:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
Pułtuski Notatnik Kulturalny, PENDRIVE ZNALEZIONY KOTLARSKIEJ - zdjęcie, fotografia

Tyle tekstu znajdowało się w pamięci pendrive’a znalezionego na ulicy Kotlarskiej. Żadna z prób odszukania właściciela i jednocześnie (prawdopodobnie) autora tego pamiętnika nie powiodła się. Nie dały rezultatu ani ogłoszenia w Pułtuskiej Gazecie Powiatowej i na pułtuskich stronach internetowych, bez echa pozostały też wieści rozsyłane po znajomych, wśród młodych i starszych mieszkańców, nawet pośród przedstawicieli różnych zawodów, jak np. lekarzy czy nauczycieli. Z tego też względu można przypuszczać, że autor tych notatek już w Pułtusku nie mieszka. Ponieważ osobistych akcentów w nim, niestety, niewiele, a większość faktów i dat w zasadzie nie odbiega od prawdy, mam nadzieję, że autor pamiętnika nie miałby nic przeciw temu, by jego notatki zostały upublicznione. Dlatego spisałem je, poprawiając jedynie kilka błędów ortograficznych i stylistycznych. Może za kilkanaście lat przydadzą się jakiemuś archiwiście, lokalnemu historykowi lub zbieraczowi ciekawostek.

4 lipca 09 

Słynny w tych stronach producent świetnej kapusty kiszonej Chodkowski, przez pewien czas był radnym, zaprosił na kolejny zjazd rodziny. Zapowiedziało się już 250 osób. To bardzo ciekawa sprawa. Skrzyknęli się kiedyś - inicjatorem był senator Jan Chodkowski - i postanowili spotykać co rok w Chodkowie Wielkim, skąd ród się wywodzi. Na pierwszym spotkaniu seniorzy rodu posadzili dąb, potem wyremontowali tam kocioł i szkołę, postawili pamiątkowy kamień, zlecili napisanie historii rodów Chodkowskich. Bo jest ich kilka i trudno się laikowi w tym połapać. Księga ma grubo ponad 500 stron, a podobno ma być jeszcze uzupełniana.

13 lipca 09

Zaczęły się koncerty kameralne, towarzyszące warsztatom muzycznym. To dzięki szkole muzycznej i agencji koncertowej pani Promińskiej. Pierwszy w kościele św. Józefa – Andrzej Ambroziak na organach i Marek Toporowski na skrzypcach. Bomba. Choćby Ave Maria Bacha, Schuberta, Francka i Cassiniego! Do tego m.in. Thais Masseneta i Wokaliza Rachmaninowa. Następnego dnia w Obrytem - kwartet saksofonowy. Czterech młodych chłopaków, pachnąca jazzem muzyka. Na wszystkich koncertach nie byłem, ale koncertu e-mol Chopina w Domu Polonii udało mi się wysłuchać. Z godzinnym opóźnieniem, bo z powodu tej zwariowanej, tropikalnej pogody rozstroił się fortepian.

26 sierpnia 09

Widziałem jak pod fontanną, na rynku, redaktor naczelny Pułtuskiej Gazety robił zdjęcia weteranom – Gedyminowi, Estkowskiemu i Cisakowi. Chyba na 70-lecie wojny. Tych ludzi na rękach powinni nosić. Tymczasem mówią na mieście, że gdy gazeta wystąpiła o nadanie im tytułów zasłużonych dla miasta, okazało się, że nie są godni. Pewno przez Gedymina. Dwóm tutejszym pewnie by dali. A w jego przypadku, trzeciego pilota kampanii wrześniowej, uczestnika akcji V-2, usłyszeli: a co ten Gedymin zrobił dla Pułtuska? Gdybym przy tym był wypaliłbym od razu, na przykład, a może pan, panie taki a taki, żyjesz dzięki niemu, bo on strącił pod Poznaniem samolot, który doleciawszy do Pułtuska zrzuciłby bomby i zabił twoją rodzinę...

Zresztą jak traktuje się tu weteranów wyszło na jaw, kiedy parę lat temu prezydent Poznania chciał wręczyć Włodzimierzowi Gedyminowi honorowe obywatelstwo miasta. Nasi notable dopiero wtedy szukali staruszka po całym mieście, bo nawet nie wiedzieli, że mieszka on nad Narwią od ponad 20 lat. Nieco inaczej z Cisakiem, bo jego wykorzystują, jako ozdobę, przy każdej uroczystości, ponieważ służył w 13 pułku piechoty, a Estkowski, ułan, jest z rodziny jednej z dyrektorek miejscowych szkół. Więc swoi. Czy oni czasami nie myślą sobie w skrytości – to potośmy walczyli?

