:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
Wywiad, Zawsze najważniejszy człowiek - zdjęcie, fotografia
Portal pultusk24.pl 11/05/2019 15:00

Z Radnym Rady Miasta Pułtusk Adamem Knochowskim rozmawiała Anna Morawska

Zanim został Pan radnym, był Pan mieszkańcem bardzo aktywnym społecznie, a jednocześnie nastawionym krytycznie do działań władz i rady. Jak teraz, z perspektywy radnego, ocenia Pan możliwości działań władz na rzecz rozwoju miasta?

To prawda. Zostało zmarnowane dużo czasu i środków, które były na wyciągnięcie ręki. Kilka czy kilkanaście lat temu projekty unijne dla gmin na ich rozwój, były z większym udziałem Unii Europejskiej. Zazwyczaj był to stosunek 80:20 (czasem nawet większy). I wówczas, w moim odczuciu, działające władze przespały ten moment. Obecnie mamy tego skutki. Na wszystko brakuje środków, zarówno własnych, jak i z projektów, a to co inne gminy już dawno wykorzystały i zainwestowały, teraz przynosi im zamierzone efekty i czerpią z tego korzyści. My natomiast budowaliśmy hale sportowe (czy były potrzebne czy nie, to już inna kwestia) dziwnym trafem w większości za środki własne. Szczyciliśmy się (ale tylko szczyciliśmy) tym, że jesteśmy miastem turystycznym nic w tym temacie nie robiąc. Nie braliśmy jako gmina aktywnego udziału w pozyskiwaniu środków zewnętrznych albo robiliśmy to bardzo nieporadnie… W każdej organizacji musi być tzw. lokomotywa, która ciągnie wszystkie wagoniki za sobą i nadaje im tempo. Jeśli ta lokomotywa spowalnia, to niestety wagoniki nie nadadzą jej prędkości i cały skład zostaje w tyle. Obecna perspektywa radnego daje dostęp do większej ilości dokumentów, a tym samym wiedzy o stanie gminy. Można zidentyfikować błędy poprzedników i na ich podstawie rozpocząć bardziej skuteczne działania, co zresztą widać w Pułtusku obecnie. Wystarczy wyjść na ulice, skwery i porozmawiać z ludźmi. Wszędzie jakieś inwestycje, a minęło dopiero kilka miesięcy, odkąd weszliśmy jako PFS w koalicję z PSL-em, żeby działać na rzecz dobra naszego miasta i gminy. Powstają ścieżki rowerowe, przebudowywane są ulice, powstają nowe strefy zieleni miejskiej, za chwilę rozpocznie się przebudowa bulwarów nad kanałkami, wreszcie jest robiona druga część rynku, która tyle lat nie mogła się doczekać zakończenia, za chwilę będzie przebudowywany amfiteatr, może uda się dojść do porozumienia i ruszy duży projekt przygotowania koncepcji przystani miejskiej, której po części jestem współautorem. Coś konkretnego się dzieje. I takie tempo zamierzamy utrzymać przez okres kadencji. Obiecaliśmy w wyborach, że Pułtusk zacznie się rozwijać i słowa dotrzymujemy, choć jest to dopiero początek drogi ku lepszej przyszłości.

Jakie, Pana zdaniem, są największe problemy miasta?

Najważniejszymi problemami miasta w moim przekonaniu, jak już wielokrotnie całe nasze środowisko PFS artykułowało, zarówno w prasie, jak i w mediach społecznościowych oraz na sesjach Rady, są problemy związane z działalnością spółek miejskich, a w głównej mierze kwestie wieloletnich zaniedbań w PPUK i TBS. Nie da się ukryć, iż poprzednie zarządy doprowadziły do stanu w jakim się obecnie te spółki znajdują i nie da się tego naprawić w ciągu jednego miesiąca, roku czy może nawet kadencji. To będzie proces ciągły, wymagający wielu wyrzeczeń i wiedzy, zaczerpniętej niestety spoza naszego miasta (nie sądzę bynajmniej, że w mieście nie ma fachowców w tej dziedzinie, ale nie każdy też chce się tego podjąć, jak pokazały ostatnie miesiące). Tu potrzebni są fachowcy, których PFS właśnie ściągnął i stara się przy ich pomocy zrestrukturyzować powyższe spółki. Innym problemem jest stale rosnące zadłużenie i tzw. „pętla zadłużenia”, czyli ciągłe zadłużanie miasta na poczet spłaty wcześniej zaciąganych kredytów czy obligacji.

