęca. Można powiedzieć — niebo w gębie.

Reklama

Co ciekawe, podczas ostatniej rozmowy wspomnieniowej na mojej grupie facebookowej „PUŁTUSK CZAS NA ZMIANY” pan Krzysztof Robert Szulborski, Prezes Stowarzyszenia Kucharzy Polskich, również wspominał to samo danie autorstwa Tadzia Matysiaka.

Skąd ta rozmowa? Ano właśnie. Staram się każdego roku wspominać Tadeusza, który był związany z naszym miastem i rozsławiał je swym kulinarnym mistrzostwem. Kilka dni temu, jak za każdym razem, chciałem w Internecie znaleźć kilka informacji na Jego temat i — o zgrozo — nawet to, co było dostępne w poprzednich latach, teraz zniknęło! Tym bardziej zmobilizowało mnie to do napisania dłuższego tekstu, który spotkał się z ogromnym odzewem. Poza panem Szulborskim Tadeusza wspominał również Stefan Birek — znakomity kucharz, prawa ręka Roberta Sowy, wiceprezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szefów Kuchni i Cukierni — a sam tekst nie umknął uwadze nawet Kurta Schellera.

Reklama

Nie można zapomnieć także o Pułtuszczanach, którzy bardzo ciepło wspominają Tadzia i każdego roku dają temu wyraz. Aż trudno uwierzyć, że od Jego śmierci minęło już 21 lat! Cieszy natomiast fakt, że za sprawą tekstu mojego autorstwa Krzysztof Szulborski obiecał, iż wraz z Zarządem SKP opracuje — cytuję — „trwały schemat pamięci o Tym wspaniałym Mistrzu”. Trzymamy za słowo!

Warto też wykorzystać wspomnienia nie tylko dwóch wcześniej wymienionych wspaniałych kucharzy, ale również Jarosława Uścińskiego — prezesa Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szefów Kuchni i Cukierni oraz menadżera Reprezentacji Polski Kucharzy Profesjonalnych — czy Janusza Pyry, jednego z najbardziej rozpoznawalnych podkarpackich szefów kuchni w Polsce. Myślę zresztą, że gdyby poszperać, wspominających byłoby o wiele więcej, ale mnie — na szybko — udało się dotrzeć do relacji tych właśnie Panów.

Reklama

Na koniec pozwolę sobie zacytować słowa Krzysztofa Szulborskiego: „TADEK — dlatego, że dla wielu z nas był i jest Autorytetem — miał królewski pogrzeb, na którym jak osierocone dzieci staliśmy zapłakani i rozżaleni… Mistrz Tadeusz zostanie w naszej pamięci na zawsze”.

To chyba najlepsze podsumowanie moich — a raczej naszych — wspomnień. A może warto byłoby upamiętnić w Pułtusku także Tadeusza Matysiaka? Wszak był On ojcem gastronomicznego sukcesu Domu Polonii w Pułtusku w latach 90. ubiegłego wieku. Wtedy o pułtuskim zamku mówiono w całej Polsce. Często wspomina się dyrektora Domu Polonii Grzegorza Russaka — ma on nawet od pewnego czasu swoją uliczkę — a niewielu zdaje sobie sprawę z tego, że gdyby nie Tadeusz Matysiak, to być może i Grzegorz Russak nie zapisałby się w naszej pamięci w taki sposób, w jaki funkcjonuje dziś.

Reklama

Fryderyk Pawelec

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 09/02/2026 17:53
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo pultusk24.pl




Reklama