3 października 09

Poszedłem, trochę z nudów, na inaugurację roku w Akademii Humanistycznej. Przemówienia, listy gratulacyjne, nowe doktoraty itp. Normalka. Ale nudy oficjałki wynagrodził wykład „Z Montmartre’u na Wawel. W dwustulecie urodzin Juliusza Słowackiego”, prof. Franciszka Ziejki, zaprzyjaźnionego z Pułtuskiem, byłego rektora UJ. To on, razem z nieżyjącym założycielem AH prof. Bartnickim, odsłaniał pomnik biskupa Noskowskiego przy bazylice. Ciekawa ta historia i losy sprowadzania prochów Słowackiego do Polski. Pomysł z roku 1885, zrealizowano w ...1927. Bardzo po polsku. Bo “po drodze” były sprzeciwy środowiska krakowskich „Stańczyków”, pomysły ze złożeniem prochów poety na jednym ze szczytów tatrzańskich, stanowczy zakaz kard. Jana Puzyny, manifestacje studentów, połączone z wybijaniem okien w pałacu biskupów krakowskich, nadanie imienia Słowackiego Teatrowi Miejskiemu w Krakowie i wreszcie, po zamachu majowym, zakończone powodzeniem rozmowy Piłsudskiego z bp Sapiehą.

A potem czerwcowa podróż szczątków poety z grobowca na Montmartre do Cherbourga, następnie okrętem wojennym „Wilia” do Gdyni, torpedowcem „Mazur” do Gdańska, a stamtąd rzecznym statkiem „Mickiewicz” do Warszawy. Wszędzie przemówienia, powitania i tłumy. Potem uroczystości na pl. Zamkowym i w katedrze św. Jana w Warszawie, 27-go o godz. 21 przyjechał pociąg do Krakowa. I wreszcie 28-go pochód przez deszczowy Kraków, z Barbakanu na Wawel, gdzie Słowackiego pożegnał Józef Piłsudski. I tylko nie wiadomo, czy Marszałek zakończył – jak się powszechnie uważa – „by królom był równy”, czy też – jak twierdzili niektórzy – „bo królom był równy”. Prof. Ziejka opowiedział się za obiema wersjami. Spisałem sobie to z Pułtuskiej Gazety, by nie zapomnieć. Jakże to odmienne od pochówku Miłosza. Inne czasy, inni ludzie.

4 października 09

W tych samych godzinach, gdy Akademia otwierała nowy rok, w bazylice odprawiano mszę pogrzebową Mieczysława Gąsiewskiego. Kościół pełny, bo był nauczycielem. Od paru lat walczył z rakiem, stawał się coraz chudszy i mniejszy, ale ostatnio szybko to poleciało. Podczas mszy ksiądz odczytał jego... pożegnanie z uczniami, z mieszkańcami, z Pułtuską Gazetą, która ostatnio drukowała jego wspomnienia. Opisał jak wyglądać ma jego pogrzeb, co mają zagrać itp. Ludzie byli zszokowani. Muszę przyznać, że facet mnie zadziwił. Tym bardziej, że jego wiersze były, delikatnie mówiąc, nie najwyższych lotów, a korzenioplastyka raczej nie powinna być pokazywana na wystawach pułtuskich plastyków. Ale teraz widać, że drzemało w nim coś wielkiego, godnego i dobrego, czego nie miał czasu rozwinąć w zapracowanym życiu. Szaniawski po śmierci w Narwi przyjaciela Leona Pietrzykowskiego podobno powiedział: Ceniony i kochany żyć będzie dalej, bo dobroć rozsiewa wokół siebie dobre ziarna i kiełkują one znowu. Tylko pamięć o złych ludziach tępimy w sobie, jak złe chwasty, które wkrótce zginą.

Chyba pasuje to i do Gąsiewskiego.