W zasobach gminy są pewne inwestycje, które, według mnie, jeśli byłyby wcześniej doinwestowane czy pociągnięte, teraz skutkowałyby przychodem dla gminy w postaci podatków, opłat itp. Są to np. targowisko na Grabówcu, gdzie każdej niedzieli, a niebawem również każdej soboty, odbywać się będzie spotkanie rolników, pszczelarzy, sadowników, ogrodników z potencjalnymi klientami, chcącymi dostać towary z pierwszej ręki, nieprzetworzone, ekologiczne. Innym takim miejscem jest przystań miejska, która przez tyle lat była słabo wykorzystana i zaniedbana oraz niedostrzegana inwestycyjnie, w moim odczuciu, przez władze miasta. Obecny skład rady spowodował, iż zdecydowałem się przekonać koleżanki i kolegów z PFS i PSL żeby temat ruszyć i doprowadzić do gruntownej zmiany tej sytuacji. Na sesji rady, na której zaprezentowany został projekt spotkaliśmy się, jak sądzę, z nieuzasadnionym murem oporu twardego betonu pokutujących w naszym mieście przekonań, który, nie argumentując niczym konkretnym, dążył do całkowitego pogrzebania idei inwestycji na przystani, tylko dlatego, że nie wyszedł ten projekt, czy ta propozycja spod pióra większości panującej w radzie. Niemniej jednak, po burzliwych dyskusjach, udało się doprowadzić do względnego konsensusu i trwają prace komisji, która, mam nadzieję, wypracuje konkretne stanowisko, a i Pułtuski Klub Wodniaków, którego jestem dalej członkiem i rzecznikiem prasowym, nie śpi i ze swojej strony też wspiera działania obecnych radnych. Nie będę zdradzał tu wszystkiego, ale niebawem dowiemy się, jak organizacje społeczne mogą pomagać radnym, a obywatelska postawa i wolontariat przynoszą zamierzone efekty tych działań. Wystarczy tylko słuchać ludzi i brać pod uwagę to, co mówią. Nie stawiać się ponad nimi oraz nie uszczęśliwiać ich na siłę swoimi tylko przemyśleniami i - jak to mówił dziadek mojej małżonki – „dmuchać w jedną trąbkę”, a wtedy działanie będzie skuteczne.

Był Pan jednym z bardziej aktywnych mieszkańców, zaangażowanych w zbieranie podpisów obniżającym radnym diety. Co dalej?

Dalej sądzę, że służba dla miasta nie ma wymiaru pieniężnego, materialnego. Są w radzie osoby bardziej aktywne i mniej aktywne. W zakładzie pracy, jeśli ktoś wykazuje się większą pracą, zaangażowaniem, innowacyjnością, zostaje nagradzany odpowiednim wynagrodzeniem albo premią. W radach gmin czy powiatu, jak również w Sejmie czy w Senacie niestety, wg mnie, jest zasada: „czy się robi czy się leży - dieta się należy”. A chyba nie tędy droga. Ja swoją funkcję radnego wykonuję bardzo poważnie. Staram się aktywnie uczestniczyć w życiu naszego miasta i w sesjach rady, co zresztą każdy może już teraz sobie prześledzić w Internecie, bo wszystkie sesje są nagrywane - wizja i głos – a komisje jedynie głos. Składam interpelacje w imieniu mieszkańców miasta i gminy, jestem inicjatorem sesji nadzwyczajnych, tworzę projekty uchwał. Staram się dojechać na każdą prośbę mieszkańców, nie szczędząc swojego czasu i pieniędzy. Nie czerpię żadnych dodatkowych profitów z bycia radnym, jak choćby zatrudnienie w którejś ze spółek, w instytucjach podległych radzie, czy „upychając” swoją rodzinę i znajomych w tych miejscach. Pracuję w dużej międzynarodowej firmie i sam pracuję na swoją pozycję, szacunek i zaufanie.

Wiem, że stworzenie przystani wodniackiej z prawdziwego zdarzenia jest inwestycją szczególnie bliską Pana sercu. Jak ocenia Pan działania opozycji w tej sprawie i czy widzi Pan jednak szansę na to, żeby takie miejsce powstało jeszcze w tej kadencji?

