:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
  21°C pochmurno z przejaśnieniami

„Podejrzana” mogiła

Pułtuski Notatnik Kulturalny, „Podejrzana” mogiła - zdjęcie, fotografia

3 km na zachód od Narwi położona jest niewielka miejscowość. Właściwie nie miejscowość – kilka domów rozrzuconych na długości 1 km, przy drodze utwardzonej w ramach programu unijnego. Wioseczka ta nosi nazwę Zaborze. Właściwie trudno by ją znaleźć na nawet dokładnych mapach administracyjnych. Jest za malutka, żeby o niej coś można powiedzieć. Chociaż w Słowniku Geograficznym Królestwa Polskiego z 1895 r. figuruje, wraz ze 150. innymi wsiami, o nazwie tak samo brzmiącej. Ale tylko figuruje! ANI SŁOWA WIECEJ!

Dopiero generał Paweł Batow (01.06.1897 – 15.04.1985) dowódca 65 Armii, w swoich wspomnieniach o przyczółku nad Narwią, we wrześniu 1944r, uwiecznił naszą wioskę. Otóż kilka słów o tym wydarzeniu. Nie dlatego, że wspomina o tej wiosce radziecki generał, ale dlatego, że się to ściśle wiąże z naszą opowieścią. Właściwe forsowanie Narwi, pod Karniewkiem, siłami 65 Armii rozpoczęło się 3.09.1944 r. o godz. 10:30 zmasowanym ogniem artyleryjskim skierowanym na zachodni, wysoki brzeg Narwi, w trzech odsłonach: 5. minutowej, 12. minutowej i 3. minutowej. O godz. 10:50 do ataku ruszyła piechota ze 105 (gen. Dimitij Aleksiiejew (21.09.1902 – 11.07.1974)) i 18 (gen. Nikita Czuwakow (19.03.1901 – 5.12.1965)) Korpusu Armijnego, wspierane przez lotnictwo 16 Armii Lotniczej gen. Siergieja Rudenko (20.10.1904 – 11.07.1990). Właściwie, pod Karniewkiem był most zbudowany przez niemieckich saperów, który miał umożliwić ewakuację oddziałów hitlerowskich z lewego brzegu rzeki. Jednak Niemcy wysadzili go w powietrze, z chwilą, gdy się pojawił na nim pierwszy czołg T-34 z czerwoną gwiazdą na wieżyczce. Ale tak na dobra sprawę i tak na niewiele by się przydał gdy atakują 2. korpusy armijne piechoty i wspomagająca je 17 Dywizja Pancerna Gwardii 1 Dońskiego Korpusu Pancernego Gwardii gen. Michaiła Panowa (21.11.1901 – 08.05.1979). Właśnie ta dywizja sforsowała Narew z marszu. Wojska radzieckie przesunęły się w ciągu trzeciego września o 3. kilometry w kierunku zachodnim. 04.09., piechota z 18 i 105 korpusu, była już poza Narwią. Szerokość przyczółku wynosiła 800m. Niemcy rzucili do kontrataku oddziały 5 Lekkiej Dywizji Piechoty pod dowództwem gen. Helmuta Thumma (25.08.1895 – 13.06.1977). Na drugi dzień oddziały 44 Dywizji Piechoty Gwardii i 354 Dywizji Piechoty gen. Władimira Dżandżgawa (01.06.1907 – 10.04.1982) zdobyły Karniewek. Następnie – Gzowo, Pogorzelec, Zaborze.

Na rozstaju dróg, w maleńkiej wiosce, umieszczony za ogrodzeniem z niskich, zmurszałych sztachetek stoi krzyż. Krzyż z tabliczką, na której widnieje napis „Tu spoczywa 5 poległych żołnierzy polskich rozstrzelanych przez okupantów”. Już samo połączenie dwóch słów „poległych” i „rozstrzelanych” budzi pewne wątpliwości stylistyczne. Bo jak „poległych” to w walce z okupantem. A jak „rozstrzelanych” to nie „poległych”. No, ale dajmy spokój zawiłościom stylistyki języka polskiego. Przyjmijmy założenie, że napis, pod względem składni, jest prawidłowy. Popatrzmy na napis na krzyżu pod względem historycznym. Jeżeli to byli polscy żołnierze, to śmierć ich mogła mieć miejsce w historii naszej państwowości maksymalnie trzy razy.

