:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?

Jak można nie kochać zwierząt?

Kulturalny weekend, można kochać zwierząt - zdjęcie, fotografia

Ludzie pozytywnie zakręceni - Adam Kucharczyk

Kiedy jeszcze nie zająłem się cyklem „Figurki i krzyże północnego Mazowsza”, nie dostrzegałem stojących na wiejskich skrzyżowaniach dróg cierpliwych świadków naszej historii, w postaci krzyży, figurek, kapliczek… Podobnie jest z cyklem o ludziach, którzy mają więcej do zaproponowania swoim bliźnim niż przeciętni zjadacze chleba. I cóż się okazało? Nie trzeba ich wcale szukać! Są wszędzie: w sklepie, kinie, na stacji benzynowej, w domowych zaciszach, w szpitalach, przychodniach, w poradniach zdrowia (psychicznego też)... Właśnie do jednego takiego miejsca, które kojarzy się nam z ratowaniem naszego zdrowia, naszego życia, zawędrowałem ostatnio. No, może nie chodzi mi dzisiaj o niesienia pomocy ludziom… Tym razem, istotą, która spowodowała, że spojrzałem inaczej na lekarza weterynarii, był mój pies, owczarek niemiecki długowłosy.

Będąc u swojego osobistego lekarza, przekrzywił w sposób charakterystyczny swoją mądrą głowę i rzekł do mnie: „Szukasz czegoś daleko a nie postrzegasz tego, co masz na wyciągnięcie ręki”. „Popatrz przed siebie” – prawi mój psiak. I wiecie Państwo? Miał rację.

Człowiekiem, który mógłby obdzielić swoimi zainteresowaniami pół Pułtuska, jest mieszkaniec grodu nad Narwią, znany przez wszystkich (przynajmniej mających czworonogi), lekarz weterynarii – Adam Kucharczyk. Wielu mieszkańców Pułtuska rozpoznaje rozwichrzoną czuprynę doktora Adama, który pędzi po ulicach naszego miasta w sprawach niecierpiących zwłoki, kłaniając się na lewo i prawo, zagadując wszelką napotkaną zwierzynę w sobie tylko wiadomym języku.