To prawda. Pułtuski Klub Wodniaków tworzyłem trzynaście lat temu z grupką osób pod przewodnictwem Prezesa Pana Wojciecha Błaszczyka, który wiele mnie nauczył, za co jestem Mu bardzo wdzięczny. Na bazie tej organizacji powstało po roku Pułtuskie WOPR, o czym obecnie większość osób nie pamięta albo nie wie (bo skąd), ale są tacy, co pamiętają i potrafią to uszanować, podobnie jak uszanować osobę Pana Wojciecha Błaszczyka, który ogromnie zasłużył się dla naszego miasta. Pierwszym prezesem Pułtuskiego WOPR został Pan Piotr Socharski, również współzałożyciel Pułtuskiego Klubu Wodniaków i stały członek tejże organizacji. Następnie po roku funkcję prezesa przejął Pan Wojciech Błaszczyk, który przez ponad 10 lat tę funkcję piastował, będąc jednocześnie prezesem Pułtuskiego Klubu Wodniaków i Pułtuskiego WOPR-u. Były to bardzo owocne i dobre lata dla rozwoju tych dwóch organizacji wzajemnie się wspierających. To Pułtuski Klub Wodniaków zadbał o stworzenie praktycznie z zaniedbanego portu i budynku na przystani obecną bazę portową z nowoczesnymi pomostami do cumowania jachtów, którą teraz użytkuje ponad trzydziestu członków, wspierających trzymających tu swoje łodzie i ponad 80 członków stałych, którzy prowadzą działalność społeczną na rzecz miasta i gminy Pułtusk, poprzez organizowanie choćby takich wydarzeń jak Dzień Dziecka, Rozśpiewaną Zatokę, Śpiewanki, spływy kajakowe, kursy motorowodne, kursy dla kierowników i wychowawców. To Pułtuscy Wodniacy przygotowali obecną dyżurkę WOPR-u, monitoring całego terenu portu i budynku oraz wiele innych prac na tym terenie. Z tego też powodu działania związane z przystanią są dla mnie tak bardzo istotne. W kampanii wyborczej PFS-u hasło „odwrócenie się twarzą do Narwi” było naszym mottem przewodnim. Ze środowiska wodniackiego wyszedłem i nigdy go nie zostawię, tym bardziej, że jak ktoś kiedykolwiek był żeglarzem, wodniakiem to wie, że w tym środowisku nie liczy się to ile masz albo jaką funkcję pełnisz, czy z jakiej partii jesteś. Tu ważny jest człowiek i to na nim skupia się cała działalność klubu – aby ludziom było lepiej. Działanie opozycji w stosunku do zgłoszonego przez nas projektu zagospodarowania przystani było, wg mnie i środowiska, z którym mam kontakt, nieadekwatne do wyartykułowanych potrzeb. Należy przypomnieć, iż Pan Burmistrz Wojciech Gregorczyk, Radni PFS i PSL, dokładnie objaśnili na co są potrzebne proponowane środki (dodam, że „wirtualne środki”) zapisane w WPF-ie. Otóż dokładnie powiedzieliśmy, że chcemy zapisać 2 mln zł., z rozłożeniem na 4 lata, po to tylko, żeby, jak pojawi się projekt rządowy dostosowania rzeki Narew do żeglugi łączącej Warszawę z jeziorami mazurskimi, to wówczas te pieniądze będą stanowiły 20% wkładu własnego (możliwość pozyskania 8 mln zł.). W przeciwnym razie, gdyby ten projekt nie ruszył, to środki te zdjęlibyśmy z WPF-u. Nie jesteśmy samobójcami i wiemy dokładnie, że są pilniejsze sprawy niż wydawania 2 mln zł. na przystań, jeśli nie ma za tym większych środków, dających możliwość zagospodarowania tego terenu i portu. Reszta środków, o które wnioskowaliśmy, miały stanowić zaplecze do przygotowania tego projektu pod kątem koncepcji i zagospodarowania terenu przystani, włącznie z przeprowadzeniem stosownych ekspertyz budynku i obiektów, znajdujących się na tej lokalizacji. Reakcję opozycji Państwo znacie i nie ma tu czego komentować. Myślę, że mimo wszystko jest wola żeby ten projekt jednak pociągnąć i jestem dumny z tego, że to właśnie my - PFS, PSL i Pułtuski Klub Wodniaków - z tym projektem wyszliśmy i dalej będziemy uczestniczyli w pracach komisji i przedstawiali własne rozwiązania, które na bazie doświadczeń, mam nadzieję, uzyskają wreszcie akceptację większości radnych, którym bliższy od interesu partyjnego jest interes naszego miasta. Kadencja dopiero się rozpoczęła, więc jeszcze trochę czasu zostało na opamiętanie i na konstruktywne decyzje, które sprawią, że nasze miasto będzie jak dawniej kojarzone z ważnym szlakiem rzecznym, związanym z naszym położeniem nad brzegiem Narwi.

