:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?

„Misyjne rewolucje” Małgorzaty Białczak

Wywiad, „Misyjne rewolucje” Małgorzaty Białczak - zdjęcie, fotografia
Portal pultusk24.pl 25/08/2018 11:00

W połowie października ubiegłego roku pułtuszczanka Małgorzata Białczak wyjechała na misje do Peru, w ramach wolontariatu prowadzonego przez Salezjański Ośrodek Misyjny w Warszawie – Myśl, aby wyjechać na misje towarzyszyła mi odkąd pamiętam i jeszcze jako nastolatka, obiecałam sobie, że wyjadę od razu po osiągnięciu pełnoletności – przyznała Małgosia w wywiadzie udzielonym w sierpniu 2017 r. dla Pułtuskiej Gazety Powiatowej. Praca na misjach niebawem dobiegnie końca i pułtuszczanka, już za kilka miesięcy, wróci do Polski.

Rok temu, w niedzielę 6 sierpnia, w święto Przemienienia Pańskiego Małgorzata Białczak odebrała krzyż misyjny, podczas Mszy Świętej w parafii św. Jana Pawła II w Pułtusku. Posłania misyjnego na roczną posługę do Peru dokonał ksiądz proboszcz Sławomir Stefański.

Do powrotu Małgosi z misji w Peru pozostało jeszcze kilka miesięcy, ale my postanowiliśmy dowiedzieć się, jak wygląda życie wolontariusza na misjach, konkretnie mieszkanki naszego miasta. Dzięki uprzejmości Salezjańskiego Ośrodka Misyjnego, specjalnie dla naszych Czytelników, publikujemy list Małgosi, który w maju br. dotarł do Polski, prosto z Limy w Peru.

 

Z czym kojarzą się misje? Z dżunglą, brakiem wody, brakiem prądu, ubóstwem.

Na misji w Peru żyje mi się normalnie. Daleko jej do wyobrażeń misyjnych przeciętnych ludzi. W rozmowach z innymi wolontariuszami, z którymi miałam okazję się spotkać i zaprzyjaźnić zawsze dochodzimy do wniosku, że każda misja jest inna. Każda trudna, ale trudna w różnych aspektach. Jedni zmagają się w słońcu, w pocie czoła pracując w afrykańskim buszu. Inni, tak jak ja, w miejskiej dżungli, w warunkach można rzec komfortowych. Z możliwością wyjścia do kina, baru, wyjazdu poza miasto.

Wiele osób ocenia i porównuje pracę wolontariuszy na placówce w dżungli, z pracą wolontariuszy z Piura, z pracą moją i Łukasza, na placówce w stolicy. Może się wydawać, że na dwóch pierwszych placówkach praca należy do typowo „misyjnych”. Prowadzenie katechezy, organizacja spotkań modlitewnych, schole. Przemieszczanie się z wioski do wioski i pomoc w oratorium. Praca z dziećmi ze szkół podstawowych i w wieku przedszkolnym. Nie raz słyszałam opinię, że tak właśnie powinna wyglądać praca misyjna. Ale czy tak wygląda każda misja?

U mnie na placówce czegoś takiego nie ma. Nasi podopieczni, w wieku dojrzewania, z głową pełną myśli i emocji, nie chcą nawet słyszeć o dodatkowej mszy świętej w tygodniu. Niektórzy zasypiają na niedzielnej Eucharystii. Jeśli się tylko da, spóźniają się na różaniec, który prowadzimy raz w tygodniu. Inni na porannej modlitwie ledwo wymawiają słowa przecierając oczy. Co więcej, część z naszych chłopców, szczególnie tych „nowych”, których przyjęliśmy kilka tygodni temu, nie jest jeszcze ochrzczona.

Trud misji w Limie, to nie piekące słońce czy ulewne deszcze. To nie nauka katechezy, a zmaganie się z codziennością. Z chłopcami przebywa się 7 dni w tygodniu, 24 godziny na dobę. Przy obecnej liczbie chłopców, ok. 80 i niedużej liczbie pracowników (obecnie jest nas cztery osoby, które na stałe mieszkają w domu) to nieustanna praca. Każdy dzień jest nieprzewidywalny.

Nasz dom jest centralną placówką wszystkich „Domów księdza Bosko” w Peru. Znajduje się przy Inspektorii salezjańskiej i przy fundacji Księdza Bosko. Przewija się przez niego ogrom ludzi, z różnych części Peru , a nie raz i świata. Przychodzą do nas z różnymi sprawami, w związku z czym trudno coś zaplanować. Często kilka minut przed przyjazdem gości przygotowujemy oficjalny obiad, znosimy obrusy czy organizujemy z chłopcami występy.

Dlaczego o tym piszę? Ostatnimi czasy, nie raz słyszałam słowa oceniające innych. Nie tylko samych wolontariuszy misyjnych, ale też innych osób. Bardzo łatwo nam porównywać, komentować, szczególnie wówczas, kiedy siedzimy przy kawie na wygodnej kanapie w domu czy kawiarni, nie znając reali „innego” świata. Łatwo oceniamy, zbyt łatwo. Sama czynię to bardzo często, bez zastanowienia, automatycznie. Jednak tu przypomina mi się fragment Pisma Świętego: „… ten, kto stoi baczył, aby nie upadł”.

Po pięciu miesiącach w Limie stwierdzam, że wszystko, co mnie tak bardzo bulwersowało, wszystko co kiedyś bardzo łatwo oceniałam, teraz stało się częścią mojego życia. Dopiero teraz zaczynam rozumieć zachowania innych i próbuję poznać motywy, które prowokują takie, a nie inne postawy. Jest to bardzo trudne.

Misja to codzienne zmaganie się z samym sobą. Coraz częściej odczuwam, że Pan Bóg wysłał mnie tu nie ze względu na tych chłopców, którym pomagam, a bardziej ze względu na mnie samą. Nie ja jestem dla misji, ale ta misja dla mnie. I widząc gdzie niedomagam, gdzie wszystko u mnie „leży”, jeszcze bardziej zastanawiam się, czemu On, Bóg mnie tu chciał. Dlatego Jego droga dla mojego życia jest tak bardzo dla mnie niepojęta.

Z drugiej strony widzę, że pomimo moich słabości i upartego trwania przy swoim, On znajduje sposób na mnie i na to, aby przez te marne ręce przeprowadzić trochę dobra. Ostatnio jeden z chłopców, którego osobiście bardzo lubię, po kilku rozmowach ze mną, stwierdził, że pójdzie do spowiedzi. Sytuacja była dla mnie o tyle wyjątkowa, że spowiedź ta była pierwszą po 10- letniej przerwie, a w naszych rozmowach temat Boga poruszyliśmy może dwa, trzy razy i to raczej w bardzo pobocznych wątkach.

Myślę, że ta sytuacja od dłuższego czasu, była jedną z tych, które na misji uznaję za „małe cuda” i która gdzieś mnie tu na miejscu podtrzymuje w codziennej pracy.

Małgorzata Białczak

źródło: misjasalezjanie.pl

 

Reklama



Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez pultusk24.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

AGA PRESS AGENCJA WYDAWNICZO-REKLAMOWA WYDAWNICTWO ALEKSANDER z siedzibą w Pułtusk 06-100, Kotlarska 8

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"