Po pierwsze – 12 sierpnia 1920 r. Bo wcześniej przed rokiem 1918, Polska nie miała „polskich żołnierzy”. Polska była „rozszarpana” przez trzech zaborców. Zaborze było pod jurysdykcją pruską, następnie pod rosyjską. Ale przyjrzyjmy się rokowi 1920. Rzeczywiście 10.08.1920 r., o świcie, przez Wyszków przeszły oddziały 17 Dywizji Piechoty płk. Ignacego Picka (30.01.1868 – 11.03.1921). Miały obsadzić linię rzeki Narwi w rejonie Pułtuska. Po drodze stoczyły zacięte walki z nacierającymi w kierunku Pułtuska pod Obrytem, Psarami, Zambskami, Bartodziejami wojskami bolszewickimi. Natarcie na Pułtusk prowadziły dywizje bolszewickie 15 Armii ppłk. Augusta Korka (03.08.1887 – 11.11.1937) i części 3 Armii Michaiła Tuchaczewskiego (06.02.1893 – 11.06.1937). Łącznie liczyły one około 30. tys. bagnetów 1 tys. szabel, 800 karabinów maszynowych i 150 dział. Po sforsowaniu Narwi pod Różanem, główne uderzenie na Pułtusk skierowano od północy, od strony Makowa Mazowieckiego, Przewodowa i Szelkowa. Dnia 11.08. oddziały bolszewicki znalazły się na przedpolach Pułtuska; o świcie zaatakowały pozycje między Narwią a rzeczką Przewodówka, bronione przez 101 ochotniczy pułk piechoty ppłk. Włodzimierza Hellmanna (09.12.1880 – 23.09.1964). Wkrótce po zaciętej walce, w rejonie Popław, Polacy zmuszeni zostali do wycofania się na zachodni brzeg Narwi i wysadzenia mostu w Pułtusku. 12 sierpnia, XXXIII Brygady Piechoty płk. Stanisława Thiela (20.01.1881÷09.10.1943), zajęła pozycje obronne na odcinku Dzbanice –Domosław, wspierana ogniowo przez grupę artylerii kpt. Jana Bokszczanina (07.07.1887 – 11.11.1937). 12 sierpnia około godz. 20:00 płk Thiel zarządził odwrót, w kierunku na Powielin, ze względu na możliwość okrążenia swoich oddziałów, przez atakujące, z okolic Skoroszy, wojska bolszewickie. Właściwie, w okolicy Zaborza nie było kontaktu oddziałów polskich z bolszewickimi. A już 17 sierpnia, w Pokrzywnicy, z powrotem były oddziały 5 Armii gen. Władysława Sikorskiego (20.05.1881 – 04.07.1943). Jeżeli bolszewicy zajmowali te tereny tylko przez 5. dni, nie można mówić, że to byli „okupanci”. A więc data 12.08.1920 r. nie jest „dobrą” datą dla celów naszych rozważań.

Drugą datą, która powinno się wziąć pod uwagę, jest data 06.09.1939r. i wiążącą się z nią obrona Pułtuska, którego po prawej strony Narwi broniły (przedmoście): Batalion Obrony Narodowej „Warszawa III” pod dowództwem kpt. Stanisława Gustowskiego (25.09.1895 – 04.01.1980), batalion marszowy kpt. Abszydze Wachtunga (1901 - ?) i batalion rezerwowy 11 pułku piechoty mjr. Władysława Klucza (27.07.1897 – 09.04.1940). Jednak obrona skupiała się tylko do obrony przedmościa na rzece Narew. Po lewej stroni Narwi, na wysokości wsi Zaborze, rzeki bronił: 1 pułk piechoty legionów, 7 pułk i 3 batalion strzelecki. Jednak oddziały te nie przekraczały Narwi w kierunku zachodnim, ze względu na fakt, z od strony Winnicy uderzała 61 Dywizja Piechoty gen. Siegfrieda Hänicke (08.10.1878 – 19.02.1946). Nie mogli więc być rozstrzelani polscy żołnierze, (chyba, że dezerterzy, co jest bardzo mało prawdopodobne), bo w okolicach Zaborza nie było w ogóle polskich oddziałów.