Jak aktualnie wygląda sprawa masztów telefonii komórkowej?

W chwili obecnej trwają prace uzupełniające dokumentację techniczną każdego ze zgłoszeń osobno. Wiadomo, jest to mnóstwo dokumentów jakie inwestor musi złożyć zarówno w urzędzie miejskim, jak i w starostwie w drugim etapie pozwolenia na budowę. Tu urzędnicy skrupulatnie się przyglądają każdemu dokumentowi i każdej wymaganej analizie. Czas gra na naszą korzyść, bo ciągle oczekujemy na ustawę odległościową i ewentualną reakcję Ministra Środowiska i Posła Ziemi Pułtuskiej Henryka Kowalczyka, który obiecał Przewodniczącemu Rady Ireneuszowi Purgaczowi, że spotka się z osobami bezpośrednio zainteresowanymi tym, żeby masztów telefonii komórkowej nie lokalizować w miejscach zamieszkałych lub w ich bezpośrednim sąsiedztwie. Do tego spotkania jeszcze nie doszło, mimo obietnic na sesji nadzwyczajnej Przewodniczącego Purgacza. Mam nadzieję, że w okresie przedwyborczym tego typu obietnice będą dotrzymywane i ludzie spotkają się ze zrozumieniem Posła i Ministra Henryka Kowalczyka.

Z czym jeszcze zwracają się mieszkańcy z pańskiego okręgu wyborczego?

Ludzie proszą o różne interwencje. Niedawno byliśmy na wizji lokalnej u mieszkańców ul. 17 Sierpnia, gdzie w budynku TBS poprzedni Zarząd spółki bardzo nierozważnie zdecydował się na podłączenie ogrzewania elektrycznego i to w najwyższej z możliwych taryf (taryfie budowlanej) ludziom, których po prostu na to nie stać. Nikogo by nie było na to stać, bo rachunki za takie ogrzewanie zgodnie z przedstawionymi przez mieszkańców bloku fakturami pokazują, iż miesięcznie na rodzinę wychodziło tam ponad 1500 zł. Była też sprawa lokatorów budynku przy ul. Wojska Polskiego, którzy z uwagi na to, iż budynek nie ma unormowanej własności prawnej jest po macoszemu traktowany przez poprzednie władze miasta i TBS-u. Ale już udało się przekonać nowe władze i TBS do tego, aby rozpocząć prace modernizujące, zarówno ten budynek, jak i samo podwórko. Są też prozaiczne sprawy, jak podjazdy dla niepełnosprawnych, zanieczyszczenia środowiska, wynikające ze spalania niedozwolonych substancji w piecach na paliwo stałe, a kończąc na sprawach związanych z mieszkaniami w zasobie komunalnym (tu z uwagi na fakt, iż jestem członkiem komisji mieszkaniowej przy Burmistrzu).

Zaniedbań i problemów bieżących jest wiele. Niekiedy brakuje czasu na zajęcie się nowymi rzeczami, które by spowodowały jakiś kierunek zmian na lepsze, bo po prostu gasi się pożary, wynikające ze starych zaniedbań, a wszędzie są to tragedie ludzkie i do każdej należy podchodzić indywidualnie, a nie instytucjonalnie. Zawsze najważniejszy musi być człowiek, a dopiero w drugiej kolejności przepisy i uwarunkowania prawne. Prawo, które zaprzecza człowieczeństwu przestaje być prawem, i z tej zasady ja wychodzę i szukam takich rozwiązań, które dadzą mieszkańcom naszego miasta lepszą przyszłość i szansę na lepsze warunki życia.

Dziękuję za rozmowę.



Ogłoszenia PREMIUM

Zaginął rudo-biały kocur

7 listopada 2019 zaginął duży rudo-biały kastrowany i zaczipowany kocur. Jeżeli wiesz gdzie przebywa zadzwoń 608 43 45 46 lub 516 703 748.


Wynajem sprzętu

Wynajmę - Odkurzacze piorące - młoty wyburzeniowe - młotowiertarki - żyrafa+odkurzacz - odkurzacz budowlany - osuszacz - drabiny rusztowania -..


Reklama
 Reklama