20 października 09

Znowu trzeba było iść na imieniny i znowu przeważnie rozmowy o tym, jak tu było dawniej. Oczywiście lepiej, prawie wspaniale. Po wojnie był jakiś gość, ledwo piszący, który do ratusza chodził codziennie pieszo i notował, co trzeba poprawić, a teraz, panie, rozbijają się samochodami i nie widzą co ludziom w mieście potrzebne. Wszędzie dziury w jezdni, nawet na Rynku kamieni nikt nie wyrówna, turyści nie mają gdzie nocować, bo dom kresowy sprzedali. Dlatego nie przyjeżdżają. Dawniej było pełno wycieczek, była Cepelia, mogli kupować pamiątki, a teraz jakie mamy pamiątki. Nad Narwią działo się dużo, były zabawy taneczne. I tak za każdym razem, na każdym spotkaniu.

Jeden z tych niezadowolonych zrzędów powiedział nawet, że nowy dom, który bardzo ładnie i stylowo odbudował ktoś przy ulicy nad kanałkiem, to ohydztwo. Bo „to jest nowe, a tamto było stare”. Drugi narzeka, że mieście nie ma ławek, ale ze starości zapomniał, że kiedy postawiono ławki na jego ulicy, jednej z najgłówniejszych, to tak protestował, tak długo nachodził ratusz, że ławki polikwidowali. Bo po nocy siedzieli na nich menele I nie mógł spać. Aberacja.

Jedyny pozytyw tych imieninowych obowiązkowych, przecież nie wypada nie iść, spotkań to dobre jedzenie. Każda z pań popisuje sie przed innymi wymyślnymi daniami, a człowiek może dzięki temu dobrze podjeść. No i popić. Bo choć wszyscy choruteńcy, to kazdy ciągnie ile siły. I ile żona pozwoli.

13 kwietnia 10

Posadziliśmy na dziedzińcu Archiwum dąb „katyński” za stryja Kazimierza Karpińskiego, policjanta zabitego w Katyniu i drugi – za ofiary katastrofy. Uroczystość organizowało towarzystwo społeczno-kulturalne i starostwo. Pierwszy dąbek zasadził starosta. Kiedy do sadzenia drugiego wziął po rękę burmistrza - temu, choć oganiał się jak od diabła, nie wypadało się szarpać przy delegacjach szkół i kombatantów i dał się zaciągnąć. To pułtuski model pojednania

4 maja 10

Zimno, tylko 10 stopni, pochmurno, deszcz wisi w powietrzu. Dwa dni temu byłem na koncercie, nawet fajnym. Prowadził Kazimierz Kowalski, śpiewało kilkoro artystów z Polskiej Opery Kameralnej. Udało się im nawet rozśpiewać salę, a starosta tańczył na scenie walca. Było około 400 osób, oczywiście - ponieważ te obchody organizowało starostwo - nikogo z miasta. Ratusz obchodził Konstytucję 3 maja na rynku i w bazylice. Ta polityczna dziecinada zaczyna być już po prostu chamska.

27 maja 10

Cudowna godzina w bazylice, gdzie ks. Kosek opowiadał o jej architekturze i ciekawostkach. Tłumaczył piękne epitafium Załuskiej, pokazywał skamieliny w posadzce, opowiadał o stallach, a przede wszystkim odsłonił obraz św. Stanisława Kostki w jego ołtarzu, na co dzień ukryty pod Matką Boską Częstochowską, a o wiele bardziej pasujący kolorystycznie do ołtarza. Odsłonił też obraz ukryty w ołtarzu Serca Jezusowego i trzy w ołtarzu Matki Boskiej Różańcowej, lub Pułtuskiej. Najpiękniejszy jest oczywiście najstarszy, bo ten ze złotą sukienką już nieco, o herezje, jarmarczny. Ale ludziom bardziej się podobał.

23 września 10

Z okazji dni patrona miasta, św. Mateusza dyrektorka centrum kultury postawiła na swoim i doprowadziła do przedstawienia amatorskiego teatru. A taki teatr ma tu stuletnią tradycję. Jeszcze po wojnie co starsi grali różne sztuki, a młodsi mogli je oglądać. Wystawili teraz “Ptaka” Szaniawskiego. Dziwne, że choć sztuka ma z osiemdziesiąt lat, to momentami była nawet aktualna. W prowincjonalnych umysłach niewiele się widać zmieniło.

W piątek, na oficjalnym przedstawieniu dla miejscowych wipów, było około 200 osób. Jakoś udało mi się wejść. Zakończyło się owacją na stojąco, potem były kwiaty, a na bankiecie, też się wepchnąłem, ochy i achy, peany, podpisy w programie itp. A program taki poważny, osiem stron, z recenzjami sztuki z kilku lat, z plakatami poprzednimi. Gratka dla kolekcjonerów.