Często bywa tak, że naszymi krokami w podejmowaniu decyzji najważniejszych w życiu, decyzji strategicznych kieruje przypadek. Może tak! Może i nie! Jestem zwolennikiem fatalizmu, kierunku filozoficznego uważającego, że przyszłość i wydarzenia, które dopiero się mają wydarzyć, są już ustalone (lub można uważać za ustalone) przez siły wyższe i nie mogą być zmienione przez żadne działania pojedynczego człowieka lub całej ludzkości. Tak pewnie i było w przypadku Pana Adama. Ale od początku! Jak twierdzi bohater dzisiejszego artykułu, w okresie szkoły podstawowej i liceum ogólnokształcącego, w jego obecności można było otwierać dowolną ilość okien, nie wyleciałby – „orłem” nie był. Właściwie w 11 klasie, nie miał jeszcze sprecyzowanej wizji kim chce być w życiu dorosłym. Kolega z klasy zaproponował kierunek studiów – weterynarię. A ponieważ, na ten kierunek studiów nie wymagana była znajomość fizyki – egzamin zdał celująco. I jak zwykle to bywa w takich sytuacjach – kolega się nie dostał na studia. Zaczął się bardzo pracowity okres; tym razem poważnie potraktowany przez naszego bohatera pod kątem zdobywania wiedzy (nie do pominięcia jest w tej kwestii rola Cioci – jednak epizod ten niezbyt się nadaje do opisu na łamach PGP) – cztery lata studiów w Akademii Rolniczej w Lublinie. Ze względu na sytuację rodzinną – Ojciec jako twórca, w latach 70. nowatorskiego systemu informatycznego, pracującego na maszynach cyfrowych nowej generacji, pochodzących z Zakładów Elektronicznych Elwro z Wrocławia – Odra 1305 (ostatnia Odra została wyłączona 01.05.2010r. na stacji PKP Lublin Tatary), a dotyczącego ładunków powrotnych w towarowym transporcie kolejowym, został przeniesiony do stolicy. Cóż było robić? Student Kucharczyk ostatnie dwa lata studiów weterynaryjnych zaliczył w warszawskiej uczeni – Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. Po skończeniu studiów, Pan Kucharczyk, trafia do Pułtuska do Powiatowej Lecznicy dla Zwierząt. W latach 70. weterynaria niewiele miała wspólnego z lecznictwem. Pomimo braku wszystkiego: gabinetów, lekarstw, instrumentów medycznych, laboratoriów, praca ze zwierzętami (przeważnie dużymi) dawała wiele satysfakcji młodemu adeptowi sztuki weterynaryjnej. Po około 12. latach, do „głosu” doszły elity związane z Solidarnością i „nowa władza” postanowiła sprywatyzować całą weterynarię na zasadzie „rubta co chceta”. Pojawiły się pierwsze zaczątki Izb Lekarskich. Przez 13 lat pracował Pan Adam w warunkach transformacji ustrojowej. Ale nie tylko. Także transformacji mentalnościowej naszego społeczeństwa. Lekarz weterynarii zaczął być postrzegany jako specjalista ratujący życie czterołapych (i nie tylko) pupili. Pojawiły się pierwsze hurtownie lekarstw, publikacje praktyczne dotyczące weterynarii, narzędzia i instrumenty lekarskie, laboratoria. I trwałoby to tak do dzisiaj, gdyby burmistrz Pułtuska nie przedstawił weterynarzom, pracujących w Izbie Lekarskiej, propozycji nie do odrzucenia – mają opuścić pomieszczenia będące w jurysdykcji miasta. Cieszący się powszechnym szacunkiem mieszkańców Pułtuska lekarz weterynarii małych zwierząt kupił domek, przy ulicy 17 Sierpnia, w którym do dzisiaj prosperuje. Daje Mu niesamowitą satysfakcję fakt, gdy pewnego dnia przynosi właściciel czworonoga prawie nieżywego przyjaciela a za trzy dni zwierzak biega machając z wdzięcznością ogonem. Dlaczego zwierzęta Pana Doktora kochają? Pytanie pozostaje bez odpowiedzi. Żeby można pomóc zwierzaczkowi powinny być spełnione trzy podstawowe warunki: kochać zwierzęta, kierować się zdecydowaną potrzebą pomocy, rozumieć czteronożnego pacjenta. Zwierzęta kochają nas za to, że jesteśmy, nie ważne czy jesteśmy bogaci czy biedni, młodzi czy starzy, zdrowi czy chorzy, nawet zwierzaki nie zwracają uwagi na nasz trzydniowy, niezbyt reprezentacyjny zarost. Dlaczego człowiek ma być gorszy? Powinien kochać zwierzaka, bo on jest. Niejednokrotnie jedyny nasz przyjaciel. Drugim warunkiem jest potrzeba, płynąca z nas. Potrzeba pomocy innym. I nie ważne jest komu pomagamy, czy człowiekowi, czy zwierzęciu. Ważne, że chcemy mu pomóc. I trzeci element, chyba najistotniejszy – zrozumienie drugiej istoty (nie jest ważne na ilu nogach się przemieszcza). Jeszcze z człowiekiem jest jako-tako. Człowiek, w większości przypadków wyjawi swemu dobroczyńcy, co mu dolega, co go boli. A zwierzątko? Patrzy tylko na nas swoimi ufnymi, pełnymi miłości ślepkami, w nadziei, że go zrozumiemy. Jeżeli te trzy podstawowe warunki zostaną spełnione przez człowieka – może starać się zostać lekarzem weterynarii. Jest oczywiście szereg innych uwarunkowań adepta wiedzy medycznej: opanowanie, zdecydowanie w działaniu, nie sprawianie bólu leczonemu zwierzęciu (jeżeli można należy minimalizować jego wystąpienie). Pan Kucharczyk uważa, że dobry lekarz powinien mieć takie „cóś”, które mu umożliwia niesienie pomocy na weterynaryjnych dłoniach. „Miałem przyjaciela, do którego przybłąkał się piesek o imieniu Łatek” – opowiada bohater dzisiejszego artykułu. „Łatek po prostu nienawidził mnie. Pewnego razu Łatek zachorował i zostałem wezwany do niego. Łatek - „ani ręką ani nogą”. Po trzech dniach kuracji Łatek podbiegł do mnie i oparł się o mnie łapkami. Pogłaskałem go. Od tej pory Łatek zawsze wychodził do mnie naprzeciw. Był moim przyjacielem do końca jego dni.”

Po pierwszym troku studiów Pan Kucharczyk wybrał się na szlaki Bieszczadów. Były to lata 70. ubiegłego wieku, gdy jeszcze prastare siedliska Łemków i Bojków nie były rozdeptywane tenisówkami i sandałami hałaśliwych pseudo turystów. Niezapomniane wrażenia z wędrówki połoninami: Caryńską, Wetlińską, Bukowską; Chatka Puchatka na Połoninie Wetlińskiej, noc w namiocie na Połoninie Caryńskiej, Otryt z Chatką Socjologa, Kińczyk Bukowski, Hnatowe i Bukowe Berdo... Później, już jako żonaty mężczyzna (z licealną miłością swojego życia, matką jego udanych dzieci: Izabelą i Michałem – Panią Bożenną) przewędrował niejednokrotnie, z plecakiem na ramionach, szlakami górskimi Karpat z zachodu na wschód i w odwrotnym kierunku, jednak szczególny kładąc nacisk na niewielkie góry, będące wododziałem pomiędzy zlewiskami Morza Bałtyckiego i Morza Czarnego – Bieszczady.