Jest jeszcze jedna okres, w którym mógł zginąć, w okolicach Zaborza, polski żołnierz. Była to data 04.09.1944 r., kiedy to 65 Armia, pod Karniewkiem, forsowała Narew. Tylko, że 65 Armia gen. Pawła Batowa, była armią, sensu stricto, armią rosyjską. Oczywiście mogli w niej służy

Polacy, ale byliby traktowani jako żołnierze Armii Czerwonej.

Z powyższych rozważań wynika, że nie mogli być to polscy żołnierze, a tym bardziej rozstrzelani przez okupanta.

No i tutaj kłaniają się słowne relacje mieszkańców Zaborza. Otóż, Edward Malinowski, nieżyjący już kolekcjoner z Pułtuska, wraz z Grzegorzem Zakrzewskim – historykiem amatorem, zawitali podczas swoich wędrówek po Mazowszu, w latach 80. ubiegłego wieku, do Zaborza. Zainteresowali się rzeczonym grobem. Podczas rozmowy z ówczesnym sołtysem (Panem O.), wyjaśnili sprawę grobu. Chociaż według mnie, też nie do końca. Mianowicie, grób rzeczywiście znajdował się na terenie gruntów ówczesnego sołtysa, jednak jakieś pięć metrów w głąb pola, po przeciwnej stronie drogi, niż jest obecnie. Wg mojego interlokutora, grób nosił znamiona grobu żołnierzy radzieckich. E. Malinowski nie pamięta, czy była to gwiazda, czy hełm podziurawiony odłamkami, czy słupek z gwiazdą. I chyba to nie jest najważniejsze. Sołtys, wykonując prace rolne, musiał omijać swoim pługiem ten grobek. Postanowił go, zresztą samowolnie, przenieść na drugą stronę drogi. Jak pomyślał tak i zrobił! Oczywiście, nie wykonywał żadnej ekshumacji. Zresztą po 40. latach przebywania ciał w mokrym gruncie pewnie niewiele by znalazł. Ponieważ był to okres, kiedy Związek Radziecki nie kojarzył się najlepiej polskiemu społeczeństwu, postanowiono wymyśleć legendę o polskich żołnierzach pochowanych na zaborskiej ziemi. Mogiłkę po drugiej stronie drogi, na wiosnę, sołtys zaorał i ślad po grobie zginął raz na zawsze. A więc konkludując, ogrodzony fragment pola nie jest niczyim grobem.

Istnieje jednak jeden element, który budzi moje wątpliwości. Po wojnie, duża część grobów radzieckich żołnierzy była ekshumowana i resztki zwłok były przeniesione na cmentarz w Kleszewie pod Pułtuskiem. Z okolic Zaborza i Gzowa, jak wynika z dokumentacji przechowywanej w Urzędzie Miasta, przeniesiono 508. ciał zabitych żołnierzy (Gzowo- 412 (kwatery cmentarza w Kleszewie: 15, 71, 90, 110 – 114, 147); Gzowo Majątek – 92 (kwatery 90, 99, 130); Zaborze – 4 (kwatera 317)). Dlaczego nie przewieziono i tych 5.? A może tam już nikt nie leżał, gdy sołtys zaorywał potencjalny grób? A może te 4. zwłoki, ekshumowane w 1949r., na cmentarz w Kleszewie, do kwatery numer 317, pochodziły właśnie z tego grobu, a pozostawiono na miejscu pogrzebania tylko hełm radziecki? Bo tak, na dobra sprawę, nikt nie stawiał krzyży na polu walki. Krzyże mogły powstać zdecydowanie później, ustawione przez ludność miejscową (las pod Pobyłkowem i trzy groby żołnierzy radzieckich – „Na Górkach Pobyłkowskich” Pułtuska Gazeta Powiatowa nr 48 (954) z dnia 28.11.2017r.)

Chyba pora jest odmitologizować naszą historię!!! A zresztą ludność miejscowa niezbyt wierzy w słowa umieszczone na tabliczce zamocowanej na krzyżu, nie przejawiając żadnej troski o ewentualną żołnierską mogiłę. Jak było rzeczywiście? Kto to wie?!

Leszek Malinowski