Ale nie wszystkim wipom sie podobało. Jeden z radnych powiedział z przekąsem: no, u nas w radzie takie rzeczy się nie zdarzają. Dużo widać ze sztuki zrozumiał. A mieście następnego dnia mówiono, że Ptakowa zachowała się skandalicznie wystawiając “Ptaka”. Stare sztuczydło, atak na samorząd, no i tytuł nie na miejscu. Aberacja.

Po dwóch dniach dali drugie przedstawienie, dla zwykłych. Było mniej ludzi, ale za to reagowali żywiej, śmiali sie, dowcipkowali, dogadywali. Bo nie widzieli w tym polityki.

Aktorzy, jak na amatorów, zupełnie w porządku. Jakaś uczennica z Warszawy, tutejszy chłopak, syn tych ze szkoły muzycznej, kilku facetów, których czasami widuję na ulicy, a burmistrza odstawiał starszy facet z Pułtuskiej Gazety. Były ładne kostiumy i dekoracje.

7 października 10

Wczoraj wyskoczyliśmy do Muzeum w Ostrołęce. Nowa aranżacja ciekawa, ale dużo to tam nie mają. Nie ma już pokoiku Gomulickiego. Jest za to trochę ciekawych wycinanek kurpiowskich i starych rzeźb drewnianych. Ciekawa wystawa czasowa z Dusznik, o papiernictwie. Budują przy fortach jakiś pominik 1830 roku, ale chyba wedle projektu z roku 1930, bo wydaje mi się jakiś monumentalnie niemiecki i chyba dodali na środku ogromny krzyż.

14 listopada 10

W bibliotece promocja książki Wandy Pieńkosowej, polonistki z liceum, o Zakrzeńskim w Pułtusku. Była wdowa, syn, asystentka, koledzy aktorzy. Opowiadali wzruszające historie z jego życia. 9 kwietnia, na dzień przed śmiercią w katastrofie, dostał, niby jako emeryt, wypowiedzenie z Teatru Polskiego. A 14 maja w Belwederze miał świętować 50-lecie pracy scenicznej. I znowu życie ciekawsze niż seriale

21 listopada 10

Niedzielne wybory lekko sensacyjne. Pierwszy raz będzie druga tura w walce o ratusz, między Wojciechem Dębskim a Różą Krasucką, SLD. Zmieni się też chyba kilku radnych. Sporo ludzi wprowadziło do powiatu PSL, więc pewno nie będzie przejęcia go przez ”miejskich”. W Winnicy ludzie posła Kowalczyka też dali tyły, przegrali wybory wójta. Kolejne wybory i kolejne moje zdziwienie. Bo żaden z kandydatów nie spotyka się z ludźmi. Nikt nie mówi po co kandyduje, jakie widzi potrzeby, co chciałby zrobić, jakie ma plany. Może dlatego, że ludzie znają się tu od dziecka i wiedzą czego i po kim się spodziewać. Ale przez to o przyszłości miasta i zamiarach władz człowiek dowiaduje się właściwie tylko przypadkiem. Na przykład, o tym, że chodnik od mostu do Tartacznej będzie budowany, gdy będą remontować szosę w kierunku Wyszkowa dowiedziałem się przy okazji, podczas przypadkowej rozmowy z burmistrzem na zupełnie inny temat.

Poprzednio burmistrz też rywalizował z kandydatem lewicy Witoldem Saracynem. No i wygrał. Mimo, że ten ostatni miał fajne hasło: zrób Witkowi prezent na imieniny. Bo akurat głosowanie było 12-go w dzień św. Witolda.

Mówią, że w mieście wielki ferment, bo przewodniczącym Rady Miasta został Andrzej Kwiatkowski z PO. Ale podobno Purgacz, dotychczasowy przewodniczący, ma to zaskarżyć, bo nowy głosował na siebie (było 10 do 11), a tak nie wolno.

Podobno...

Do druku przysposobił Lech Chybowski

Art. Ukazał się w 2017 r. w Pułtuskim Notatniku Kulturalnym - cyklicznym dodatku Pułtuskiej Gazety Powiatowej redagowanym przez Lecha Chybowskiego

 

Reklama

Pułtuski Notatnik Kulturalny, - więcej informacji

Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez pultusk24.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

AGA PRESS AGENCJA WYDAWNICZO-REKLAMOWA WYDAWNICTWO ALEKSANDER z siedzibą w Pułtusk 06-100, Kotlarska 8

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"