Trzecią, wcale nie mniejszą pasją Pana Adama, trwającą do dzisiaj, jest żeglarstwo. I też, podobnie jak w przypadków wybrania drogi życiowej, decydującą rolę odegrali koledzy, pod wpływem których zaczął uczęszczać, będąc w 1. klasie liceum, na kurs żeglarski. Po przygotowaniu teoretycznym i częściowo praktycznym, za rok, na jeziorach mazurskich odbył się prawdziwy chrzest żeglarski. Młodzież żeglowała na Omegach (jachtach o powierzchni żagla 15 metrów kwadratowych, popularnych do dzisiaj, skonstruowanych przez Juliusza Sieradzkiego w 1942r.) i do tej pory Pan Adam wspomina z łezką w oku ten rejs po jeziorach mazurskich. Chociaż właściwie ostrogi żeglarskie zdobył na jeziorze Firlej niedaleko Lubartowa, gdzie praktycznego żeglarstwa uczył się od swojego przyjaciela. Ale pierwszy rejs, na którym poznał prawdziwe „jumprowe wszy” (odstające od stalowej liny malutkie druciki) i docenił smak herbaty Ulung (Oolung – najpopularniejszy i najtańszy gatunek herbaty w latach 70.) pitej z blaszanego kubka, po „psiej wachcie” (godziny miedzy 0:00 i 4:00) w cieśninach duńskich, na pokładzie s/y „Roztocze” (pełnomorski, dwumasztowy, konstrukcji Ryszarda Langera i Kazimierza Michalskiego jacht typu Antares, którego armatorem (do dzisiaj) Lubelski Okręgowy Związek Żeglarski). Pan Adam twierdzi, że ani nigdy przed tym, ani nigdy po tym, nie pił tak wyśmienitego trunku o zerowej zawartości alkoholu. Na s/y „Roztocze” nasz dzielny żeglarz odbył kilka rejsów po Morzu Bałtyckim i północny szkwał rzucił Go nawet, pewnego upalnego lata, na Morze Czarne. Potem przez kilka lat żeglował na jachcie klasy Rambler (klasa jachtów mieczowych skonstruowanych przez Jacka Holta w 1965r.) wypożyczonym od przyjaciela z Płocochowa. Aż pewnego razu, zatelefonował bosman z Domu Polonii, z propozycją zakupu jachtu, za „psie pieniądze”, klasy Conrad (jacht mieczowy o powierzchni żagla około 15 metrów kwadratowych), który przez wiele lat nosił swojską nazwę „Dziań w dziań”.. Zakupił go wraz ze swoim znajomym i przez kilka lat żeglował po różnych akwenach. Miał nawet propozycję uczestniczenia w rejsie dookoła świata, złożoną przez Janusza Kopytowskiego, kapitana jachtowego Żeglugi Wielkiej. I znowu sprawdził się fatalizm, jaki ciąży (prawdopodobnie) nad każdym z nas – Janusz zginął niedawno na Morzu Północnym, wraz przyszłym członkiem swojej rodziny, podczas rejsu właśnie dookoła świata (Pan Kucharczyk, z względów rodzinnych, odmówił). Do tej pory można Pana Adana spotykać, w lipcu lub w sierpniu, na jeziorze Niegocin na swym jachcie (już własnym) o numerze PUL 1xxxx (numeru właściciel nie pamięta), zarejestrowanym jako…. łódź rybacka (przecież normalną sprawą jest łowienie ryb podczas rejsu) a że ma żagiel? No cóż, to tylko kwestia wyboru napędu wodnego środka lokomocji. Ma bardzo interesujący sposób spędzania weekendów, opis jego nie nadaje się jednak do publikacji na łamach naszej gazety, ale pan Adam służy instruktarzem dla zaprzyjaźnionych osób.

Jeżeli sądzicie Państwo, że wyczerpałem wszystkie odchyłki od normy Pana Adama, to jesteście w błędzie! Że tylko wymienię: filatelistykę, loty motolotnią nad Nasielskiem, fascynację wycieczkami rowerowymi…

Sądzę, że pasje Pana Adama, z jednej strony nieszkodliwe, a wręcz pożyteczne, rozbudzające umiłowanie uroczych zakątków naszego kraju (morze, jeziora, góry) a z drugiej strony niosące na lekarskich rękach miłość do zwierząt, powinny być z pietyzmem rozwijane. Życzymy tego!

Leszek Malinowski

Art. Ukazał się w Pułtuskim Notatniku Kulturalnym - cyklicznym dodatku Pułtuskiej Gazety Powiatowej redagowanym przez Lecha Chybowskiego

 

Reklama

Kulturalny weekend, - więcej informacji

Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez pultusk24.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

AGA PRESS AGENCJA WYDAWNICZO-REKLAMOWA WYDAWNICTWO ALEKSANDER z siedzibą w Pułtusk 06-100, Kotlarska 8

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"